Adrienne von Casteberg
Regulamin
Przewodnik
Wizerunki
Rasy
Grupy
Kostka
Sklep
Nieobecności
Kto zagra?
Wezwij MG
Pytania
Forumowa Wiki
Zamówienia

Share | 
 

 

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 




Gość

PisanieTemat: Adrienne von Casteberg   Czw Maj 11, 2017 9:09 pm

Adrienne von Casteberg

Julia Dietze

WIEK POSTACI (data urodzenia): 715 (28 ludzkich/687wampirzych), ur. 11.04.1302 (dzień i miesiąc nadała sobie umownie)
RASA: wampir
DATA SPOKREWNIENIA: 28.07.1330
RODZIC: Pascal I de Courteney
Stanowisko: Łowczyni
ZNAKI SZCZEGÓLNE: blizny (prawe udo, tors, lewe ramię), wzrost (jak na XIV wiek jest dość wysoka, 176 cm)



"You still don't know, do you? What's the first thing you remember? What's your given name? Where were you born? You have no history..."



[1313]
Niczym wyrwana z transu ocknęła się po środku niczego, w głuszy, z dala od jakiejkolwiek wsi. Próbowała przypomnieć sobie cokolwiek, choć jedno wspomnienie z ostatnich dni, na próżno. Zamiast tego niewiedza ta zaczęła przybierać na sile w momencie w którym nie potrafiła odpowiedzieć na jedno fundamentalne pytanie, "kim jestem?" Frustrujące, jeśli spytać, nie mieć zielonego pojęcia o niczym, osamotnioną bóg wie gdzie, odzianą w stare szmaty, zdaną na łaskę losu począwszy od tej chłodnej nocy...
Błąkała się po dziczy przez kilka dni, szukając czegoś... kogoś, jakiegokolwiek punktu zaczepienia, słowa wyjaśnienia; jakiejkolwiek przyszłości. Patrząc na to z boku, na próżno, bez podstawowych umiejętności przetrwania i pojęcia o świecie, niczym ranna owieczka w towarzystwie watahy wilków, skazana na śmierć. A jednak los zdawał się do niej uśmiechnąć, w końcu natrafiła na jakąś chatę, kobiety w średnim wieku, pustelniczki jak się okazało. Ta wiedziona litością i pożałowaniem dziecięcia przygarnęła je: nakarmiła, ubrała, dała dom i wychowywała niczym swoje własne.
Pranie, gotowanie, łowiectwo, szycie, zielarstwo... uczyła się tego co była w stanie od pustelniczki, a nawet więcej. Choć może to wydawać się dziwne, zwłaszcza w tych czasach, należała do wąskiego grona nieszlachetnie urodzonych - piśmiennych. Niemiecki opanowała całkiem nieźle, zarówno w czytaniu jak i pisaniu. Łacinę również, choć przekazano jej parę paskudnych nawyków których, uprzedzając fakty, w końcu wyzbyła się w przyszłości. Ponoć Święty Graal nie istniał, a jednak Adrienne, bo takie otrzymała imię, udało się znaleźć... co prawda nie było to bogactwo pozwalające wykupić pół królestwa, lecz przetrwać i mieć jakiekolwiek perspektywy już tak.

[1317]
W końcu do chaty, późną nocą, zawitała uzbrojona banda. Na rabusiów nie wyglądali, byle obwiesia koszta samej zbroi płytowej przewyższały znacząco, ale zaufania również nie budzili. Opiekunka, która była na nogach, zaraz pognała podopieczną hen daleko, karząc jej zmykać przez tyły budynku, tak na wszelki wypadek. Nie protestowała i zastosowała się do polecenia, co w rezultacie ocaliło jej życie. Czego uzbrojona banda mogła chcieć od kobiety? Tego nie wiedziała, gdyż ta nigdy nie mówiła wiele o sobie, więc młoda mogła co najwyżej snuć teorie z racji wykształcenia dobrodziejki.
Krótko po tym wszechobecną ciszę zaczęły zakłócać odgłosy... wpierw rozmowy, o czym? Tego nie była w stanie usłyszeć, znajdowała się za daleko. Następnie błagania, które zaraz ustąpiły miejsca krzykom bólu... a te w końcu przerodziły się w agonalne jęki. Wtedy uciekła...
Do chaty odważyła się wrócić dopiero po dwóch dniach, a niewiele z niej już zostało, wszędzie bałagan niczym po przejściu tornado, a to przyprawione wnętrznościami Opiekunki, którą już zaczęło opiekować się robactwo i mniejsze zwierzaki. Gdyby nie to, że w okolicy nie było żadnego innego mieszkańca, nie byłaby w stanie jej w żaden sposób zidentyfikować.
Szczątki jakie jeszcze pozostały pochowała, co nadawało się do wzięcia ze sobą to zabrała i odeszła ze spuszczonym łbem... bo cóż więcej jej pozostało, nadal żyć tu gdzie dotychczas po tym wszystkim?

[1318]
Ostatecznie skończyła w dość sporej grupie najemników, początkowo jako dziewka od robótek pokroju cerowania czy gotowania, a później bliżej dowódcy z racji piśmienności, przydawała się podczas robienia spisów, w analizie treści kontraktów... była kimś w rodzaju kwatermistrza. Wtedy też zaczęła pobierać lekcje fechtunku, a czego by nie mówić o tej hałastrze, kilku z nich potrafiło posługiwać się orężem na naprawdę wysokim poziomie. Oprócz tego dochodziły zagadnienia związane ze strategią i taktyką, gdyż nie sztuką jest posłać uzbrojoną bandę na rzeź, ale ale ustawić ją tak aby jej nie utracić już w pierwszym dniu bitwy. Szybko się okazało, że miała smykałkę do tych dziedzin "edukacji", a zwłaszcza to szermierki. O ile to mogło jeszcze specjalnie nie dziwić, w końcu istniało coś takiego jak wrodzone predyspozycje, to fakt odebrania życia po raz pierwszy bez żadnego zawahania, mrugnięcia okiem i jakichkolwiek wyrzutów sumienia raczej powinien należeć do zastanawiających...

[1324]
Do stanu rycerskiego wkroczyła niespodziewanie i hucznie, jeśli można tak to ująć. Otóż w czasie rozstrzygającej bitwy, będąc po stronie burgundzkiego księcia, uratowała mu tyłek przed niechybnym zbiciem, na śmierć. Ten okazał się nad wyraz łaskawy, dokonując pasowania tuż po batalii, nadając ziemię, w tym zameczek wkrótce odebrany sukinkotowi bez żadnych problemów, który omal nie skrócił go o głowę, oraz nazwisko. Cóż, nie protestowała, obowiązki lenne to mała cena za taką gratyfikację...

[1330]
Pascala spotkała we Francji, w czasie turnieju rycerskiego, w którym oczywiście musiała wziąć udział. Oboje stanęli naprzeciwko sobie podczas finałowej rudny mającej wyłonić zwycięzcę, czy jak to tym razem miało mieć miejsce, zwyciężczynię. Jednocześnie nie wiedzieli o sobie nawzajem najważniejszego, Adrienne o wampiryzmie Francuza, on o płci pięknej zakutej w zbroję. O ile perspektywa przypisywanej do narodowości niemieckiej niewiasty jest klarowna, to bawidamek wyjątkowo nie popisał się znajomością przeciwnika. Gdyby poznała go wcześniej, to stwierdziłaby, iż czas między poszczególnymi rundami spędzał głównie w towarzystwie pań, mając absolutnie w poważaniu, przeciwko komu przyjdzie mu walczyć.
Tak więc był wielce zdziwiony w momencie zdjęcia przez von Casteberg hełmu, i w przeciągu kolejnej chwili uznał to zjawisko za zbyt interesujące, aby nie przyjrzeć się mu bliżej. W praktyce oznaczało to, że zaskakująco często zdawał się przypadkiem znajdować w okolicy, i robić to co zwykle, między innymi próbując przenieść znajomość do sypialni lub inną powierzchnię zdatną do użycia w celach erotycznych. Ach, słodka zabawa w kotka i myszkę, zwykle upierdliwe, ale w wykonaniu Pascala całkiem urocze...
Do przemiany doszło pod koniec "imprezy", gdy po walkach i biesiadzie, towarzystwo miało powoli rozjeżdżać się, każdy w swoją stronę. Czy chodziło tu wyłącznie o urodę Adrienne? Niekoniecznie, jako wojowniczka i rycerz, a dla niej oba ty słowa nie były synonimami, miała kilka blizn. Co prawda żadna jej nie szpeciła, przynajmniej jeśli spojrzeć na samą twarzyczkę, ale ich obecność w ogólnym rozrachunku raczej miałaby wpływ na ocenę końcową. No i, co najważniejsze w tym kierunku myślenia, do czołowych piękności europejskich było jej daleko. Nie dlatego, że wcale nie dbała o siebie, a kąpiele i zabiegi ówczesne zabiegi pielęgnacyjne często dość egzotyczne jak na owe standardy stosowała dość często, ale w związku z uwarunkowaniem genetycznym. Mówiąc wprost, widziała piękniejsze od siebie. Za to umiejętności walki musiały mieć sporo do powiedzenia, w końcu pokonała go i paru innych w walce, a to już coś znaczyło. Opowiastki przy kufelku piwa, jak i innych trunków, również swoje robiły, a to wchodziło w podstawowy pakiet takich wydarzeń. Czego jak czego, ale powodów do adorowania waleczności to mu dała... I najważniejsze, wparowała do jego komnaty w czasie posilania się na służce. Ach, co robiła w cudzej sypialni późną porą? Cóż, może stęskniła się za poezją?

][ ========== ][
Z wampirzym ojcem spędziła tylko, a może aż, trzy lata. Poznawanie maskarady i każdego możliwego jej aspektu trochę trwało, a jeszcze musiało zostać na praktyczne zastosowanie nowych nadprzyrodzonych zdolności i inne formy rozrywki które ta dwójka lubiła. Jak to mówią, dzień bez gniecionej blach dniem straconym, czyż nie?
Adrienne nie należała do trudnych w wychowaniu wampirzyc, wypracowany podczas wojen instynkt samozachowawczy, po drobnych modyfikacjach, całkiem nieźle spisywał się w nowej rzeczywistości. Do tego charakter nie powodował potrzeby niańczenia jej przez dłuższy okres czasu, daleko jej do typu niewiasty potrzebującej usług rycerskich trzy razy w tygodniu, także w niedzielę i święta.
Ale to nie tak, że była aniołkiem zawsze słuchającym się bezwzględnie stwórcy, co to to nie. Nie raz nie dwa zdarzało im się wymienić ostrzejsze frazesy pod swoim kierunkiem, czasem nawet dać po pysku, lub jak kto woli, pogryźć... jak stare dobre małżeństwo. Wiadomo, Pascal to tchórz, łajza, hultaj i fujara... ale tylko ona mogła go tak nazywać, ot co!
Lubili siebie nawzajem, może nawet kochali w jakimś stopniu lub sensie, czort jeden wie. Ich relację można podsumować krótko: gdy jedno skakało w ogień, drugie łapało nierozsądne stworzonko na wędkę i zaraz rzucało w kierunku fosy, a jak ugaszone chciało się wynurzyć, uderzało w czerep aby zaraz ucałować obolałe miejsce i pogłaskać po główce...


=+= =+= =+= =+= =+=
"Without strife, the victory has no meaning. Without strife, one does not advance. Without strife, there is only stagnation."



W dalszych latach rozwijała swoje zainteresowania, co w głównej mierze oznaczało szeroko pojętą działalność militarną. Kochała walczyć, a to przychodziło w nieodzownym pakiecie z wojną, dlatego chętnie oddawała się uciechom w tym trójkącie. Węszyła konflikty i obierała którąś ze stron, często słabszą dla bardziej intensywnych doznań, z czego przy okazji czerpała całkiem niezłe dochody. Tak samo jak z walk podczas turniejów, wysokie pozycje potrafiły przynosić korzyści. Ale i tak nic pod względem wzbogacenia się nie pobiło wyprawy do Ameryki, ale to długa i krwawa historia...
Dla jednych była z pewnością wzorem do naśladowania, silna osobowość która bezwzględnie parła naprzód, realizując założone wcześniej cele. Artystom mogła jawić się jako inspiracja, powód do stworzenia opowieści o mrocznej marze nawiedzającej pola bitew. Miało to swoje podstawy chociażby w zbroi, czarnej i stylizowanej na... kogoś kogo lepiej nie irytować i zniknąć z pola widzenia nim jeszcze posiada się sprawne nogi. Dla wrogów, czy to wynikających z obrania konkretnej strony konfliktu czy sporów osobistych, jawiła się niczym istny koszmar. Umówmy się, miłosierdzie nie należało do domen Adrienne, a rozlew krwi był dla niej czynnością porównywalną z oddychaniem.

Niemniej miała swoją łagodniejszą naturę, mało znaną bo zjawisko wampirzych przyjaźni raczej nie było aż tak powszechne, a otwarcie się przed człowiekiem to... dość skomplikowana kwestia, a maskarada to dopiero wierzchołek góry lodowej. Śpiew? Taniec? Poezja? W jej wykonaniu lepiej nie, zwłaszcza parkiet, ale jako widz czemu nie... Instrumenty? Cóż, gdzieś pod koniec XIV wieku nauczyła się nieco gry na lutni... A może sielankowe wylegiwanie się i wpatrywanie w księżyc? Miłość do wojny jednym, ale w tym szaleństwie najważniejszym jest znaleźć kilka chwil na wzięcie paru głębszych oddechów, nawet najbardziej drapieżnej duszy potrzeba odrobiny spokoju.

Jest jednak jedna rzecz która nadal zaprząta jej głowę, przeszłość  której nie znała, a jedyne co ma to nędzne strzępki informacji. W zasadzie to nawet mniej, gdyż od czasu do czasu miewa koszmary. Niby nic dziwnego, ludzka rzecz, lecz te konkretne są miejscami wyjątkowo realistyczne, a momenty podchodzące pod horror, bardzo wyczerpujące i potrafiące dać w kość. Wnętrze lochów, kilka twarzy, trzy charakterystyczne barwy głosu, tyle... Rodzina? Oprawcy? A może jedno i drugie? Ciężko powiedzieć, i jeszcze trudniej skonfrontować to z rzeczywistością...

Miała też na głowie drugi, równie naglący problem, słuch o Pascalu który zaginął. Komunikacja w tamtym okresie była dość kiepska, brak internetu i te sprawy, ale po paru latach to zaczęło być niepokojące. Nawet włamała się do jego posiadłości, tudzież po prostu w niej gościła, aby poszukać wskazówek... i znalazła jedną, "Włochy"...

\((-(-.(-.-).-)-))/
"The essence of combat: kill or be killed."


Powiedzieć, że od pamiętnego 1545 r. próbowała unikać kłopotów to jak posądzać papieża o ascetyczny i przepełniony wiarą tryb życia, czyli żyć w świecie obłudy nawet jak na śmiertelne standardy. Gorzej że nie każdemu wilkołakowi zaraz po buncie dało się uświadomić, że udział własny w hodowlach futrzatych stworzeń był zerowy... Z niektórymi wampirami też się nie dogadywała... I teraz korzystając ze znanego frazesu, Zakon Smoka upadł i ten głupi ryj rozwalił, a temu należało dopomóc. O ludziach nie wspominając... tak więc w sumie niewiele się zmieniło i Adrienne robiła to co dotychczas: (nie)żyła, walczyła, majątek pomnażała i ponure zamczysko kolejnymi trofeami przyozdabiała. Jednak co warto wspomnieć to fakt, że Europa powolutku przestawała jej wystarczać, a swój wzrok domniemana Niemka poczęła kierować ku zarówno Bliskiemu jak i Dalekiemu Wschodowi, w końcu rycerstwo to nie jedyna formacja z którą mogła skrzyżować miecze, a janczarzy czy też samuraje zdawali się jawić jako całkiem nieźli przeciwnicy... więc tak, do Arabów miała blisko, z kolei do Azjatów dostała się dzięki wyprawom Portugalczyków.

Okres formowania się wampirzych rodzin ją ominął, leciwa z niej jednostka, niepowiązana specjalnie z innymi tego typu więziami, więc takie ekscesy niewiele do jej życia wniosły. Widziała to jak nic więcej niż typowe dworskie rywalizacje, jedynie o zabarwieniu nadnaturalnym, gdyż zawsze chodziło o to samo... władzę, bogactwo i wpływy. Ekhem, nie wyklucza, że nigdy nie miała w tej pajęczynie powiązań swojego udziału, czasem interesy jej bywały wspólne z cudzymi i warto było połączyć siły, lecz nie wiązała się z żadnym rodem na stałe.

Lecz nawet i ona miała, jak by to ująć, kryzys wiary? Ta sama potrawa spożywana co dzień i przez wiele lat stawała się mdła, wręcz mogła powodować odruch wymiotny. Tak samo i z jej życiem, brakowało jej... hmm, czegoś? Odmiany? Dalekosiężnego celu? Trudno to określić... w każdym razie tu chyba był powód dla którego pomogła Eusebio z jego Der Vampir-Allianz. Cóż, to i fakt, że byli w bardzo bliskich, kto wie czy nie bardziej niż przyjacielskich, relacjach z Pascalem, więc Adrienne nie miała powodu aby nie pomóc staruszkowi z jego kaprysem. Heh, tak przynajmniej to wtedy widziała, a że trzyma się ten zamysł po dziś dzień... Cóż, organizacja i dobre przywództwo robi swoje. Nie jej zasługa, nie ma w tym projekcie fundamentów i belek nośnych, jedynie parę cegiełek tu i ówdzie... Jak by to ująć delikatnie, ona tam tylko sprząta. Mówiąc wprost, jest łowczynią, w końcu na rozlewie krwi zna się całkiem nieźle. Co nie zmienia faktu że potrafiła czasem zaleźć za skórę przełożonym... cóż, zazwyczaj nie podważa decyzji przełożonych ani nie stosuje środków rozwiązywania problemów będących nieetycznymi, nawet wśród wampirów. Tylko że... no właśnie, bywają chwile w których balans na krawędzi jest delikatnym określeniem, metod rozwiązywania kłopotu lub niesubordynacja. Niespecjalnie trzyma też język za zębami, gdy któryś wysoko postawiony i napuszony urzędas, dla dupka z dowolnej sekcji to dobre określenie, wyrabia się na nieskazitelne bóstwo które winę za własne niepowodzenia zrzuca na wszystkich. Z resztą tyczy się to i innych sfer, bo pamięta, jak komuś, bodajże z uczonych, soczyście przywaliła za molestowanie bogu ducha winnego ghula płci pięknej. Powiedzmy że są zachowania na które ma niepunktowaną alergię. Idąc dalej i odchodząc od powyższego, są też czyny, które od strony Adrienne nie będą miały miejsca... jakie? Tajemnica służbowa. Każdy ma jakieś wewnętrzne ograniczenia i zasady którymi się kieruje, niezależnie od tego kim jest i co robi.
Tak czy owak wzięła do serca pewną dewizę, a może raczej przysłowie ś. p. Machiavelli'ego: lepiej budzić strach niż być kochanym. W tym wypadku kochaną, ale szkoda psuć i tak lekko zmieniony w piśmie oryginał.  Heh, to wyjaśnia, dlaczego tak lubi mundur SS...


ZALETY

○ Przekonywująca [-4]
○ Wyczulona [-3]
○ Wytrzymała [-4]

WADY

○ Lęk - utrata bliskiej sercu osoby [+1]
○ Psychopatka - koszmary senne, depresja [+2]
○ Smakoszka - krew mężczyzn, syntetyki [+1]
○ Wrażliwa [+1]

UMIEJĘTNOŚCI (nie dotyczy ludzi i wilkołaków)

○ PRĘDKOŚĆ: Akceleracja - poziom 4 [-10]
○ PRĘDKOŚĆ: Przyspieszenie [-9]
○ TELEKINEZA: Telekineza - poziom 4 [-10]
○ PRZEMIANY: Zmiana stroju - poziom 1 [-1]

JĘZYKI

○ niemiecki - 5/5
○ francuski - 5/5
○ angielski - 5/5
○ hiszpański - 4/5
○ rosyjski - 4/5
○ włoski - 4/5
○ węgierski - 3/5
○ łacina - 3/5
○ japoński - 3/5
○ polski - 2/5
○ holenderski - 2/5
○ chiński- 2/5
○ arabski - 2/5
○ szwedzki - 2/5
○ turecki - 2/5






Ostatnio zmieniony przez Adrienne von Casteberg dnia Sro Sie 30, 2017 7:12 pm, w całości zmieniany 11 razy
Powrót do góry Go down

avatar

Rola / pozycja :
Główny Administrator

Wiek :
Nie dotyczy

Multikonto :
Nie dotyczy





PisanieTemat: Re: Adrienne von Casteberg   Nie Maj 28, 2017 10:55 am

Akceptacja Karty Postaci
Twoja karta została zaakceptowana. Możesz już rozpocząć grę fabularną! Pamiętaj jednak o stworzeniu Informatora i Korespondencji. W razie pytań, napisz do kogoś z ekipy. Życzymy miłej gry na Into Darkness!
ILOŚĆ POZOSTAŁYCH PUNKTÓW: 0
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: ☦ Rozkoszuj się ciszą ☦ :: Dział postaci :: Zaakceptowane :: Kobiety :: Adrienne von Casteberg-
Skocz do: