Winnice Langwedocji
Regulamin
Przewodnik
Wizerunki
Rasy
Grupy
Kostka
Sklep
Nieobecności
Kto zagra?
Wezwij MG
Pytania
Forumowa Wiki
Zamówienia

Share | 
 

 

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next

avatar

Rola / pozycja :
Główny Administrator

Wiek :
Nie dotyczy

Multikonto :
Nie dotyczy





PisanieTemat: Winnice Langwedocji   Sob Sie 26, 2017 5:40 pm


Winnice Langwedocji



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Pon Paź 23, 2017 11:00 pm

Pełnia nadchodziła, czuła to. Drzemiąca w niej bestia dawała o sobie znać, chciała się wyrwać i być wolna, hasając sobie i siejąc zamęt. Jednak wiedziała, że dzisiaj da radę ją ujarzmić, zawsze jej się udawało. A przynajmniej podczas pełni. Lecz nie chciała, aby w tym stanie oglądał ją ktokolwiek i nie zamierzała się  ukrywać w mieszkaniu, dlatego też udała się tutaj – do winnicy. Istniało ryzyko, że ktoś tam będzie i ją zauważy, ale uciekną. Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, aby ją zaatakowali. Na szczęście.
Prawdę mówiąc, tutaj była pierwszy raz, pewien znajomy powiedział, że Lizzie musi koniecznie obejrzeć to miejsce, bo jest takie świetne, więc gdy tylko poczuła, co się zbliża, pomyślała, że może warto go posłuchać? To ostatni raz, kiedy go posłuchałam. Tutaj było dość… „nijak”.  Ot, rosły sobie roślinki. Nic poza tym. W zasadzie, czego ona mogła się spodziewać po winnicy? Niesamowitych widoków? Ale mimo wszystko, zawiodła się.
Położyła się na skrawku ziemi, oglądając, jak niebo robi się coraz to ciemniejsze. Czuła się nadzwyczaj dobrze, a niczego nie pragnęła tak, jak przejść do swojej wilkołaczej formie i mieć pełną świadomość swoich działań, jasne, wiedziała, że po wszystkim będzie czuła się zmęczona, ale było warto. Te kilka chwil wolności i bycia sobą, uznawała za rekompensatę bólu, jakiego ma później doznać.
Gwiazdy… Gwiazdy tak pięknie dzisiaj lśniły, gdy Lizzie była jeszcze dzieckiem, uwielbiała wyglądać przez okno, szukając przy tym spadających gwiazd, zaciskała wtedy mocno oczy i wyszeptywała jedno życzenie, które za każdym razem brzmiało tak samo, i które nigdy się nie spełniło. Teraz, gdy nieco dojrzała, wiedziała, że to kłamstwo i mimo to wciąż lubiła wypowiadać prośby do ciał niebieskich.
- Chciałabym, aby ta chwila trwała wiecznie. – Odezwała się sama do siebie.
Jakże cudowna wydawałaby się możliwość zatrzymania tego wszystkiego, lecz marzenia pozostaną marzeniami, a za chwilę ma stać się jeszcze coś lepszego, prawda? Przecież bycie Bestią nie było takie złe. Na samą myśl o tym, uśmiechnęła się pod nosem, oderwała wzrok od gwiazd i podparła się o ziemię rękami. Jeszcze trochę.  Ściągnęła skórzaną kurtkę i położyła na torbie, która spoczywała tuż obok niej. Zaraz się zacznie.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Wto Paź 24, 2017 2:42 pm

Na niebie widniało słońce, wraz z nim kilka białych chmur. Wiał wiatr i poruszał swymi palcami liście drzewek, pojedyncze źdźbła trawy, kamienie i piach, a także kosmyki niewieścich włosów. Nic nie wskazywało na to, że lada moment na tym samym gruncie zamiast drobnego dziewczęcia, zawita straszliwy potwór. Przyznam, że niewielu z tutejszych mieszkańców (farmerów) znało legendy o wilkołakach. W konsekwencji możemy sobie tylko wyobrazić, jakie będzie lub jakie by było ich zdziwienie na widok żywego przedstawiciela rasy dzieciątek księżyca. Jak myślisz? Spowije ich strach? Gniew? A może strach i gniew jednocześnie?
Tereny winnicy były dziś wyjątkowo spokojne. Okoliczne dzieciaki dały sobie spokój z ganianiem pomiędzy drzewkami. Spytasz czemu? Oh to nic wielkiego, chodziło o nieustannie zachodzące słońce – dobrze wiesz, co to oznacza prawda? Błękit ustępował miejsca pomarańczy, ta zaś przechodziła w ciemny brąz. Chmury stopniowo przysłaniały ciało zwane gwiazdą i słońcem, które co ruch schodziło coraz niżej i niżej, aż nie zniknęło za horyzontem całkowicie.
Nastała noc.
Blask gwiazd zwiastował nadejście nieuniknionego. Serce dziewczęcia zabiło mocniej i szybciej. To znak, że bestia domagała się atencji – szybciej, więcej, teraz! I wtedy pojawił się on, ojciec wszystkich wilkołaków, przepiękny o srebrnym połysku księżyc w pełni. To był czas nadejścia przymusowej i niestety mało przyjemnej przemiany – czas przekleństwa i przebaczenia zamordowanego brata.
Zaczęło się, a wtedy z oddali dobiegł donośny ryk, a za nim kilka następnych. Czy była to grupa wilków? Nie, to raczej niemożliwe. Zatem wilkołaki… Sądząc po liczebności było ich około trzech.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Wto Paź 24, 2017 6:28 pm

Nie przeszkadzałoby jej, gdyby ktoś ją zobaczył w formie bestii. Póki nic jej nie zrobią, nie będą ją za bardzo obchodzić. Niech się lękają, niech się gniewają, mogą nawet później powiadomić „specjalne służby”, lecz Elizabeth i tak jest tu ostatni raz. Choćby przeszukiwali to miejsce nie wiadomo ile, i tak jej nie znajdą. Po cóż więc miałaby się przejmować innymi? Prawdopodobnie, ona i tak mogłaby im bardziej zaszkodzić, niż oni jej.  
Nim pojawił się księżyc, Lizzie poczuła, jak jej serce zaczyna szybciej bić. Bestia chciała się wyrwać, ujawnić się i skosztować wolności. Jeszcze chwila! Ta ekscytacja i podniecenie sprawiały, iż dziewczyna stawała się bardziej niecierpliwa.
Aż ujrzała księżyc. W pełni i blasku. Wszystkie pozytywne emocje ustąpiły bólowi, bestia zaczęła się uwalniać. Dziewczyna stawała się coraz większa i większa, a mięśnie zaczęły się rozrywać. Nie potrafiła stłumić krzyku, za bardzo cierpiała, lecz nie mogła i nie chciała powstrzymywać tego. Nie dało się. Paznokcie przeobrażały się w pazury, a ludzkie uszy stały się wilczymi. Szczęka zaczęła wysuwać się do przodu, by po chwili przypominać tę zwierzęcą. Wraz z pojawieniem się ogona, z jej ciała powoli wyrastało brązowe futro, które pokryło niemalże cały skrawek jej ciała. Zęby ustąpiły miejsce kłom, zmieniły się również jej oczy. Pod nią leżały ciuchy, które w skutek przemiany rozerwały się, dlatego też wcześniej, w mieszkaniu, przyszykowała sobie nowe ubranie, które wsadziła do torby.
Koniec. Była już bestią. Potrzebowała jednak trochę czasu, dosłownie parę minut. Pazury wbiła w ziemię, a głowę skierowała ku górze – ku księżycowi. Tak pięknie świecił. Czuła, że staje się silniejsza, znacznie silniejsza, niż jej ludzka forma. Miała ochotę zawyć, ale… Coś ją ubiegło. A może ktoś? Czyżby tu były inne wilkołaki? To nie może być prawda. A jednak. Lizzie wiedziała, że są inni wilkołacy - ktoś musiał ją przemienić. I zabić jej ukochanego. To właśnie dlatego nigdy ich nie szukała; uważała ich za morderców. A tu się okazało, że ona sama weszła na ich teren. Cudownie.
Z jej gardła wydobyło się warczenie. Nie zamierzała uciekać, podniosła się z ziemi i wyprostowała, czekała. Przeczuwała, że prędzej, czy później by ją dostrzegli, a raczej wyczuli, lecz sądząc po ich ryku – już ją zauważyli. I co teraz? Jakie mają zamiary?
Tak, to nie był najlepszy pomysł, aby tutaj przybyć.  
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Wto Paź 24, 2017 7:00 pm

Charakter wycia nie wskazywał na wrogie nastawienie ze strony obcych wilkołaków. Przypominał raczej nawoływanie wszystkich dzieci księżyca z okolicy do wspólnego polowania na okoliczne zwierzęta, do ucztowania na ich mięsie, a nawet do medytacji tuż po posiłku pod okiem najstarszego z przedstawicieli obecnej grupy, któremu najwyraźniej piastował patronat harmonii.
Lizzie nie miała podstaw, aby obawiać się swych braci i sióstr, chociaż kto wie? Przeszłość dziewczyny pozostała niedomknięta, a bestia, co rusz różniła się od innej bestii. Przyjazny teatrzyk mógł równie dobrze być perfekcyjnie przygotowaną zasadzką przez inną grupę wilkołaków, mianowicie przez dzieci furii lub… Tego typu zagranie nie pasowało do berserkerów. Ci mocarni wojownicy szli na żywioł, zaś ich ryki były bardziej dzikie i nieokiełznane. Najbliższym podejrzanym więc mogły być wilkołaki z tego samego patronatu, co młoda wilczyca, a więc spod nowiu. Jako jedyni spośród wszystkich grup potrafili niemalże do perfekcji wczuwać się w role innych, co oczywiście wynikało ze sprytu. Nie bez powodu budzili strach w sercach wrogów, a czasem nawet wśród swoich.
Podejrzane/przyjazne wycie wilkołaków potworzyło się jeszcze ze dwa razy, trzy razy. Brzmiało jak pieśń, która niestety za czwartym razem ucichła. Wyglądało to tak, jakby grupa potworów postanowiła się oddalić, z drugiej strony Lizzie, jako dziecko nowiu powinna wiedzieć, że cisza w przypadku wilkołaków nigdy nie znaczyła nic dobrego.

Mogła:
Odejść/uciec przed nieznajomymi z ryzkiem napatoczenia się na miejscowych ludzi, którzy jeszcze nie spali.

Rozwiązać zagadkę poprzez udanie się w kierunku niedawnego wycia z ryzykiem napatoczenia się na inne wilkołaki.

Mogła również pozostać na swoim miejscu w oczekiwaniu na rozwój wydarzeń.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Sro Paź 25, 2017 8:21 pm

Mimo że nikt nie ruszył w jej stronę, dziewczyna pozostawała spięta i nieufna. Podejrzliwość osiągnęła chyba maksymalny poziom, gdyż do całego zajścia była gotowa wysnuć teorię spiskową. Przyjazne wycie wilkołaków? Ha! Pewnie pragną, aby się do nich zbliżyć i wtedy ją złapią! Tak. Na pewno tak było. Lecz coś ją ciągnęło w tamtą stronę – ciekawość? Być może. W tym ryku coś było - coś czego nie umiała wytłumaczyć.
I wtedy on zamilkł. Dlaczego? Ja chcę więcej!  Natychmiast wyrzuciła te myśli. Skup się! Tak łatwo dałaś się im omamić! Oni coś knują, inaczej czemu by ucichli?
Tia, była niezdecydowana. I to bardzo, a na dodatek jej myśli były dość niespójne. Wycie – coś złego, milczenie – jeszcze gorzej.
Prawdę mówiąc, Lizzie niewiele wiedziała o wilkołakach. Jedynie to, że istnieli. Na tym jej wiedza się kończyła. Może i była ignorantką, lecz skąd miałaby wiedzieć o patronatach? Ba! Nawet jej namyśl nie przyszło, że w tym świecie może być więcej nadnaturalnych istot, a co dopiero mówić o „zwyczajach”, „tradycjach” i "atutach" innych dzieci Luny. Swego czasu próbowała coś wyszukać w bibliotekach, lecz jak odróżnić prawdę od kłamstwa? Nikt nie napisał powieści: „Oto jak wygląda życie wilkołaków”, czy „Poradnik jak poradzić sobie w świecie Lykantropów”, z których mogłaby zaczerpnąć jakieś informacje. A szukanie swych pobratymców nie było najlepszym pomysłem.
Duma jej nie pozwalała uciekać. Czuła, że podświadomość bestii nigdy by się na to nie zgodziła, póki istniała szansa, że niczym jej to nie zagrozi. Szansa słaba, bo słaba, lecz bestia traktowała ucieczkę, jako oznakę tchórzostwa, a czekanie… Cóż, to by wymagało wiele cierpliwości. Niegdyś dziewczyna była, aż za nadto spokojna i potrafiła wyczekiwać parę godzin, a teraz, po przemianie? Utraciła tę cechę. Gdy czegoś pragnęła, to chciała to osiągnąć tu i teraz, nieważne, jakie będą konsekwencję. Nieważne, że tak bardzo starała się wcześniej unikać innych wilkołaków. Musiała się dowiedzieć, o co chodzi. Najwyżej później będzie żałować?
Czuła, jak księżyc dodaje jej sił, problem tkwił w tym, że zapomniała, że innym wilkołakom też dodaj i że mają przewagę w liczebności.
Wbrew całej swojej podejrzliwości, wbrew temu co kiedyś by zrobiła – najpewniej uciekłaby – skierowała swe kroki w stronę, z której wcześniej usłyszała wycie.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Sro Paź 25, 2017 8:42 pm

Pojęcie litości było obce dla ciała niebieskiego widniejącego na równie niebieskim, a nawet ciemnym niebie. Ani dla Lizzie, ani dla nikogo innego to wspomniane ciało nie zamierzało odpuszczać . Na wieki, wieków – srebrny blask się nasilił, a wraz z nim odczucie i potrzeba zagłębienia się w istotę wilkołaczego jestestwa.
Młoda wilczyca sporo ryzykowała, tym niemniej decyzja została podjęta. Ciche kroki łap – wyjątkowo ciche tak swoją drogą – pokierowały masywnym cielskiem w stronę zarośli skąd dochodziło i gdzie ucichło wycie grupy wilkołaków. Wysoce rozwinięta percepcja, pozwoliła samicy dostrzec w oddali ruch: najpierw jeden, drugi, a potem trzeci. Zarys ogromnych potworów kręcił się wokół jednego punktu. PROSTO W CEL! – i nagle do wyczulonych nozdrzy młodej dotarł zapach świeżo ubitej zdobyczy – tą okazała się być miejscowa krowa, dość dorodna. Mięso z jej ciała z pewnością miało szansę zaspokoić apetyt trzech osobników, może nie w całości, ale to przecież nie problem. Bliskie sąsiedztwo z polami uprawnymi skutkowało samowolnym hasaniem hodowlanego bydła.
Obce wilki zdawały się nie zauważyć ruchu i obecności obcej, przynajmniej nie z początku. Stan rzecz uległ zmianie, gdy najmniejszy z osobników nagle wyłapał ruch z przeciwnego kierunku. Cichy warkot sugerował wysłanie informacji do pozostałych. Potem cisza i znów warkot i kolejna cisza – czarny basior opadł na cztery łapy, po czym ruszył w kierunku nieznajomej. Miękkie kroki wyłoniły jego smukła sylwetę zza zarośli. W rezultacie Liezzie miała szansę stanąć kilkanaście metrów przed tajemniczym wilkołakiem.
Potencjalny wróg nie zareagował. Stał spokojnie z uszami postawionymi na sztorc. Szurający po ziemi ogon wskazywał na ekscytację. Czyżby zatem samczy osobnik miał pokojowe zamiary wobec nieznajomej? A może tylko udawał, aby móc ją zwabić i zaatakować?
Zza zarośli nie wyłoniła się jeszcze pozostała dwójka.

Samica mogła:
Spróbować nawiązać kontakt z obcym
Zaatakować go
Uciec
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Czw Paź 26, 2017 1:01 pm

Z każdym następnym krokiem, Lizzie widziała coraz to więcej szczegółów, lecz zatrzymała się dopiero wtedy, gdy dostrzegła ruch. Czyżby na coś polowali? A może po prostu biegli przed siebie? Pierwsza opcja okazała się tą poprawną, gdyż po chwili poczuła świeżą krew. Mniam. Angielka zawsze najadała się do syta przed zbliżającą się pełnią, ale ten krwisty zapach był taki… Aromatyczny, a przynajmniej pobudzał jej zmysły.  
Nie śmiąc się odezwać, obserwowała dzieci Luny, które jej nie dostrzegły. Do czasu, gdy nie zaczęły pomiędzy sobą charczeć, a następnie jeden z nich ruszył w stronę dwudziestodwulatki  
Skupiła swój wzrok na czarnym wilku, nie oznaczało to jednak, że przestała nasłuchiwać, a wręcz przeciwnie, Lizzie jeszcze bardziej wytężyła zmysł słuchu, nie mogła sobie pozwolić, aby pozostałe wilkołaki ją zaszły. Co to, to nie. Likanin nie wydawał się jej wrogo nastawiony, ale dziewczyna dobrze wiedziała, że pozory często mylą. Twierdziła, że lepiej być podejrzliwym, niż naiwnym.
Obnażyła zęby i najeżyła się, jej zachowanie z pewnością nie było przemyślane, za bardzo słuchała emocji i bestii, która żądała rozlewu krwi, pragnęła działać i zrobić coś innego, niż podczas pozostałych pełni. Hunt mogła jej nie posłuchać – miała pełną świadomość swoich czynów, nawet wiedziała, że powinna posłuchać zdrowego rozsądku, który niemal krzyczał, aby nie robiła nic głupiego, bo czy atakowanie innego wilkołaka, który był w towarzystwie innych, należało do mądrych zachowań? Nie. A to właśnie zamierzała zrobić, gdyż w jej mniemaniu, ta właśnie istota była odpowiedzialna za mord na osobie, na której tak jej zależało.
Warcząc, zaczęła zbliżać się do pobratymca na czterech łapach. Wpierw, zaczęła go okrążać, by po chwili rzucić się na jego gardło.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Czw Paź 26, 2017 5:19 pm

Czarny basior nie spodziewał się ataku ze strony Hunt. Raczej sądził, że obca zechce się do niego przyłączyć, a później także do pozostałych – stąd radosne merdanie ogonem. Głupi, jak nic był raczkującym wilkołakiem, który niewiele wiedział o życiu, a nawet o swoim patronacie – ten nota bene był dokładnie taki sam jak u Lizzie. Ale wracając.
Groźne warczenie samicy mocno zaniepokoiło czarnego samca. Bestia pragnęła się bronić, jednakże ludzkie instynkty skutecznie przygłuszały wewnętrzy głos każący się rzucić, zaatakować i zabić. Młode szczenię raz jeszcze wykazało się ogromną głupotą – zamiast powiadomić innych, wilk stanął na dwóch łapach, tym samym odsłaniając swoją gardziel. To był błąd.
Pokojowe zamiary potwora szybko zostały odpowiednio nagrodzone. Hunt rzuciwszy się na wilkołaka, powaliła go na ziemię i skutecznie wbiła szczęki w potężną gardziel. Agonalne skomlenie ulotniło się z pyska na chwilę przed ugryzieniem, co niestety zdążyło poinformować resztę grupy o ataku.
Szkarłatna jucha zabarwiła szczęki i część sierści na pysku samicy. Bez wątpienia byłaby w stanie zagryźć swojego brata, gdyby nie przybycie najstarszego samca po upływie kilku do kilkunastu sekund.
Mosiężna łapa oderwała przylgnięte ciało samicy do ciała samca. Lizzie nie została odrzucona, co bardziej odepchnięta od rannego osobnika. Jeżeli tylko raczyła spojrzeć, to jej oczom ukazał się ogromny, masywny (masywniejszy od niej) wilkołak o srebrnej sierści i błyszczących, złotych ślepiach. Dodam, że nie było w nich gniewu, ani nawet chęci mordu. W zamian za to emanowały spokojem i niewytłumaczalną mądrością.
Srebrny warknął gardłowo na Lizzie. Chciał ją w ten sposób okiełznać, a jednocześnie dać do zrozumienia, aby nigdy więcej tego nie robiła. Podobnie jak ona, tak i on był dzisiaj w pełni świadom swoich czynów.
Ranny wilkołak skomlał dalej, aczkolwiek już nie leżał dalej. Pobudzony organizm niemalże natychmiast zajął się naprawą uszkodzonych tkanek, gdy mosiężne cielsko zaczęło przewracać się powoli z pleców na brzuch. Wilkołak wstał.
Srebrny nieustannie obserwował Hunt. Nie chciał jej atakować, lecz gotów był stanąć w obronie swojego brata. Szkarłatna krew wyciekała z długiego pyska. Tak, to była krew upolowanej ofiary.
Trzeci wilkołak zaczął się dopiero wyłaniać i jeszcze nie dotarł do grupy.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Czw Paź 26, 2017 7:30 pm

Zdziwiło ją nieco to, że czarny nie zamierzał się bronić, ba, nawet odsłonił swoje gardło. To jednak nie powstrzymało Lizzie przed atakiem. Musiał być jakiś podstęp. Pokojowo nastawiony wilkołak? Śmieszne. Przeciwnik spadł na ziemię, a chwilę później, Hunt poczuła krew. Nie usłyszała nawet skomlenia, które wydostało się z gardła dziecka Luny.
Uczucie, które poczuła atakując pobratymca uszczęśliwiło jej bestię, która chciała więcej. I więcej. I jeszcze więcej. Rozszarpać i rozgryźć. Zasmakować jeszcze więcej krwi. Zabić. Ale jej ludzką naturę to przeraziło. Jakby w jednej chwili zrozumiała wszystko, co zrobiła. Kto tu był naprawdę bestią? Ona, czy on? Oskarżała Likantropa o zabójstwo, lecz czy ona sama nie była gotów tego dokonać?
Zabić? Wszak wiedziała, że w jej przeciwniku jest ta wilkołacza, jak i ludzka część. Więc czy byłaby lepsza, gdyby sama zabiła? Owszem, tyle razy marzyła, aby wymierzyć sprawiedliwość i poczuć niejaką ulgę. Bestia się cieszyła, niewiele dla niej znaczył los tamtego Likanina, lecz Lizzie poczułaby się lepiej, gdyby tamten się bronił. Mogłaby wtedy dalej myśleć, że dobrze robi. Nie mieć żadnych zastrzeżeń.
Cała ta paleta uczuć trwała dosłownie kilka sekund i została przerwana, gdy coś ją odepchnęło, od jej niedoszłej ofiary i wtedy też cała złość powróciła.
Kto śmiał to robić? Czyli to jednak miał być podstęp, tak? No i cała empatia na nic. Chcieli wysłać najmniejszego i prawdopodobnie najsłabszego, aby odwrócić jej uwagę? Mogła być bardziej uważna.
Wściekła, spojrzała na tego, kto ją odepchnął. Jedno spojrzenie wystarczyło, aby zrozumiała, że z nim nie mogłaby wygrać. Znacznie większy i prawdopodobnie silniejszy wilkołak, obserwował ją uważnie, lecz tym, co najbardziej zwróciła jej uwagę, okazały się te złote ślepia. Mówią, że oczy są źwierciadłem duszy.  A jego były spokojne, nie dostrzegła w nich ani trochę złości.
Kolejnym, co ją zadziwiło, była jej reakcja na ostrzegawcze warknięcie złotookiego. Bowiem Lizzie musiała się powstrzymać, aby nie zniżyć poziomu ciała, a nawet gorzej – by nie położyć się na grzbiecie, okazując w ten sposób uległość wobec niego. O nie, na to nie mogła sobie pozwolić. Nigdy więcej nie pokazywać swoich słabości. Nikomu.
Hunt przestała warczeć i obnażać swe kły, ale sierść wciąż pozostawała uniesiona, podobnie jak ogon. Wciąż była gotowa do obrony. Zignorowała całkowicie czarnego, swój wzrok zatrzymała na tym silniejszym. Przeczuwała, że zaraz pojawi się trzeci. Trzeba być gotowym na wszystko. Los wie, co się może zaraz wydarzyć.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Czw Paź 26, 2017 8:02 pm

Postawa Lizzie ewidentnie wskazywała na jej rozgoryczenie, wściekłość i nieposkromioną rządzę mordu. Ktokolwiek ją przemienił, sam musiał być bardzo młodym i niedoświadczonym wilkołakiem. W innym wypadku nie doszłoby do porzucenia młodego szczenięcia na pastwę losu – i to właśnie ujrzał w młodej, Srebrny.
Krótkie warknięcie, tym razem spokojniejsze miało za zadanie ułaskawić wilczycę i zachęcić ją do spuszczenia gardy w postaci najeżonych kłów i sierści na karku. Samica jako spostrzegawcza osóbka, nie dostrzegła nic, co mogłoby wskazywać na ukryte zamiany. Co więcej, dostrzegła liczne znamiona w postaci blizn na ciele srebrnego. Być może wiedziała, a być może nie, niemniej jednak tego typu szramy mogły powstać tylko i wyłącznie w jeden sposób – poprzez srebro. Stary wilkołak z pewnością był doświadczony w boju i pewnie niejednego człowieka już pożarł. Mimo to w jego oczach nadal nie zaiskrzyła się nawet lampka złości.
Młody wstał. Pisnął znów, po czym odwrócił się przodem do Hunt. Ponownie zaczął się cieszyć, lecz wtedy Srebrny odgrodził go łapą. Krótkie spojrzenie i pomruk zabroniły młodszemu podejść do nieznajomej, na którą stary samiec ponownie skierował przenikliwe spojrzenie złotych ślepi. Znów mruknął, tym razem do niej.
Wilkołak nie chciał atakować, z tego względu ponaglił młodego, aby ten ponownie powrócił do zdobyczy, a przedtem, aby podbiegł i poinformował o wszystkim swojego brata. Już dość krwi przelano – znów cichy pomruk, tym razem do samicy. Srebrny pozwolił sobie zaprosić ją na wspólne ucztowanie. Głupie co nie? On jednak miał w tym swój ukryty plan. Jaki? Najwyraźniej ujrzał w młodej potencjał.

Teraz wilczyca musiała wybierać.
Zaatakuje starca?
Pójdzie z nim?
A może postanowi odejść i ruszyć wybrać własną ścieżkę?
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Czw Paź 26, 2017 10:24 pm

Słysząc kolejne warknięcie, Hunt zrozumiała, że z ich strony, nic jej nie grozi, więc zmieniła swoją postawę – sierść normalnie się jej ułożyła. Serce zaczęło jej spokojniej bić, a żądza mordu minęła. Dopiero teraz spostrzegła, że wśród srebrzystej sierści starszego wilkołaka, znajdowały się liczne blizny, większe lub mniejsze. Prawdopodobnie wyrządzone poprzez srebro – Lizzie zdążyła już zauważyć, że na srebro, dzieci Luny, są specjalnie „uczulone”, a rany nie dają się tak łatwo uleczyć.
Reakcja tych wilkołaków była dla Lizzie kompletnie niezrozumiała, zwłaszcza tego czarnego. Został przez nią zaatakowany, a po chwili, gdy tylko zregenerował swoje siły, znów był chętny do niej podbiec, aby się pobawić. Naiwniak. Czyżby myślał, że jeśli Hunt się uspokoiła, to tak pozostanie? I od teraz będą najlepszymi wilczymi przyjaciółmi? Oczami wyobraźni już widziała, jak jej dziękuje, że jednak go nie zabiła. Na szczęście, Angielka nie zdążyła zareagować warknięciem, gdyż starszy Likantrop odgrodził od niej tego młodszego.
Obserwowała, jak złotooki porozumiewa się z czarnym, który po krótkim czasie odbiegł. Zaintrygowało ją to, chociaż nie tak bardzo, jak jego następny pomruk. W głowie Lizzie pojawiło się miliony pytań, a głównym z nich było; Dlaczego? Z początku sądziła, że starszy wilkołak nie chce dopuścić do rozlewu i krwi, i prędzej, czy później przegoni wilczycę. Tak się jednak nie stało. Chciał ją nawet zaprosić! Nie uznała tego za naiwność – pobratymiec był dużo starszy i mądrzejszy, toteż jego działania z pewnością zostały przemyślane. Pewnie wiedział, że jeśli dziewczyna znów zacznie sprawiać problemy, będzie łatwo ją okiełznać.
Iść, czy nie iść? Oto jest pytanie, bo atakować nie zamierzała. Zdawało się nawet, że Hunt podchodzi do starszego Likantropa z niejakim… Szacunkiem? Może nie wiedziała dokładnie, skąd to uczucie się wzięło, ale tak było. Potwierdzam. Powinna odmówić, ale… Ciekawiło ją to wszystko. Być może znalazła kogoś, kto mógłby przekazać jej wiedzę? A ta z pewnością byłaby przydatna. Lecz czy pójście za nim, nie oznaczałoby zdrady wobec ukochanego? Spoufalania się z wrogiem? Cichy głosik jej mówił, że to niekoniecznie złotooki musiał go zabić, ani żaden z tych, z którymi się zadawał.
Odpowiedź brzmi; iść.  Ruszyła za Likantropem, trzymając się z odpowiednim dystansem i uważnie obserwując jego kroki, ciut podejrzliwości nigdy nie zaszkodzi, prawda?
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Czw Paź 26, 2017 10:49 pm

Młody wilk pomimo rany, hasał i skakał sobie wesoło – kroki były stosunkowo głośne i wyraziste w śladach. Zupełnie różniły się od śladów łap Srebrnego – te były o wiele potężniejsze, ale za to dźwięk podczas ich tworzenia był równiutki zeru – stary samiec poruszał się bezszelestnym krokiem, przy którym wysiadał nawet najcichszy szelest liści drzew.
Mniej więcej w połowie drogi, Lizzie napatoczyła się na trzeciego wilkołaka: czarny (najmniejszy i najmłodszy), Srebrny (przywódca, największy i najstarszy) oraz brązowy (młodszy od Srebrnego, ale starszy od czarnego, wzrostowo dorównywał Srebrnemu). Obraz dobrze dobranej grupy – szpieg, wojownik i przywódca mędrzec. Przypadek? Nie, to zdecydowanie nie było dzieło przypadku. Wilkołaki dobrze wiedziały, gdzie iść i po co iść, aby jak najlepiej przebrnąć przez pełnię pod okiem starego mentora.
Brązowy tj. trzeci wilkołak o brązowej sierści – starał się zapamiętać zapach obcej wampirzycy. Nie przywitał jej zbyt ciepło – w końcu zraniła jego brata – ale też nie zachowywał się wrogo. Nie szczerzył kłów, nie warczał i nie stroszył sierści na karku. Starał się za to ignorować intruza przy jednoczesnym pilnowaniu najmłodszego szczenięcia. Przedtem jednak trochę go popodgryzał w ramach kary za nieodpowiedzialne zachowanie – ot typowo zwierzęca i poniekąd ludzka zaczepka.
Wędrówka z miejsca, gdzie Hunt poznała wilki, do strefy ich polowania trwała nie więcej jak kilka minut. Po ich upływie cała grupa zawitała do „zalesionego” terenu, gdzie aktualnie leżała świeżo zabita zdobycz – krówka. Zapach juchy raz jeszcze uderzył w wyczulone nozdrza.
Zwierzę było dość mocno obgryzione – brakowało sporych kawałów mięsa na tłowiu. Do tego jedna z tylnych kończyn została wyrwana, a druga trzymała się na strzępkach ścięgien. Widać, że wilkołaki nie próżnowały, choć na ciele zostało jeszcze mnóstwo mięsa. To właśnie nim Srebrny postanowił się podzielić. W tym celu odgonił Czarnego i Brązowego. Sam podszedł do martwego zwierzęcia, które trącając masywnym łbem chciał przysunąć bliżej Hunt. Lepszej oferty oraz zachęty do współpracy nie potrafił jej zaoferować.
Miał wobec niej plan.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Czw Paź 26, 2017 11:57 pm

Czarny wilk nie przestawał jej zadziwiać. Ile on miał właściwie lat? Wydawało jej się, że był o wiele młodszy, lecz w takim razie, czemu na początku by go wysłali, aby poszedł wybadać nową wilkołaczkę? A może być starszy od Lizzie i był dość infantylny? Jej oczom ukazał się nowy Likanin, który wydawał się starszy, od tego czarnego. Czyli wcześniej miała rację – wysłali do niej tego najmłodszego i najsłabszego.
Wcale nie zdziwiła ją reakcja brązowego, zaatakowała kogoś, z kim był w stadzie, lecz cóż miała na to poradzić? Zdaniem Lizzie, czarny niemal sam się o to prosił. Coś marny był z niego szpieg, skoro przy zauważeniu obcego wilkołaka, przybiegł do niego z zamiarem zabawy. A może takie właśnie są inne Likaniny? Uderzyła ją ta nagła myśl. Może po prostu w świecie Likantropów, inni uznaliby Hunt za dziką i niecywilizowaną? Niemożliwe. Nie chciało jej się w to wierzyć. Srebrny musiał wziąć skądś te szramy, tak?
Sama Hunt nie zamierzała ukazywać tego, że jest choć w najmniejszym stopniu zdezorientowana, czy przestraszona. Z głową podniesioną do góry, szła za Srebrnym, ignorując przy tym i czarnego, i brązowego, którzy to zaczęli się zaczepiać. Gotowa była warknąć, gdyby tylko zaczęli się do niej zbliżać, lecz tak się nie stało.
Po kilku minutach, zapach krwi - który wyczuła jeszcze przed spotkaniem czarnego – znów wdarł się do jej nozdrzy, a chwilę później jej oczom ukazała się jej poobgryzana krowa. Aż ślinka cienkie, mniam.
Obserwowała złotookiego, jakby czekając na pozwolenie na jedzenie. Jej własna postawa, wobec starszego wilkołaka, dość mocna ją drażniła, lecz nie umiała nic z tym zrobić. Wiedziała, że to właśnie on jest liderem tego stada i coś jej nakazywało okazywać oznaki posłuszeństwa.
Minął moment, a czarny i brązowy gdzieś odbiegli, a Srebrny przysunął o parę centymetrów martwą krowę. Powstrzymując impuls, aby podbiec do nieżywego zwierzęcia i zacząć go pochłaniać, ruszyła dość wolnym krokiem, jakby chcąc pokazać, że jej na tym nie zależy. Gdy doszła do truchła, wpierw obwąchała je, a chwilę później zaczęła pożerać.
O tak. Tego smaku brakowało bestii. Właściwie, Lizzie podczas pełni niewiele polowała – praktycznie w ogóle, w tym czasie biegała sobie po lasach i innych tego typu terenach. I nie ukrywała; smakowało jej ta krowa, choć o wiele więcej satysfakcji przyniosłoby jej, gdyby sama upolowała zwierzę.
Po kilku dobrych minutach, gdy jej głód został nasycony, spojrzała pytającym wzrokiem na Srebrnego, zdając się pytać: „I co teraz?”.
Idąc z nim i jedząc jego żywność, wiedziała, że wyraża na coś zgodę. Że przyjmuje ofertę. Teraz oczekiwała tylko, aż jej wszystko wyjaśni.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Pią Paź 27, 2017 11:02 am

Pełnia dopiero się zaczęła. Stary wilkołak dobrze o tym wiedział dlatego też uparcie trzymał swoich podopiecznych z dala od ludzkich siedlisk. Chciał ich w ten sposób nauczyć szacunku do każdego z istnień, w szczególności do ludzi. Ich należało bać się najbardziej – nie dlatego, że byli liczniejsi, nie. Chodziło o dawne dzieje historyczne, w których to Ci sami ludzie przyczynili się do ogromnych krzywd dzieci księżyca. Nienawiść prowadziła do kolejnej nienawiści, a ta z kolei do zniszczenia. Srebrny mówił temu dość. Byli czymś więcej niż zwykłymi bestiami skażonymi klątwą. Byli L’enfants au claire de lune, Dziećmi Księżyca.
Sposób w jaki Hunt obeszła się z krową wielce zadowolił starego przywódcę. Skinął łbem w podziwie dla jej apetytu, a także z aprobatą na dokładne oczyszczenie ciała z mięsa. Skóra i kości nie mogły się zmarnować, tym niemniej tymi rzeczami Srebrny zajmie się później – z kości przyjdzie mu wykonać wiele wspaniałych ozdób, zaś skóra przyda się do wyrobu okładek na książki lub na wiele innych rzeczy. Być może to kwestia sentymentu Srebrnego, tym niemniej jego jestestwo i w sumie charakter samej grupy – w szczególności u starszych osobników – nie pozwalały na bezsensowne marnowanie resztek zdobyczy. Z drugiej strony te same kości bardzo często służyły jako pseudo gryzaki, zatem czemu ich nie wykorzystać w ten sposób?
Krótkie parsknięcie oznaczało zadowolenie starego. Było również swoistym zaproszeniem do dalszej „zabawy”, którą miał być wspólny bieg. Miał on za zadanie rozładować nagromadzoną energię wewnątrz mosiężnych ciał, a także sprawdzić ich możliwości. Te w zależności od indywidualnych predyspozycji znaczącą różniły się od siebie. Czarny wilkołak dla przykładu był bardzo szybki i zwinny, ale za to mało silny. Brązowy oznaczał się niebywała siłą, lecz brakowało mu przy tym gracji, który z kolei nadrabiał wybuchowym temperamentem (witamy Furię), Srebrny zaś był najsilniejszy (choć nie silniejszy niż Furia), najmądrzejszy i najbardziej opanowany ze wszystkich. Charakteryzowała go Harmonia oraz… Wiele się o tym nie mówi, przynajmniej nie wśród młodych, jednakże stare osobniki całą swoją wiedzę przypłacały słabszą regeneracją. Stąd też Srebrny bardzo rozważnie podchodził do swoich podopiecznych oraz samej Hunt. W bezpośrednim starciu miał o wiele większe szanse, lecz pytanie czy byłby w stanie się potem ze wszystkiego wylizać.
Ostatecznie stary samiec podszedł bliżej. Jako pierwszy chciał poznać zapach samicy. Nie trącił jej nosem, nie podszedł nawet zbyt blisko. Wciąż zachowywał stosowną odległość – poczekam, aż sama mi na to pozwolisz. Pokazywał reszcie, aby z rozwagą podchodzili do nowej koleżanki z grupy. Teraz to Hunt musiała zdecydować na ile im pozwoli, a w zasadzie mu.

Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Pią Paź 27, 2017 11:23 pm

Mięso okazało się przepyszny, nic więc dziwnego, że szybko je wyjadła, z czego Srebrny był dość zadowolony. Sama nie wiedziała, do czego mogą się przydać kości – gdy Lizzie czegoś potrzebowała, to szła do sklepu i to brała. Nigdy nie przepadała za różnymi rodzajami ręcznymi ozdóbkami, nie miała do tego cierpliwości.
Zrozumiała, że następne parsknięcie znaczyło, aby Hunt dołączyła do zabawy. Tak, jej zdaniem to był dobry pomysł. Uwielbiała biegać, zwłaszcza w swej wilkołaczej postaci, czuła się wtedy taka niezwyciężona. Nigdy jednak nie ścigała się z innymi Likaninami, to mogłoby być ciekawe doświadczenie, zwłaszcza, że lubiła rywalizować, i to jeszcze jak! Chęć współzawodnictwa zazwyczaj dodawała jej jeszcze więcej energii i satysfakcji. Przegrane też miały na nią dobry wpływ, gdyż wiedziała, że jeszcze musi popracować nad sobą.
Wątpiła, czy będą się pojedynkować, oczywiście, w ramach „zabawy”. Nie miała z nimi dużych szans, zwłaszcza ze Srebrnym i Brązowym, którzy to ją przewyższali siłą i doświadczeniami. Młoda Likantropka pragnęła dowiedzieć się, jak najwięcej, a zwłaszcza umiejętność walczenia okazałaby się niezwykle cenna, bowiem wciąż planowała zemstę na zabójcy. Po prostu musiała go dorwać.  Nie brała pod uwagę tego, iż mógł nie kontrolować swoich działań, już dawno ustaliła swoją wersję wydarzeń.
Spodobało jej się to, że Srebrny trzymał odpowiedni dystans – przysunął się bliżej z zamiarem poznania jej zapachu. Przez moment nie wiedziała, jak zareagować. Czy mu pozwolić? Nie najlepszym pomysłem było, aby najstarszy zaznajomił się z jej wonią, ale czego się spodziewała? I jak sobie wyobrażała dalsze przebywanie w tej grupie? Skinęła pyskiem, dając mu tym samym jasny sygnał – Możesz podejść. A gdy tylko to zrobił i ją obwąchał, zrobiła to samo.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Sob Paź 28, 2017 12:35 am

Poznanie zapachu stanowiło podstawę do późniejszego rozwoju znajomości. Dzisiaj się nie atakowali (pomijając ten jeden atak) lecz co będzie potem? Świadomość wilkołaka nie zawsze była na tak wysokim poziomie. Młode osobniki miewały spore trudności z kontrolowaniem własnych jestestw. Wyjątek stanowiły osobniki stare oraz te pochodzące spod patronatu Harmonii. Woń w takim wypadku była kluczowa. To dzięki niej wewnętrzna bestia uczyła się rozpoznawać wroga od przyjaciela.
Srebrny w podzięce za możliwość poznania zapachu – dodam, że w tym celu obszedł samicę, a na sam koniec zatrzymał się przed jej pyskiem, aby raz jeszcze zaciągnąć się zapachem (zero wąchania pod ogonkiem) – odwdzięczył się tym samym. Zatrzymał się w miejscu, aby dać Hunt pole do popisu. Jeżeli się zgodziła, to w podobny sposób zamierzały ją poznać pozostałe dwa osobniki, w szczególności brązowy. Pomimo lekkiej nieufności chciał się z nią zmierzyć i sprawdzić jak bardzo dominowała nad jego słabszym bratem. Przedtem jednak bieg.
Po szybkiej wymianie uprzejmości, Srebrny zawył z pozostałymi wilkami, po czym zachęcił do tego samego samicę. Następnie cała trójca, a w zasadzie duo ruszyło pędem do przodu – Srebrny zachęcił do tego samego młodą. Sam zaś ruszył na samym końcu. Chciał mieć wszystko na oku.
Hunt mogła spróbować dogonić Brązowego i Czarnego, który aktualnie prowadził.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Sob Paź 28, 2017 3:31 pm

Pozostawała nieruchoma, podczas gdy Srebrny ją obwąchiwał, a gdy skończył, Angielka nie pozostawała mu dłużna. Również obeszła samca, starając się dokładnie zapoznać się z jego zapachem - starannie obwąchała okolice jego głowy i szyi, a pod koniec się cofnęła.
Zerknęła w stronę Czarnego i Brązowego, którzy to wyglądali, jakby także chcieli ją obwąchać. Zamierzała im pozwolić, z tą różnicą, że to ona chciała pierwsza zapoznać się z ich wonią. Nie, aby im zbytnio ufała – a zwłaszcza Furii – jednak zawsze warto znać ich zapach. Nie wiedziała, ile razy się jeszcze spotkają, lecz gdyby wtedy wyczuła ich zapach, mogłaby się odpowiednio „przygotować”, tj. albo pójść w przeciwnym kierunku do nich, albo podjąć inne kroki.
Samica przeczuwała, iż Brązowy może sprawiać jej problemy i być na nią cięty, po tym, jak obeszła się z jego bratem. Teraz nie zachowywał się z agresją, lecz to mogą być tylko pozory, jego poczynienia zawsze mogły się zmienić, gdyby tylko Srebrny zniknął mu z oczu – wtedy przyszedłby czas na wyrównanie rachunków. Tak to przynajmniej widziała młoda Likantropka.
Słysząc, jak pozostali wyją, zrobiła to samo. Nie martwiła się tym, że farmerzy, którzy zamieszkiwali pobliskie tereny, mogliby ich usłyszeć. Jeśli by się tak nawet stało, z łatwością można ich uniknąć. Albo się ich pozbyć.
Nie trzeba było jej długo zachęcać do biegu, gdy tylko wilkołaki ruszyli, Hunt nie zamierzała pozostawać z tyłu i zaczęła mknąć do przodu, pragnąc wyprzedzić Czarnego. Szczerze powiedziawszy, zaskoczyło ją to, że młody tak szybko pozbierał siły i już był na samym początku. Wyrzuty sumienia, które się odezwały, gdy tylko Lizie zorientowała się, że jej niedoszła ofiara była całkowicie bezbronna i nie miała złych zamiarów, teraz przycichły. Najwyraźniej regeneracja prędko u niego zadziałała.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Sob Paź 28, 2017 4:03 pm

Wilkołacza regeneracja to niewątpliwie fascynujące zjawisko. W mgnieniu oka potrafiła zaleczyć nawet najcięższe rany, o ile nie powstały z udziałem srebra. Przez to zabicie wilkołaka w konwencjonalny sposób było prawie niemożliwe. Jedyną metodą był strzał srebrną kulą w serce, oderwanie łba od reszty ciała, zmiażdżenie serca lub całej czaszki. Wszelkie inne próby zawsze kończyły się tak samo – rozjuszeniem bestii, a w rezultacie tragiczną śmiercią atakującego.
Czarny faktycznie miał się już wyśmienicie. Ślady po ranie zniknęły i nawet futro odrosło! Nic dziwnego, że młody wilkołak stanął na czele grupy, gdy tuż za nim wyłoniła się Hunt, potem Brązowy i na samym końcu Srebrny. W normalnym stadzie powinien zajmować pierwszą pozycję, tym niemniej u dzieci Luny działało to na trochę innych zasadach. Zazwyczaj, jako pierwsi biegli zwiadowcy, łowcy, a potem wojownicy. Najstarsi liderzy zamykali pochód, aby w razie, czego móc zawrócić swoich podopiecznych donośnym wyciem. Dziwny szyk, lekko na opak w odniesieniu do normalnych wilków, aczkolwiek mający ogromne znaczenie.
Czarny mruknął na widok Hunt. Zaraz też przyspieszył biegu, aby tylko zachować swoje upragnione pierwsze miejsce. Bawił się przy tym znakomicie, gdy nagle… Gwałtowne zatrzymanie ogromnego cielska spowodowało uniesienie się dużej smugi pyłu i kurzu – Czarny wyhamował po czym natychmiast zachęcił do tego innych przy pomocy krótkiego wycia. Coś zauważ. Hunt również mogła to zaobserwować – niewielki, błyszczący się przedmiot, który leżał na wpół przysłonięty suchą leśną ściółką jakieś osiem metrów dalej. Kształt oraz przeznaczenie przedmiotu pozostało nieznane, niemniej jednak wewnętrzny głos u obu Cieni nakazywał im zachować ostrożność.
Brązowy zatrzymał się metr za bratem. Ciągnięty ciekawością ruszył przodem. Srebrny podszedł bliżej Hunt.
Co zrobią Cienie?
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Sob Paź 28, 2017 5:09 pm

Wyminąwszy Srebrnego i Brązowego, przed nią został tylko Czarny. I pola, które zdawały się nie mieć końca, co tylko podsycało dociekliwość samicy. Pragnęła się z  nimi zmierzyć – biegnąc, cóż bowiem było wspanialszego? Księżyc świecił w pełni swej okazałości, a wszyscy oni mknęli przed siebie. Stado i wilkołaki, czy ona niegdyś naprawdę uważała to za zło ostateczne? Niemal zapomniała o całej swej frustracji i nieufności w stosunku do tych Likantropów. Miała wrażenie, że była tu od tak dawna, jakby tylko tego jej brakowało w życiu. Zero ograniczeń. Zero tajemnic. Zero smutku i gniewu. Tylko oni i bezkresne pola.  
Nie przeszkadzało jej nawet to, że Czarny wciąż prowadził. Owszem, chciała być na pierwszym miejscu, lecz czy to takie ważne? Ciche mruknięcie najmniejszego na widok Hunt, oznaczało, że wcale nie spodziewał się, że Lizzie byłaby w stanie go wyprzedzić. Zaczął szybciej biec, toteż wilczyca wzięła z niego przykład – nie zamierzała pozostawać gorsza i jeszcze bardziej się sprężyła. Ale zabawa!
Krótkie wycie okazało się niepotrzebne dla Hunt, gdy tylko zauważyła, że Czarny hamuje, zrobiła to samo. O co chodzi? Czemu przerwał bieg? Nim zdążyła to pomyśleć, wiedziała co się stało. Tam coś leżało. Raczej mały przedmiot, który błyszczał. Pierwsze, co jej przyszło na myśl to to, że jest tam położone coś ze srebra. Czy aby na pewno?
Mogliby to ominąć, ruszyć dalej biegiem i nie przejmować się owym znaleziskiem, lecz Hunt za bardzo się zainteresowała owym przedmiotem. A jak to się mówi? Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Chciała się znaleźć przy tym pierwsza i sprawdzić, co to jest - nakazywała jej to zarówno bestia, jak i jej ludzka część. Lecz cichy głos mówił, aby uważać. Jasne, pozostanie ostrożna, weryfikując tą rzecz.
Pazurami u prawej, przedniej łapy ściągnęła suchą ściółkę, aby dokładniej obejrzeć przedmiot.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Sob Paź 28, 2017 5:35 pm

Brązowy spojrzał ukradkiem na wymijającą go Hunt. Nic nie powiedział, po prostu pozwolił samicy zrobić swoje. Szybkie zgarnięcie łapą stosu suchych liści rozwiązało zagadkę tajemniczego przedmiotu. Były nim potężne, metalowe wnyki, które tutejsi mieszkańcy musieli poustawiać na grasujące nieopodal drapieżniki. Ciężko powiedzieć czy chodziło o wilkołaki czy może o zbłąkane psy, które od pewnego czasu dość często wkraczały na zabudowane tereny gospodarstw skąd dochodziło do kilkukrotnych zabójstw bydła.
- Rrrr… - krótki warkot wydobył się z brązowej gardzieli, gdy ślepia młodszego osobnika – czarnego – dostrzegły kilka kolejnych pułapek. Każda z nich została ustawiona w równej odległości od poprzedniej – około kilku metrów. Srebrny widząc to zaraz po dojściu do grupy mruknął grubym głosem. Dobrze wiedział, że miejsca rozłożenia układały się w trasę, choć ta nijak nie pasowała do trasy chodu wilkołaków, przynajmniej nie tych tutaj. Czyżby zatem mogło chodzić o inną grupę? A może to faktycznie wina psów?
Srebrny parsknął, tym samym nakazując szczególną ostrożność. Przy okazji parsknął po raz drugi, co tym razem miało oznaczać prośbę do grupy, w tym do Hunt, aby pozbyć się niebezpiecznych pułapek. Stary przywódca wolał uniknąć sytuacji, w której nieświadomy wilkołak zostałby w nań uwięziony. Psów również było mu szkoda.
Chcąc dać dobry przykład swoim braciom i siostrę, ruszył przodem. Podszedł do odkrytej wnyki przez Hunt, spojrzał na nią, a następnie machnął potężną łapą od boku. Efektem działania był zatrzask pułapki bez wyraźnego zranienia kończyny Srebrnego. Pułapka opadła na bok, zaś stary wilkołak spojrzał na pozostałych. Teraz wiedzieli co i jak mieli zrobić.

Hunt mogła:
- pomóc wilkołakom - tutaj proszę o wykonanie rzutu kością celem oceny działania postaci.
- olać wilkołaki i zająć się sobą - tutaj również proszę o wykonanie rzutu kością celem oceny czujności postaci.

KOSTKA
W razie pytań, proszę o PW Smile

Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Nie Paź 29, 2017 4:43 pm

Warknęła cicho, gdy ujrzała, co skrywało się pod liśćmi, a mianowicie sidła. W duchu podziękowała sobie, że minutę wcześniej nie spróbowała obwąchać – byłoby dość nieciekawie i boleśnie. Prawdopodobnie to właśnie farmerzy je tu rozstawili. Idioci, jak można być takim idiotą? I nie chodziło tu o to, że po krótkim biegu, Hunt się z zżyła z wilkołakami i zaczęła im współczuć. Co to, to nie. Mogły się tu złapać inne zwierzęta albo dzieciaki, które radośnie sobie biegali i niechcący by na to nadepnęli. Czysta głupota. Lizzie potrafiła zrozumieć, że nie chcą, aby coś wyżerało im bydło, lecz sposób, w jaki próbowali się od tego uchronić, był dla niej dość okrutny.
Warkot wilkołaka zwrócił jej uwagę, toteż spojrzała, o co chodzi. Gdy powędrowała spojrzeniem, tam gdzie wzrok Czarnego się skupił, natychmiast zrozumiała. Było tego więcej. Cóż, to dość logiczne, dziwnym byłoby wystawianie jednej wnyki, aczkolwiek… Hunt to wszystko,  coraz mnie się jej podobało.
Przy drugim parsknięciu Srebrnego, chciała od razu brać się do roboty. Nawet jej do głowy nie przyszło, aby to zignorować. Nie chciała, aby cokolwiek stało się zwierzętom z ludzkiej głupoty.  Wpierw jednak wolała zobaczyć, jak robi to Srebrny. Gdy najstarszy zbliżył się do sideł, które znajdowały się tuż obok niej, wilczyca odsunęła się, dając mu działać. Uważnie obserwowała, jak on to robi, a gdy ten skończył, Hunt podeszła do kolejnej wnyki i powtórzyła dokładnie takie same działania, jakie wykonał lider.
Wiedziała, że nieco ryzykuje, w końcu mogła nie zauważyć, którejś z wnyk i mogła na nią nadepnąć, ale cóż, mówi się trudno i żyje się dalej. Rany prędzej, czy później i tak by się zregenerowały, choć mogłoby się bez nich obejść.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Nie Paź 29, 2017 5:34 pm

Wynik kości: 4

Wnyki to bardzo niebezpieczne narzędzie. Swoim zaciskiem potrafiły powalić nawet niedźwiedzia, a co dopiero takiego wilkołaka. Hunt dobrze zrobiła – czujna obserwacja pomogła jej w rozbrojeniu dwóch kolejnych pułapek – cios łapą, odrzut i trzask potężnych szczęk w trakcie lotu. Wszystko zdawało się iść zgodnie z planem, gdy nie doszło do trzeciej pułapki lub w zasadzie jej braku.
Być może to wina chwilowego rozkojarzenia, a być może wewnętrzna ekscytacja sukcesem – trzecia pułapka trzasnęła kilka milimetrów przed łapą samicy. Gdyby nie fakt, że upadł na nią trącony kamień, to w środku zagościłaby najpewniej kończyna Hunt. Rana z pewnością by się zagoiła, tym niemniej ostre szczęki spowodowałyby bolesne obrażenia, co z kolei mogłoby doprowadzić Lizzie do szału, a tak? Skończyło się na samym trzasku i upadku niebezpiecznego narzędzia.
Srebrny odszedł kilka metrów dalej i nie zwrócił uwagi na Hunt. Czarny stał na czatach i o dziwo dopiero Brązowy dostrzegł całe zajście. Ciche skomlenie wydobyło się z długiego pyska, gdy masywne cielsko podeszło bliżej. Samiec najwyraźniej chciał się upewnić, że samicy nic się nie stało.
Pułapek w okolicy zostało jeszcze pięć. Problem w tym, że żadna z nich nie była widoczna. Co wilkołaki zrobią z tym fantem? Będą szukać? A może uznają, że nic więcej nie zostało?
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Pon Paź 30, 2017 5:23 pm

Zarówno pierwsze, jak i drugie unieszkodliwienie sideł, poszło jej z łatwością, zresztą, w tym nie było nic skomplikowanego, trzeba było zachować ostrożność i tyle. Ach, i jeszcze liczyć na zrządzenie losu, gdyby czasem jedna z pułapek nie chciała „zrobić na złość” – w końcu złośliwość rzeczą martwych, tak? Niestety, ona właśnie była nieuważna, toteż jedna z wnyk trzasnęła przed jej łapą. Samica nieznacznie odskoczyła od tego.
Ciche skomlenie, jakby któryś z wilkołaków chciał się upewnić, że wszystko jest w porządku? Czyżby Czarny? Nie, on stał na czatach, więc może Srebrny? To by do niego pasowało, jednak gdy odwróciła głowę, aby spojrzeć na samca, zdumiała się. Brązowego najmniej spodziewała się ujrzeć. Była gotów nawet uwierzyć, iż cały ten dźwięk rozległ się tylko w jej wyobraźni. Dobrze wiedziała, że najsilniejszy za nią nie przepada, sądziła, że prędzej by się ucieszył, gdyby samicy coś się stało. A jednak… Przejął się. Może Likaniny nie były takie mściwe? I być może tamten zdołał już jej wybaczyć i przyzwyczaić się do niej. Skinęła głową – nic mi nie jest – chciała przez to powiedzieć. Pragnęła nawet zamerdać krótko ogonem, ale nie mogła być zbyt wylewna w swoich uczuciach – przesadne emocje prowadzą do zguby – zdaniem Lizzie.
Skoro już zaczęli rozbrajać wnyki, to powinni to zakończyć unieszkodliwiając je wszystkie, nie w porządku byłoby, gdyby nagle od tego odeszli. Sumienie… Dziwna sprawa, Hunt nie miała nic przeciwko zabijaniu bydła farmerów, ani zaatakowania innego dziecka Księżyca, lecz za złe miałaby pozostawienie sideł, wiedząc, że ktoś (zarówno ludzie, Likaniny, jak i zwierzęta) może na nie stanąć.  
Samica chciała dokładnie sprawdzić okolicę, nie ważąc na to, że pozostałe wilkołaki nie mieliby zamiaru tego zrobić – nie to nie, najwyżej się rozstaną, a Hunt poszuka jeszcze innych sideł.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   Pon Paź 30, 2017 5:47 pm

Srebrny podobnie jak Hunt nie zamierzał pozostawić okolicy najeżonej pułapkami. Po odejściu zaczął szukać – raz, dwa i trzy – zaraz znalazł kolejną pułapkę, a po niej następną. Po ich rozbrojeniu nie znalazł już nic, tak więc odwrócił się przodem do reszty grona. Wtedy zauważył co takiego czyniła samica – dodam, że wyostrzona czujność pomogła wilczycy w odszukaniu pozostałych pułapek. Z kolei zdobywa wiedza zaowocowała ich skutecznym rozbrojeniem. Srebrny się ucieszył w efekcie czego zamerdał kilkukrotnie długim, włochatym ogonem. W ślad za nim poszedł też Brązowy. Czarny stał na czatach z dumnie wypiętą piersią i warknął raz, gdy nagle na horyzoncie zauważył dziwne światła.
Tak, to byli miejscowi mieszkańcy. Sądząc po ilości wspomnianych świateł, ich grupa składała się z trójki ludzi, lecz czy aby na pewno? Srebrny warknął gardłowo – chodźmy stąd, nie będziemy zabijać wieśniaków, wracajmy do domu, a ty nieznajoma chodź z nami jeśli nie chcesz brać udziału w niepotrzebnym rozlewie krwi – tak mniej więcej brzmiałyby słowa wypowiedziane w ludzkim języku przez Srebrnego. Czy wilczyca przystanie na propozycję?
Ludzie znajdowali się kilkanaście metrów od wszystkich wilkołaków. Zanim dotrą minie sporo czasu – nie poruszali się specjalnie szybko, a do tego musieli pokonać gęste zarośla oddzielające nagie tereny winnicy od tych bardziej dzikich i porośniętych roślinnością. Gdyby nie Czarny, nikt poza Lizzie nie miałby zielonego pojęcia o ich obecności. Nawet kroki ludzkich stóp były stosunkowo ciche, podobnie jak trzask łamanych gałęzi oraz trąconych kamieni na ziemi.
Srebrny warknął raz jeszcze. Czarny uparcie stał i się gapił, Brązowy ruszył za przywódcą, ten z kolei zaczął się trochę martwić. Co zrobi Hunt?
Podąży za Czarnym, który zaczął powoli zmierzać w ich kierunku? Zatrzyma go? A może wraz z nim pozwoli sobie na krwawą jatkę?
Czy Srebrny wraz z Brązowym będą musieli ich zatrzymać?
Powrót do góry Go down




Sponsored content

PisanieTemat: Re: Winnice Langwedocji   

Powrót do góry Go down
 
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: ☦ I ostatnim żywym ☦ :: L'enfants au clair de lune :: Okolice miasta-
Skocz do: