Elizabeth "Lizzie" Hunt
Regulamin
Przewodnik
Wizerunki
Rasy
Grupy
Kostka
Sklep
Nieobecności
Kto zagra?
Wezwij MG
Pytania
Forumowa Wiki
Zamówienia

Share | 
 

 

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 




Gość

PisanieTemat: Elizabeth "Lizzie" Hunt   Nie Paź 22, 2017 7:27 pm

Elizabeth „Lizzie” Hunt

Pauline Hoarau

WIEK POSTACI (data urodzenia): 03.01.1995 (22 lata)
RASA: Wilkołak
PATRONAT: Nów
L'ENFANTS AU CLAIR DE LUNE: Nie


Jedyna córka państwa Hunt, przyszła na świat trzeciego dnia stycznia w 1995 roku. Wychowała się z dwójką starszych braci; Peterem (o rok starszym) i Jackiem ( o cztery lata starszym). Cała piątka mieszkała w niedużym mieście, kilka kilometrów od morza. Wiodło się im dobrze, nigdy bowiem nie narzekali na brak pieniędzy. Każdy szanował jej rodzinę,  podawano ją jako wzór. Prawda nie była taka kolorowa – ojciec często bywał agresywna, a każda rzecz, nie po jego myśli, doprowadzała go do furii. Krzyki, awantury i bicie zdarzały się dość często, a jedynym kogo kochał, okazała się mała Lizzie, na którą nie podnosił ręki, a przynajmniej do czasu.

18.03.2003r.
Kochany pamiętnicku!
Wczoraj, gdy wracałam dzisiaj ze szkoły, dowiedziałam się bardzo, bardzo dziwnych rzeczy! No bo do szkoły przyszła pani psycholog i ona zaczęła nam opowiadać te dziwne rzeczy, że to niby nie jezd  jest normalne, aby rodzice nas bili! No może tata mnie nie do końca bije, ale to się chyba też tyczyło Petera i Jacka?  No chyba tak, oni też są jeszcze dzieciakami (chociaż Jack temu zapżecza zaprzecza). I tak nad tym myślałam i myślałam, i myślałam. Weszłam do domu z mamą i to słyszę! Peter krzyczał! Mama zignorowała, ale to normalne, ale wtedy ja sobie przypomniałam słowa tamtej pani i pobiegłam do Jacka. Tata go bił! Pani Psycholog mówiła, że trzeba jakoś reagować, ale w jaki sposób to nie wiem, bo przestałam jej słuchać (no bo przyjaciółka pokazała mi wtedy swój nowy długopis, a on był taki śliczny!). Tata na mnie spojrzał i kazał wyjść, ale skoro pani Psycholog kazała zareagować, to zareagowałam i zasłoniłam brata. Ale tata chyba nie za bardzo zrozumiał co się dzieje, bo miał sobie pójść i powiedzieć, jaka to ja jestem grzeczna, a tymczasem uderzył mnie! Ale zachowałam się bardzo dzielnie, bo przewróciłam się i uciekłam z płaczem do swojego pokoju. No i siedziałam w tym pokoju, a po chwili przybiegli bracia! Zaczęli mnie przytulać i łaskotać i tak mi się śmiać chciało, ale wciąż czułam, jak mnie boli policzek, a to nie było takie fajne.
No i następnego dnia, to znaczy dzisiaj, gdy się obudziłam, słyszałam, jak Jack się kłóci z tatem, ale nie był bity, więc zaczęłam tylko podsłuchiwać. Jack coś tam mówił o policji, o biciu i coś tam o matce, ale niezbyt rozumiałam. Ale tata w końcu powiedział, że jest nieźle rozszczekany, jak na dwunastolatka. No i go uderzył. Pomyślałam, że powinnam tam pobiec i też go zasłonić, jak wcześniej, ale ja nie mogłam. Wystraszyłam się i nie mogłam ruszyć. I taaaaaaaak mi teraz głupio, teraz siedzę sobie w pokoju i myślę, jak przeprosić Jacka.


Od tego wydarzenia, ojciec stał się na nią bardziej cięty, matka jeszcze bardziej ignorowała, lecz bracia ją bardziej wspierali. Minęły trzy lata i nic nie wskazywało na zmianę. Lizzie straciła cały optymizm i dobry humor, do domu wracała przygnębiona, mimo że bracia starali się ją za wszelką cenę pocieszyć. I wtedy stało się to.

13.07.2006
Pamiętniku.
Dawno tu niczego nie napisałam, lecz to dlatego, że wszystkie dni były takie same. Gdy tylko dowiedziałam się O TEJ rzeczy, przybiegłam tu. Muszę komuś opowiedzieć o tym, a rodzeństwu się boję, co jeśli mnie nie zrozumieją? Siedziałam i robiłam zadanie domowe i wtedy przyszedł tata. Pomyślałam sobie; „co ja znowu źle zrobiłam?” i myślałam, że zaraz rozpocznie się awantura, ale on tylko usiadł naprzeciwko mnie, milczał, milczał i milczał, a ja bałam się na niego spojrzeć. No ale przemówił, jego głos był dziwny. Taki bez emocji. Powiedział, że mama miała wypadek i go nie przeżyła. No to wtedy uciekłam. Nikomu nigdy nigdy nigdy nigdy nie powiem, że się ucieszyłam. Może coś się zmieni?


Miała rację – zmieniło się. Ojciec przestał ich bić, skończyły się wrzaski i awantury. Lizzie znów zaczęła tryskać energią, bracia też stali się szczęśliwsi, co prawda, to na najmłodszą spoczęło większość obowiązków, lecz rodzeństwo jej pomagało. Elizabeth pragnęła, aby wszystko tak pozostało, skoro czuli radość, to czego chcieć więcej?
Jednak nic nie może wiecznie trwać, a ludzie się zmieniają – na gorsze lub lepsze.

08.08.2009
Witaj ponownie, pamiętniku.
Dziwnie się czuję, pisząc tu, w końcu mam już całe czternaście lat! Jednak ludzie zaczynają mi mówić, że od kilku miesięcy stałam się nieobecna, a oczy straciły dawny blask. Znajomi zachęcają mnie, abym zaczęła im opowiadać, co się stało, ale ja nie mam na to siły, więc ucieszyłam się, gdy podczas szperania w szufladzie, znalazłam ciebie, pamiętniczku. Pamiętam, jak kiedyś się cieszyłam, mogąc wypisać swoje żale, niesamowita ulga, naprawdę.
Ostatnie pół roku to k a t a s t r o f a. Jack poznał pewną dziewczynę, zakochali się. Z początku cieszyłam się jego szczęściem, przecież życzyłam mu tego z całego serca! Gdyby tylko przez to nie zapomniał o nas. O mnie i Peterze. Co najgorsze, zaczął mi przypominać ojca. Na początku chamskie odzywki, później ignorowanie, a następnie kłótnie. Petera boli to chyba bardziej ode mnie, lecz on nic po sobie nie ukazuje. Staram się go pocieszać, jak kiedyś on mnie, ale on też się ode mnie odsuwa. Myślałam, że wszystko się poprawi, ale tak się nie stało.
W przeddzień jego osiemnastki pokłócił się z ojcem. Takiej awantury dawno nie było. I stało się. Jack uderzył ojca, a ten mu oddał. Na szczęście – Peter w porę zareagował, nim doszło do poważnych obrażeń, ale…
Odszedł. Spakował do walizki swoje rzeczy i odszedł. Próbowałam go powstrzymać, nic to nie dało. Dzwonię do niego każdego dnia, lecz nie odbiera.
Co robić? Co ja mam zrobić?
Ojciec znów zaczął być taki, jak przed wypadkiem. Zaczął mnie i Petera ograniczać, zero wychodzenia poza dom, chyba że do szkoły i znów doszło do rękoczynów.
I wiesz co, Pamiętniczku? Napisanie tego, nie pomogło.


Mimo wszelkich starań, Lizzie nie udało się odnaleźć brata, a tymczasem Peter całkowicie się w sobie zamknął. Tracąc jednego z nich, straciła obu. Nie miała siły, aby przeciwstawić się ojcu.
Lata mijały, gdy miała siedemnaście lat i Peter odszedł, została sama z tyranem. Lecz wtedy zmieniło się w niej jedno, znalazła w sobie maleńką iskierkę buntu, którą zamierzała rozpalić. W nocy wymykała się z domu i wracała nad ranem, czasami zostawało to zauważone, czasami nie. To właśnie ten rok, 2012, uznała za swój szczęśliwy. Poznała ludzi, którzy nigdy by jej nie zostawili, a tak przynajmniej myślała. Znalazła hobby, które dawało jej wiele radości i dodatkową pracę, w której mogła sobie zarabiać, a pieniądze odkładała, przecież nie mogła być gorsza od swojego rodzeństwa i pragnęła opuścić dom, lecz wpierw musiała uzbierać pieniądze i skończyć szkołę.
W rok 2014 ukończyła szkołę, zdała prawo jazdy i uzbierała idealną sumę, aby móc wydostać się z tego kraju. W pierwszy dzień „wakacji” zaczęła pakować część rzeczy, niektóre musiała oczywiście zostawić. Nie mogła się powstrzymać, aby nie zabrać pamiętnika, w którym zapisała wszystkie swoje sekrety.
Kupiła bilet i poleciała do Hiszpanii. Czuła niewyobrażalne szczęście, poznawała język i kulturę. Wynajmowała mieszkaniu z paroma osobami, co jej w zupełności nie przeszkadzało, znalazła pracę w jakimś czasie i tam pozostawała do 2016 roku. Stwierdziła, że chce pozwiedzać inne kraje i być może kiedyś wróci do Hiszpanii.
Następnym krajem, do jakiego się udała, była Francja. Zwiedziła większość miejsc, które zwiedzić chciała i znalazła pracę, a potem swoją pierwszą miłość. Tego uczucia nigdy nie zapomni.
Grudzień 2016 wszystko zmienił. Poszła wraz ze swoim chłopakiem na randkę. W nocy, w parku. Wszystko było dobrze, do chwili, gdy poczuła niesamowity ból, a później nadeszła ciemność. Obudziła się w szpitalu, jej chłopak zmarł, lecz ona wciąż dziwnie się czuła, coś się zmieniło, lecz nie miała pojęcia co takiego, skąd mogła wiedzieć, że siedzi w niej bestia? O tym przekonała się dopiero miesiąc później, w styczniu 2017 roku, wtedy to właśnie się przemieniła.
Z początku niedowierzała, wciąż odczuwała ból po utracie ukochanego, ale jako wilkołak poczuła się naprawdę wolna, jakby ktoś zerwał z niej łańcuchy, które ją więziły przez cały czas. Nie uznała tego za klątwę, mimo że początki bywają ciężkie, a przemiany nie należą do najłagodniejszych. Zmieniło się jej też podejście do wiary, wcześniej nie była zbyt religijna, lecz teraz miała ochotę uciekać, gdy tylko zobaczyła Kościół. Kto wie, może to tylko efekt przejściowy?

WADY

○ Znamię Kaina


UMIEJĘTNOŚCI

NA RAZIE NIEDOSTĘPNE

JĘZYKI

○ Angielski - ojczysty
○ Francuski - zaawansowany
○ Hiszpański - zaawansowany

Powrót do góry Go down

avatar

Rola / pozycja :
Główny Administrator

Wiek :
Nie dotyczy

Multikonto :
Nie dotyczy





PisanieTemat: Re: Elizabeth "Lizzie" Hunt   Pon Paź 23, 2017 7:17 pm

Akceptacja Karty Postaci
Twoja karta została zaakceptowana. Możesz już rozpocząć grę fabularną! Pamiętaj jednak o stworzeniu Informatora i Korespondencji. W razie pytań, napisz do kogoś z ekipy. Życzymy miłej gry na Into Darkness!
ILOŚĆ POZOSTAŁYCH PUNKTÓW: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: ☦ Rozkoszuj się ciszą ☦ :: Dział postaci :: Zaakceptowane :: Kobiety :: Elizabeth „Lizzie” Hunt-
Skocz do: