Winnice Langwedocji - Page 2
Regulamin
Przewodnik
Wizerunki
Rasy
Grupy
Kostka
Sklep
Nieobecności
Kto zagra?
Wezwij MG
Pytania
Forumowa Wiki
Zamówienia

Share | 
 

 

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2

avatar

Rola / pozycja :
Główny Administrator

Wiek :
Nie dotyczy

Multikonto :
Nie dotyczy





PisanieTemat: Winnice Langwedocji   Sob Sie 26, 2017 5:40 pm

First topic message reminder :


Winnice Langwedocji



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Pon Paź 30, 2017 10:34 pm

Nie zawiodła się na Srebrnym, który to też zabrał się za szukanie następnych sideł. Samica odwróciła od niego wzrok i zaczęła szukać pozostałych. Znalezienie ich nie okazało się takie trudne, jak z początku myślała. Kilka minut i już było po tych pułapkach. Przynajmniej teraz żadne zwierzę nie zostanie przez to zranione. Ponownie spojrzenie Hunt powędrowało w stronę najsilniejszego, który to zamerdał ogonem, a chwilę później Brązowy uczynił to samo. Lizzie, niby od niechcenia machnęła dwa razy ogonem – wciąż nie chciała zdradzać się z emocjami.
Warknięcie Czarnego zwróciło jej uwagę, toteż postanowiła zerknąć, co się dzieje. Światła, a co za tym idzie – zbliżali się ludzi. Być może Ci sami, którzy pozostawili tutaj sidła, ale nie mogła mieć pewności, równie dobrze mógł być to ktoś inny.
Nie spuszczając z oczu świateł, zwróciła uwagę na warknięcie Srebrnego. Czy nie taki właśnie powinien być lider? Nie doprowadzać do nic nie znaczących bójek? Oferować wsparcie innym, ale jednocześnie nie być miękką ciapą? Prawdopodobnie właśnie za te cechy szanowała go. Owy Likanin okazał się zupełnym przeciwieństwem do tego, jakim go – a właściwie ich – sobie wyobrażała. To nie była bestia, która robiła coś bezmyślnie, atakując innych bez celu: „bo tak mi się podoba”. Właściwie, tak można by określić dzisiejsze zachowanie Hunt, która to zaatakowała Czarnego.
Jedynym, co ją zdziwiło, było sformułowanie, aby wracali do domu. D o m u. Czyżby istniała jakaś instytucja, która utrzymywała wszystkie wilkołaki w jednym miejscu? A może oni mieli jedno, wspólne mieszkanie? Tak, czy siak, Hunt nie była pewna, która z opcji jest gorsza. Owszem, chciała w jakiś sposób okazać wdzięczność Srebrnemu, który to zaprosił ją do ich miejsca. Mógł ją tu zostawić, a jednak przyjął ją. Problem w tym, że ciężko było jej zaufać. Ale czy istniała inna opcja? Nie.  Uda się z nimi.
Gotowa, aby ruszyć za najstarszym, lecz coś – a raczej ktoś – ją powstrzymało. Czarny. Nie ruszał się z miejsca, nawet gdy przywódca warknąć ponownie. Co gorsza, najmniejszy zaczął iść w kierunku świateł. Co z nim, do licha, jest nie tak? Czy chociaż raz nie mógłby zachować się właściwie? Przy spotkaniu z Hunt okazał się niebywałą nieostrożnością, a teraz wyglądał, jakby chciał zaatakować ludzi.
Gdy tylko Czarny zrobił pierwszy krok w stronę świateł, Hunt warknęła ostrzegawczo – Nie rób tego. Lepiej wracaj – zdawała się mówić. Nie miałaby skrupułów, aby  ponownie go zaatakować. Jednakże teraz on mógłby być na to przygotowany i z pewnością narobiliby zbyt wiele hałasów.
Jeśli Czarny ją posłuchał, Hunt uważnie go obserwując, ruszyła za Srebrnym, a jeśli nie to postara się go wyprzedzić i zagrodzić mu drogę swoim ciałem, obnażając zęby.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Wto Paź 31, 2017 4:49 pm

Czarny chciał posłuchać, naprawdę! Problem tkwił w tym, że wilkołak, wilkołakiem się nie urodził – Czarnego przemieniono i to stosunkowo nie dawno. Co zabawniejsze pochodził z niedalekiej okolicy – to tłumaczyłoby dziwne zachowanie, ekscytację, radość i chęć ponownego spotkania z ludzką rodziną. Biedni sądzili, że ich syn umarł – że zabił go jakiś dziki zwierz – stąd pułapki. Gdyby tylko wiedzieli w jak wielkim błędzie przyszło im żyć.
Młode szczenię naprawdę nie miało złych zamiarów, chciało się tylko przywitać, lecz… Wtedy w drogę weszła mu Hunt. To był pierwszy i ostatni raz, gdy Czarny warknął na samicę. Wkrótce potem po jego brzmieniu nie pozostało nic. W zamian za to pojawił się pisk i żałosne skomlenie – zobacz, zobacz! Tam jest moja ludzka rodzina! Tak bardzo chciałbym się z nimi zobaczyć. Myślą, że nie żyję, a to przecież nie prawda…
Ból i tęsknota wciąż dawały o sobie znać.
Brązowy ruszył w drogę powrotną, za nim miał pójść Srebrny, lecz najpierw – wilkołak podszedł do Hunt i Czarnego. Trącił młokosa łbem – ja rozumiem, że tęsknisz, ale już nie przynależysz do tamtego świata. Dla nich jesteś martwy, dla nich jesteś potworem. Odejdź i pozwól im żyć. Nie dopuść do bezsensownego rozlewu krwi, nie chcesz tego. – i trącał wilka łbem dalej, aż ten nie uległ i nie ruszył za swym bratem Brązowym.
A ty? Idziesz z nami? Srebrny spojrzał poczciwie na samicę. Ją również chciał ze sobą zabrać.

-> rosiłabym o określenie czy Hunt poszła z wilkami czy nie. Niezależnie od decyzji pełnia dobiegnie końca. Można zrobić przeskok do dnia -> wtedy też Hunt obudzi się jako ludzka kobieta.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Czw Lis 02, 2017 1:13 pm

A więc Czarny jej nie posłuchał, co skutkowało złością samicy. Cała ta sytuacja przypominała ją tę, kiedy ona sama została przemieniona, być może właśnie przez takiego Likanina. Nie przejęła się też warknięciem najmłodszego, które moment później zanikło, a z gardła wydostał się piski skomlenie. Nie obchodziło ją to, że tam mogła być jego rodzina. Czyżby naprawdę sądził, że rozpoznają go w tej postaci? Po raz kolejny popisał się swoją naiwnością. Farmerzy najpewniej uciekliby lub próbowaliby się przed nim obronić, mogąc go przy tym zranić, kto wie, może nawet mieli przy sobie srebro. Zresztą, obrona mogłaby tylko rozwścieczyć szczeniaka, co doprowadziłoby do zaatakowania osadników i – być może – ich przemiany.
Na szczęście, chwilę później pojawił się Srebrny, któremu to udało się przekonać Czarnego do tego, aby ten zawrócił. Chwilę później najmniejszy szedł za swym pobratymcem. Hunt chciałaby powiedzieć, że rozumie emocje targane najmłodszym, jednak tak nie było. Dla niej, owy Likanin był zbyt… emocjonalny i ufny, a przecież wszystko nie jest takie piękne i kolorowe, jakie widział to Czarny
Skinęła głową w kierunku Srebrnego – idę. Musiała się dowiedzieć o paru istotnych szczegółach od swych pobratymców. A gdy się dowie – to wtedy odejdzie, a tak przynajmniej planowała. Nie chciała się z nimi związywać na dłużej. Już miała swoje życie, o które tak starannie dbała i mniej więcej wszystko poukładała.
Ruszyła za samcami, całkowicie zapominając o torbie z rzeczami i ciuchami, którą zostawiła kawałek drogi stąd. Znowu czuła wiatr w sierści. Wprost cudowne uczucie. Droga wcale jej się nie dłużyła, gdyby ktoś ją spytał, ile zajęło im dojście do celu, odpowiedziałaby, że może z dziesięć minut albo krócej, chociaż prawda mogłaby daleko odbiegać od rzeczywistości.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Czw Lis 02, 2017 4:58 pm

Wszyscy odeszli, a każdy krok oddalał ich od pełni, a przybliżał do dnia. Przystanek, a zarazem miejsce na odpoczynek znajdowało się kilka kilometrów od winnicy. To tam, w starej chacie, wilkołaki zostawiły swój dobytek w postaci ubrań, a także niewielkiego prowiantu na zaspokojenie głodu po przemianie. Tam też miało dojść do przebudzenia się wszystkich dzieci księżyca wraz z nastaniem nowego dnia.
Jako pierwszy obudził się Srebrny. Mężczyzna w ludzkiej postaci wyglądał na osobę po przejściach, a w dodatku o sporym koszyczku lat. Wizualnie facet wyglądał na osobę grubo po 50 – ostre rysy twarzy, lekko zmęczone oczy, posiwiałe włosy… Nic dziwnego, że futro miał srebrne.
Brązowego oraz Czarnego nigdzie nie było. Srebrny za to usadowił się przed chatą stojącą pośród opustoszałego pola rolnego. Rosło na nim wiele rzeczy, przede wszystkim winogrona. Heh, ziemia musiała kiedyś do kogoś przynależeć. Ciekawe czemu była pusta.
Słońce otuliło wszystkich ciepłymi promieniami, liście oraz trawę poruszył wiatr, a wraz z nim poruszyła się również spokojna melodia cichego brzdęku na gitarze.
Hunt miała prawo się obudzić w gościnnym pokoju w chacie. Na krześle nieopodal łóżka pozostawiono jej ubrania, niestety męskie, ale zawsze to coś. Rozmiarem powinny mniej więcej pasować.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Czw Lis 02, 2017 6:58 pm

Sen okazał się przyjemny; Lizzie śniła bowiem o biegu w swej wilczej postaci, jak to jednak bywa, wszystko co dobre, ma swój  koniec. Obudził ją ból głowy, dziewczę czuło się, jak po dobrej imprezie. Ponadto w pierwszej chwili ogarnęła ją panika, że nic nie pamięta. Do jej głowy wdarła się myśl: Co się stało? I gdzie ja jestem? Oczywiście, wątpliwości jak szybko się pojawiły, równie szybko zniknęły.
Jest w domu Srebrnego. Znaczy, nie była pewna, czy to jego mieszkania, w końcu chatka wyglądała na dość starą, więc wilkołaki mogli się w niej po prostu zatrzymać. Wzrokiem zlustrowała niewielki, raczej skromny pokoik, jak mniemała, gościnny. Wstała na chwiejących się nogach, mięśnie wciąż ją bolały. Jestem naga. Myśl ta nie powinna jej zadziwić, aczkolwiek tak się stało. Tyle razy się przemieniała, nawet przy nadejściu pełni zabierała ze sobą rzeczy, aby później uniknąć takiej sytuacji. Torba z ciuchami! Cholera. Zapomniała o niej. Cała ta sytuacja z innymi dziećmi Luny, sprawiła, że Lizzie wyleciało to z pamięci. Niedobrze. Jej uwagę przykuło krzesło, na której (na szczęście!) któryś z Lykaninów zostawił męski ubiór, prawdopodobnie dla niej.
Szybkim ruchem sięgnęła po ciemnoczerwoną koszulę i zaczęła ją zapinać, później bokserki, następnie czarne, długie jeansy oraz skarpetki. Cóż, nie było źle, ubranie nieco z niej zwisało, aczkolwiek w niczym jej to nie przeszkadzało. Przynajmniej nie będzie paradować nago.
Z jej brzucha wydostał się ten żenujący dźwięk – burczenie. Tak, było głodna, i to jeszcze jak! Na szczęście, ból głowi i mięśni trochę osłabł, co niezmiernie ją zadowoliło. Gdy wyszła z pokoju, zorientowała się, że w chatce nikogo nie ma. Fakt ten nie bardzo jej przeszkadzał, zwłaszcza, że chciała zapoznać się z tym miejscem. Gdy tylko „zwiedziła” wszystkie pomieszczenia, otwarła drzwi wejściowe.
Hunt oparła się o framugę drzwi, wchłaniając ciepło i czując przyjemny wiaterek. Pogoda idealna. Niemal natychmiast dostrzegła męską sylwetkę. Przyjrzała się bardziej mężczyźnie; po 50-tce, siwe włosy… Czyżby to był właśnie Srebrny? Domyślała się, że kolor sierści jest identyczny, jak kolor włosów, więc tak, to pewnie on. Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem. Czyżby coś grał na gitarze? A może to tylko radio?
- Witaj. – Odezwała się dość pewnym siebie głosem. – Dziękuję za ubranie. – odparła wkrótce później, wciąż przyglądając się mężczyźnie.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Czw Lis 02, 2017 7:42 pm


Cicha pieśń rozchodziła się praktycznie wszędzie. Była spokojna, ale i smutna zarazem. Ciężko powiedzieć o czym mówiła, lecz bez wątpienia były to mętne i bardzo ciężkie słowa – słowa doświadczonego i zmęczonego wiecznym bojem wilkołaka.
W pokoju gościnnym znajdowało się niewiele rzeczy – proste łóżko, stara drewniana komoda, stół i dwa krzesła przy nim. Na ścianie przy drzwiach wisiało rozbite lustro, a ścianę obok stary rodzinny portret, a na nim: urocza kobieta o dobrej posturze, rosły mężczyzna ją obejmujący oraz dwójka uroczych bobasów. Musieli być szczęśliwą rodziną. Ciekawe co się stało, że już tutaj nie mieszkali?
Chata była pusta i mocno zaniedbana – zewsząd zwisały pajęczyny, a niektóre ściany pokrywała gruba warstwa osadu. Dom musiał się kiedyś palić, przynajmniej na to sugerował dziwny osad. Cały budynek składał się ze sporego salonu, kuchni, przedpokoju, gdzie widniały schody na górę oraz łazienki. Każde z pomieszczeń było na wpół zagospodarowane, ale mocno zaniedbane i zniszczone. Jedynie kuchnia zdawała się w miarę funkcjonować, a świadczyło o tym dochodzące z niej bulgotanie. Najwyraźniej któryś z wilkołaków coś gotował.
Srebrny zaprzestał gry, gdy tylko do jego uszu dotarły słowa Hunt. Podniósł się z werandy, po czym odwrócił w stronę dziewczyny po uprzednim odłożeniu gitary na bok.
- Dzień dobry. Widzę masz się już całkiem dobrze. Nie dziękuj mi. To Czarny podzielił się ubraniami. Chłopaki pewnie zaraz wrócą. Zakładam, że masz sporo pytań. – po krótkim dialogu, mężczyzna wszedł po stopniach, aby spocząć na drewnianej ławce przed wejściem.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Czw Lis 02, 2017 8:33 pm

Chatka nie wyglądała za ciekawie. Brudna, osadzona osadem, a i pajęczyn nie zabrakło. Teraz zrozumiała, czemu akurat to miejsce wybrali na kryjówkę – kto z ludzi chciałby tu przychodzić? Nie wliczając dzieciaków, pewnie żaden, chociaż i młodzież niepewnie by tu wchodziła – zwłaszcza nocą, gdyż za dnia przebywał tu Srebrny. W kuchni coś bulgotało, czyli będzie jedzenie? To dobrze, Hunt niemalże umierała z głodu.
Lizzie uwielbiała muzykę, mogłaby jej słuchać godzinami, a kto nie? Jak dla niej, Srebrny nie musiał przerywać gry, chociaż pewnie czekała ich długa rozmowa, uważnie obserwowała mężczyznę, jak ten się zbliża.
- Tak, mam parę pytań – Powiedziała. Inaczej by jej tu nie było. Nim zaczęła pytać, wzięła głęboki wdech i spojrzała w oczy starszemu mężczyźnie. – Jak to możliwe, że istnieją wilkołaki? Czy różnimy się czymś od siebie? Znaczy… Wiem, że tak. Inni są szybsi, inni wolniejsi, ale za to silniejsi, czy to tylko przez budowę ciała, czy może przez coś jeszcze? Czy inni też są tacy przyjacielscy, jak Twoje stado? Żyjemy tyle samo, ile normalni ludzie? I mamy w sobie jakąś klątwę? Odkąd stałam się wilkołakiem, źle znoszę srebro, a i kościoły, księża, czy religijne symbole mnie przerażają... I czy istnieje możliwość na rozpoznanie tego, który mnie przemienił? – Zwłaszcza to ostatnie pytanie ją najbardziej nurtowało. Tyle  razy marzyła o tej chwili! Jednakże, to nie były wszystkie kwestie, o jakie chciała zapytać, te uznała za najważniejsze. Zdawała sobie sprawę z tego, że może zostać uznana za ignorantkę – w końcu nic nie wiedziała – lecz ją to nie obchodziło. Chciała znać prawdę, nic więcej.
- Ach, zapomniałabym. Co teraz? Wątpię, abyś od tak pozwolił mi z Wami przebywać, zwłaszcza, gdy zaatakowałam jednego z Was. – Czy okazała choć trochę skruchy, gdy wspomniała o ataku? Nie. Jej głos brzmiał tak samo, jak na początku – zdawał się być pewny siebie, na to samo mogła wskazywać postura Hunt. Nie mogła sobie przecież pozwolić na inne emocje, prawda?
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Czw Lis 02, 2017 9:43 pm

Pytania młodej wilczycy były zrozumiałe. Srebrny nie był nimi zaskoczony, choć nie spodziewał się ich w takiej ilości. Musiał to sobie uporządkować.
- Musisz być bardzo młoda… - zaczął. – Wilkołaki istnieją i to od dawna. Nie jest to niczym nowym, tak samo jak nie dziwnym jest istnienie wampirów oraz wielu innych, dziwnych stworzeń, na przykład łowców. – dodał nie kryjąc przy tym „starczego” śmiechu. Oj tak. Srebrny dobrze pamiętał co to znaczy stanąć oko w oko z łowcą lub innym dziadostwem chcącym odrąbać Ci głowę.
- Oczywiście, że się różnimy. Ma to swoje uzasadnienie w księżycu. – oznajmił po czym przeszedł do wyjaśnienia czym jest księżyc i pełnia dla wilkołaków oraz jaki ma wpływ na ich zdolności oraz samokontrolę. W skrócie Srebrny objaśnił Pannie Hunt zasadę działania patronatów – ich charakterystykę, atuty oraz minusy, a także charakter dziedziczenia w przypadku osobników przemienionych oraz system „przydzielania” w odniesieniu do wilkołaków narodzonych. Informacji było dość sporo dlatego stary wilkołak starał się mówić wolno i wyraźnie z naciskiem na wielokrotne powtórzenie powiedzianych rzeczy celem ich utrwalenia w głowie młodej.
- Nie każdy wilkołak jest przyjaźnie nastawiony. Sama powinnaś coś o tym wiedzieć. – powiedział po krótkiej przerwie, przy czym był o wiele poważniejszy niż dotychczas. Na swój sposób przestrzegł młodą, aby nigdy nie szła w ślady Czarnego i nie była zbyt ufna. Oni byli pokojowo nastawieni, lecz co jeśli Hunt trafi na mniej przyjacielskie stado?
-  Odpowiadając na Twoje pytanie, nie, nie żyjemy tyle samo co normalni ludzie. Najstarszy wilkołak dożył ponad 400 lat. Taki osobnik jest bardzo silny, potrafi nad sobą panować, choć jego regeneracja zaczyna mocno słabnąć. – wyjaśnił pokrótce z naciskiem na objaśnienie różnic pomiędzy młodymi osobnikami, a starszymi. Srebrny znów był gotów powtórzyć informacje, przynajmniej do czasu sporego zdziwienia.
- Oh…- mruknął. – Do tej pory nie spotkałem się z czymś takim. Wśród watahy krąży określenie… - zamilkł usiłując sobie przypomnieć. – Ah tak… Tych, których wilkołactwo dotknęło „bardziej” nazywamy dziećmi naznaczonymi przez Kaina, zaś ich… nietolerancję jego znamieniem. Znasz opowieść o dwóch braciach? – spytał na razie omijając dalszą część pytań. Wszystko po kolei.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Pią Lis 03, 2017 5:32 pm

Wampiry. Tego się na pewno nie spodziewała. Jako, że sama jest wilkołaczką, to wiedziała o istnieniu swoich pobratymców, ale o krwiopijcach? Uważała je za legendy i mity, a więc prawdą jest, że w każdym micie jest ziarenko prawdy. W tym przypadku, ziarenko okazało się dość spore.
- Kim są łowcy? – Jasne, domyślała się, że pewnie polowali na istoty nadprzyrodzone, ale chciała uzyskać nieco bardziej szczegółowej odpowiedzi; czy nadal istnieją, a jeśli tak, to jak można ich rozpoznać.
Co zaś się tyczy odpowiedzi na temat patronatów, jak to określił Srebrny, zadowoliły ją. Były szczegółowe i to bardzo, lecz właśnie Hunt pragnęła wiedzieć jak najwięcej. Aby nic, ani nikt jej nie zaszkodziło. Warto znać swoje (i wroga!) plusy i minusy, prawda? Uważnie wsłuchiwała się w każde wypowiedziane słowo starszego mężczyzny. Domyślała się, że to, o czym jej mówi, to dopiero podstawa podstawy. Dlatego też chciała nadrobić zaległości.
Na słowa, że nie każdy jest przyjaźnie nastawiony, jedynie skinęła głową. Więc jest tak, jak myślała na początku. Zdarzają się też złowrogo usposobieni. Czyli Czarny jest po prostu zbyt naiwny.
Życie przez 400 lat. Owy fakt ją zarówno zaintrygował, jak i zaniepokoił. Wspaniale byłoby egzystować jak najdłużej, tyle krajów można by zwiedzić, z tyloma rzeczami się zapoznać! Lecz co z przyjaciółmi, którzy by umierali ze starości? Wątpiła, czy byłaby w stanie stworzyć pozytywne relacji z innymi dziećmi Luny. Jedynie, kogo polubiła, okazał się starszy Lykanin. Wyglądał on na pięćdziesiąt lat, lecz ile miał w rzeczywistości? Ponad 200, 300? Wszystko to było takie zagmatwane.
- Brat zabija brata? Coś tam słyszałam. – Nawet Lizzie, która nie należała do osób religijnych, wiedziała co nieco o tej historii. Czy ją ona obchodziła? Niespecjalnie. Bardziej skupiła się na pierwszej części wypowiedzi starszego mężczyzny. Dziecko naznaczone przez Kaina. Chciała zadać więcej pytań na ten temat, lecz Srebrny sam nie znał zbyt wielu szczegółów, czemu się zresztą nie dziwiła.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Pią Lis 03, 2017 8:23 pm

- Dwaj bracia i opowieść o tym jak Kain zabił Abla. Jedna z legend sugeruje, że to przez niego powstaliśmy, gdy rozgniewany Bóg wygnał i przeklnął zabójcę. Być może stąd Twoja niechęć do rzeczy świętych? – spytał zainteresowany po czym kontynuował. – Ta sama legenda opowiada o tym, że Abel wybaczył swemu bratu. Nie mógł cofnąć klątwy Boga, ale w zamian za to oddał bestiom ich jestestwa na czas trwania pełni. Czy jest to prawdą? Zależy… Istnieje również inna wersja, która opowiada o powstaniu naszej rasy jako dziele boga wojny, Aresa. Czy ona jest prawdziwa? Nie wiem. Ani ja, ani nikt inny nie zna jednej i właściwej wersji powstania wilkołaków. Każdy wierzy w to co chce. – dokończył z ironicznym uśmiechem. Srebrny sam nie do końca wiedział w którą z opowieści wierzy, lecz czy to źle? Nie wiedział… przepraszam – wilkołak nie zwykł rozmyślać na ten temat.
- Łowcy? – odezwał się po kilkuminutowej przerwie. – Łowcy byli ugrupowaniem śmiertelnych, którzy swego czasu prosperowali jako inkwizycja. Mordowali, a potem wyłapywali przedstawicieli naszej rasy. Chcieli nas sobie podporządkować. To bardzo długa, smutna i szara opowieść. Nie opowiem Ci jej tak, jakbym chciał to zrobić. Musiałabyś zasiąść i wczytać się w księgi tych, którzy odczuli tamten czas na własnej skórze. Musiałabyś przynależeć do Lenfants Au Clair De Lune.

/przepraszam, że krótko, ale pisane z tel ;-;
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Pon Lis 06, 2017 9:11 pm

Kiwnęła głową na znak, że rozumie, gdy wilkołak zakończył swoją przypowieść. Jasne, była dosyć interesująca, pewnie wypadałoby ją znać, skoro się jest dzieckiem Luny, ale Hunt nie miała zamiaru o niej dyskutować, ani zastanawiać się. Najlepiej byłoby ją zapamiętać – kiedyś może okazać się przydatna, prawda? Co zaś się tyczy unikania rzeczy świętych, Hunt pożałowała, że to wyjawiła. Z początku sądziła, że tyczy się to każdego Lykanina, a jak się okazało, odbiegało to od rzeczywistości. I teraz, przez jej głupie pytanie, Srebrny znał jej słabość. Chociaż wątpiła, aby ten chciał to wykorzystać przeciwko niej. A przynajmniej póki Lizzie nie zrobi niczego głupiego.
- Lenfants Au Clair De Lune? – Hunt się znacznie ożywiła. Ciekawiło ją, cóż to za organizacja. I jak to mniej więcej wygląda. Nie zamierzała jednak tam dołączać, myśl, że miałaby przebywać wśród znaczną grupą Lykaninów, nieco ją przerażała i napawała lękiem, choć jej duma nie pozwalała się jej do tego przyznawać. W towarzystwie trzech wilkołaków czuła, jakby coś jej zagrażało, a i stawała się bardziej agresywna. Wśród ludzi jej zachowanie wyglądało trochę inaczej – Lizzie była rozluźniona, podejrzliwość jej się wyłączała, a i nie trzymała się z pewnym dystansem. Zupełnie inna osoba.
- A co ze znalezieniem tego, który mnie przemienił? Istnieje taka szansa, bym mogła go rozpoznać? – Spytała. Tak, to ją najbardziej interesowało. I nie zamierzała tego ukrywać.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Pon Lis 06, 2017 9:32 pm

- Dokładnie tak. – odparł Srebrny. – Dzieci Księżyca, jest to grupa wilkołaków pod przywództwem Lukrecjusza. Kontynuował on dzieło swojego starego przyjaciela, który niegdyś zebrał bezpańskie wilkołaki i uformował je w jedno stado. – wyjaśnił po krótce z wyszczególnieniem dat oraz naciskiem na okropną historię, w której wilkołaki padają ofiarą łowców. Niewola, tortury, hodowla… Nie mieli łatwego życia. Stary przywódca to widział i wiedział, nawet uczestniczył w tym! Nic dziwnego, że wkrótce po upadku zakonu zrodziła się myśl o utworzeniu grupy.

„L'enfants au clair de lune (dzieci księżyca) – grupa/rodzina wilkołaków uformowana w roku 1615. Rok po buncie w hodowli oraz po zawarciu sojuszu z ówcześnie żyjącymi wampirami, wilkołaki uległy rozproszeniu. Całe chmary rozeszły się po świecie, a słuch o nich zaginął.
Przedstawiciele przeklętych latami błąkali się bez ładu i celu; znaczna większość wilkołaków zamieszkała w lasach, gdzie całkowicie oddali się swojej wilczej naturze. Pozostała część próbowała żyć normalnie, jednakże zew klątwy skutecznie im to uniemożliwiał, chociażby przez pełnię. I chociaż męka ze strony łowców się skończyła, tak nagonki zwykłych śmiertelników skutecznie uniemożliwiały dzieciom Luny stabilne osiedlenie się na jednym terenie.
Sytuacja uległa zmianie, gdy zaginiony przywódca buntu się odnalazł. Ujrzał on niedolę swych pociech i postanowił działać. Zaczęło się bardzo niewinnie – stary wilkołak stopniowo zrzeszał do siebie grupy wygnańców, następnie przekonywał ich do swoich racji i prawd, a oni mu ulegali. Krok za krokiem liczba zwolenników starego wilka uległa znacznemu zwiększeniu.
W końcu wszyscy zebrani wraz z przywódcą osiedlili się na obrzeżach dzisiejszego Montepellier, gdzie znajduje się ich obecna siedziba, tak zwany dom.
Lata mijały, a grupa wilkołaków oddała się rozwojowi kulturalnemu i gospodarczemu. Dzięki temu zdobyli spore wpływy na terenach całej Francji. Prócz działań gospodarczych organizacja wilków zajmuje się poszukiwaniami i rekrutowaniem wszystkich niezrzeszonych wilkołaków z każdego zakątka świata.
Nawet zmiana władzy - stary Marcel Loup przekazuje władzę nad grupą rok przed śmiercią, a więc w 1889 najbliższemu przyjacielowi - nie jest w stanie zaburzyć porządku.”


- Chciałabyś go odszukać? Nie wiem czy jest to możliwe. W naszej grupie. – i teraz już wiadomo skąd Srebrny posiadał tak rozległą wiedzę na temat watahy – przemian dokonują najstarsi i najbardziej doświadczeni przedstawiciele rasy. Jeśli przemienił Cię ktoś od nas, to będę mógł CI pomóc. Jeśli zaś dokonał tego obcy, to niestety szanse na jego odnalezienie są niezwykle małe. Musiałabyś posiadać o nim jakieś informacje. Czemu chciałabyś go odszukać? – spytał.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Sob Lis 11, 2017 1:24 pm

Spokojnie wysłuchała słów starszego mężczyzny o L’enfants au clair de Lune. Warto było poznać te wszystkie informacje o dość dużej grupie wilkołaków, jeśli nawet Lizzie nie zamierzała do nich dołączyć (bo nie zamierzała – przebywanie wśród tak wielkiej grupy Likaninów nieco ją napawało strachem, nawet jeśli nie chciała tego przed sobą przyznać). Teraz postawiła sobie drugi cel: Za wszelką cenę omijać tamtych Lykaninów. Oczywiście – wpierw znaleźć zabójcę, nawet jeśli oznaczałoby to zadawanie się z tamtymi. Są rzeczy ważne i ważniejsze.
A więc to bardzo trudne, niemalże niemożliwe. Wątpiła, aby to ktoś od nich przyczynił się do przemiany. Wtedy chcieliby zamienić i mężczyznę, nie tylko ją. Chociaż… Jeśli istniał cień szansy, że dowie się, kto to zrobił, musi to sprawdzić. M u s i.
- A czy ważny jest powód, przez który chcę go znaleźć? – Dopiero teraz zauważyła, jak spięła się, gdy usłyszała odpowiedzieć, która ją niezadowoliła. Prawa dłoń ułożyła się jej w pięść, a mięśnie napięły. Nawet, gdy przemówiła, jej głos bardziej przypominał warknięcie, aniżeli spokojną odpowiedź. Dla rozluźnienia wzięła kilka głębszych wdechów i wydechów. – Hm… Powiedzmy, że muszę sobie z nim porozmawiać poważnie. I nie, niestety nie posiadam o nim żadnych informacji.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Sob Lis 11, 2017 2:07 pm

Plan i motyw działanie Hunt był zrozumiały. Gdyby tylko wiedziała, że wilkołak, z którym rozmawiała, a także dwa inne przynależały do grupy… Czy byłaby wtedy skora do tak swobodnej pogawędki? Jedno było pewne – poczciwy wilkołak nie bez powodu postanowił przyprowadzić, zająć się i uświadomić o wielu rzeczach niedoświadczoną Pannicę. Miał wobec niej plany.
- Twój gniew i frustracja są zrozumiałe, aczkolwiek niepotrzebne. Chcesz go znaleźć z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest chęć poznania przyczyny Twojej zmiany. Drugim może być nienawiść wobec tego osobnika. Mam rację? – spytał będąc nadzwyczaj spokojnym czego dowodem było kilkukrotne poruszenie strun gitary. Srebrny zaczął przygrywać cichą pieśń.
- I co Ci da ta rozmowa? Nie pozwól, aby targał Tobą gniew. – dodał na sam koniec, gdy zza drzew wyłoniło się dwóch chłopaków. Jeden i drugi wyglądali dość młodo – czarny był dość drobnym osobnikiem, z kolei brązowy widać, że posiadał sporą masę mięśniową nawet jako człowiek. Obaj wrócili cali umorusani – widać, że w trakcie spaceru postanowili się nieco zabawić. Czarny cały był w liściach.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Sob Lis 11, 2017 2:50 pm

- Tak, masz rację. – Skłamała. Co do drugiego powodu, mężczyzna się nie pomylił – owszem, Hunt nienawidziła tego osobnika. Jednakże, Srebrny nie miał racji, co do pierwszego argumentu. Nie chciała wiedzieć, czemu on ją przemienił. Prędzej wolałaby się doinformować, czemu ona przeżyła, a ukochany zginął. Pragnęła również skrzywdzić owego Lykanina. Domyślała się, że najprawdopodobniej nie wygrałaby tej walki, że być może zostałaby zabita, ale chęć zemsty i mordu była zbyt wielka. Do tej chwili, jedyne co ją powstrzymało to to, że nie miała pojęcia, kim był morderca.
Nie miała zamiaru mówić o tym Srebrnemu. Uważała, że i tak zbyt wiele mu powiedziała. Czy nie odsłoniłaby przed nim swoich słabości i emocji? Czy nie wiedziałaby o niej za dużo? Albo czy nie próbowałby jej powstrzymać, twierdząc, że to i tak nic nie da? Zapewne próbowałby zmienić jej zamiary i stłumić jej nienawiść. A ona nie mogła do tego dopuścić, mimo że darzyła szacunkiem (i zaufaniem!) starszego mężczyznę.
- Ta rozmowa zapewni mi niejaki spokój ducha. – Odparła niemal natychmiast. Nie kłamała, o ile za „rozmowę” ma się rozumieć „wyrównanie rachunków”.
Chwilę później jej oczy zaobserwowały poruszenie drzew, a po dwóch sekundach ujrzała dwóch mężczyzn. Nietrudno było się domyślić, że ten chudszy to Czarny, już wiadome było, czemu jego ubrania pasowały na nią niemal idealnie. Swój wzrok zatrzymała na Brązowym, który to posiadał całkiem niezłe umięśnienie.
Ich pojawienie się wcale nie rozluźniło Lizzie, lecz nie dała tego po sobie poznać, a wręcz przeciwnie, starała się sprawiać wrażenie pewnej siebie. Wszystko, byleby nie ukazywać strachu.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Sob Lis 11, 2017 3:17 pm

Srebrny zamilkł w pełni oddając się brzdękaniu na gitarze. Stare poniszczone dłonie radziły sobie ze strunami całkiem nieźle, choć czasem zdarzyło mu się zagrać coś źle. Wtedy mężczyzna zaśmiał się pod nosem twierdząc, że pamięć już nie ta sama co kiedyś.
Czarny pomachał Hunt, lecz nie zawitał został na zbyt długo. Od razu wbiegł do domu, aby móc się ogarnąć i zając dalszym przygotowywaniem potrawy, która bulgotała stojąc na palniku kuchenki. Jej zapach coraz bardziej spowijał wnętrze domu, a także niewielki kawałek tereny na zewnątrz.
- Cześć. – odezwał się brązowy. Chłopak (o europejskiej urodzie) zasiadł niedaleko najstarszego wilkołaka, który uparcie przygrywał spokojną melodię na swojej ukochanej gitarze. Pewnie i tak nie należała do niego, ale co tam.
- Widzę ubrania pasują. Jak się czujesz lepiej? – spytał chcąc rozładować nagromadzone napięcie.
Powrót do góry Go down




Sponsored content

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   

Powrót do góry Go down
 
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: ☦ I ostatnim żywym ☦ :: L'enfants au clair de lune :: Okolice miasta-
Skocz do: