Raphael Samhain von Schwarzenstein
Regulamin
Przewodnik
Wizerunki
Rasy
Grupy
Kostka
Sklep
Nieobecności
Kto zagra?
Wezwij MG
Pytania
Forumowa Wiki
Zamówienia

Share | 
 

 

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 




Gość

PisanieTemat: Raphael Samhain von Schwarzenstein   Pon Paź 09, 2017 10:46 pm

Raphael Samhain von Schwarzenstein

Jackson Rathbone

WIEK POSTACI (data urodzenia): 497 (06.04.1520)
RASA: wampir
DATA SPOKREWNIENIA: 1545
RODZIC: Sadaf
STANOWISKO: uczeń
ZNAKI SZCZEGÓLNE: lekko kuleje, gdy za bardzo się zmęczy (nie zdarza mu się to w formie zwierzęcej)




Born to be epic...

"Według wierzeń rdzennej ludności Kalifornii, srebrne lisy wyłoniły się z mgły i stworzyły ziemię, po czym zmieniły się w ludzi."

A potem znów nauczyły się przybierać formę pierwotną.
Nie będę się sprzeczał.

Od zawsze miałem te sny... Leżę w trumnie i nie mogę się ruszyć. Zawsze... Widziałem siebie jak szamoczę się jak zwierzę... nie mogę oddychać... Ale nie umieram... Nie czuję tego... Nie czuję śmierci... Potem uczestniczę w swoim pogrzebie. Potajemnym, w środku nocy... Słyszę szepty najbliższych, którzy ponaglają się na wzajem. "Ksiądz zakazał chować na cmentarzu" - mówi lękliwie moja żona. "On nie zrobiłby tego sam... Nie odebrałby sobie życia." - upomina ją moja matka. Stare, spracowane ręce oddają mi ostatnią posługę... dba o to, bym właściwie rozstał się z tym światem, skoro z życiem nie potrafiłem. Obecna przy moich narodzinach... Oddająca ciało ziemi. Moja kochana matka. Jest mi siebie tak bardzo żal i czuję wyrzuty sumienia. Moją trumnę taszczą same kobiety... Po mojej śmierci - kto się nimi zajmie? Kto się nimi zaopiekuje?

To tylko jedna z wielu wizji, które nawiedzały mnie w półśnie... ta najczęstsza, która stała się moją obsesją... aż do wiosny 1545.


Rok 1520, północne Włochy
6 kwietnia. Na świat pcha się chłopiec. Drze się w niebogłosy, jakby już wtedy otrzymał od wampirzych niebiosów wizję własnej, bolesnej śmierci. (Tego samego dnia umiera słynny malarz - Rafael Santi, co w późniejszym czasie będzie miało znaczenie dla tej historii). Chłopiec ma to szczęście, że rodzina jest szlachecka. Jest oczkiem w głowie rodziców. Jedyny żyjący męski potomek. Ostatni potomek. Wychuchany i wydmuchany. Poprzedni jego bracia nie dotrwali do szesnastych urodzin. Jeden zmarł na zapalenie płuc, drugi zginął w honorowej walce, trzeci udusił się we śnie, czwarty utopił... przetrwały tylko cztery siostry i on... na którego barkach spoczęła dbałość o rodzinę. Nie dziwi zatem nic, że gdy minął 6 kwietnia 1536 roku wszyscy odetchnęłi z ulgą, że klątwa została przełamana. Nie bardzo udało mu się przeżyć, ale to tylko techniczny szczegół, do którego dojdziemy.


Dziś mamy rok 2017 i doskonale wiem co się z nimi stało.... i nie chcę o tym wiedzieć... nie chcę pamiętać. Niepamięć jest jak błogosławieństwo. Nie potrafię niepamiętać... chociaż udaję, że tak właśnie jest. Udaję całkiem nieźle... wszyscy, a przynajmniej większość mają mnie za wioskowego głupca. Niestety zbyt boleśnie przekonałem się, że lepiej uchodzić za gorszego brata niż lśnić jak gwiazda na nieboskłonie. Osobiście uważam, że nic mi nie brakuje... ale najwidoczniej chętnie wrzucony na samo dno tej zbrakowanej szuflady nie mogę się z niej wydostać... a może wręcz jest mi w niej w jakiś sposób wygodnie... Nikt nie spodziewa się po mnie nie wiadomo czego... A w życiu... zwłaszcza po śmierci wcale nie miałem łatwo... zwykle pod górkę...

1520-1545, północne Włochy
Życie Rafaela (takie imię przybrał po przemianie... wspominanie ludzkiego imienia jest zbędne, a do tego dlaczego "Rafael" jeszcze dojdziemy) było typowe dla szlachcica średniej szlachty we włoszech. Gdy skończył 20 lat poślubił piękną i bogobojną Isabelle, która dała mu trzech synów. Przygarnął i utrzymywał swoją matkę - wdowę i cztery siostry, które nigdy nie wyszły za mąż. Może Rafael za mało na to nalegał? Sam nie był specjalnie utalentowanym zarządcą. W tym specjalizowała się najstarsza z sióstr. Nieco młodsza kochała zwierzęta i miłością tą zarażała brata. Dzięki jej trosce i cierpliwości mogli pochwalić się wspaniałymi końmi. Młodsza od niej, podobnie jak Rafael była utalentowana w kierunku artystycznym. Potrafiła pięknie śpiewać i rysować. Najmłodsza interesowała się przyrodą. Żadna z nich nie mogła sobie wyobrazić zarzucenie własnych zainteresowań, by zajmować się domem, dziećmi i mężem. Rafaela trochę to przerastało.


Na czym to ja skończyłem? Ach, tak. A w życiu... zwłaszcza po śmierci wcale nie miałem łatwo... zwykle pod górkę...Począwszy od tego, że moja wampirza matka nie zdążyła mi powiedzieć wiele na temat bycia wampirem... poprzez to, że na własnej skórze doświadczałem tego, co dla wampira jest be... wliczając w to wielkie polowanie na wampiry... i wchłonięcie mojej nieskromnej osoby w struktury Sojuszu... czy jak oni się tam zwią.

1545, noc przemiany
Chciał ze sobą skończyć, ale nie miał na tyle odwagi. Wtedy usłyszał jakieś zamieszanie. Pojmali jakąś kobietę w ciemnej uliczce. Ten instynkt obrońcy był w nim silny... w końcu opiekować się tak liczną gromadką kobiet - trzeba było mieć oczy dookoła głowy. Chciał ją ratować i... być może przy okazji zginąć. Była by to godna śmierć. Zamiast tego łowcy schwytali i jego sądząc, że jest pod działaniem Sadaf. Długo go torturowali, by się wyrzekł diabła. Ale kogo miał się wyrzekać? Sadaf? Nawet jej nie znał. Minęło trochę czasu, nim się zorientował kim ona była... Błędem ludzi było, że umieścili ich cela przy celi... Sadaf mogła się wzmocnić jego krwią. Nie protestował... nawet mu się to podobało... Nim jednak udało jej się uciec nastał dzień... Gdyby zdołała uciec... z całą pewnością wróciła by po niego... Była dobra. Może mieliby szansę zacząć to wszystko jak trzeba... Nie zdołała jednak uciec w odpowiednim czasie. Ludzie przyszli i wzięli krew Sadaf... dużo krwi... a potem wystawili ją na słońce, bo... nie była już im potrzebna. W końcu mieli oddanego jej sługę... z przypadku... Rafael widział spektakl ogni... do dziś ta scena, która nim wówczas wstrząsnęła prześladuje go w jego wizjach... Widział to, bo go do tego zmusili. Nie, nie przestraszył się diabła. Żal mu było kobiety. A potem zmusili go do wypicia jej krwi... i zabili. Bestialskie średniowiecze...

noc przemiany i setki... tysiące kolejnych nocy

A potem, jak miał się przekonać na własnej skórze - oprawcy go przemienili... w wampira... Więzili długo i badali... Karmili krwią kozła... i naśmiewali się... Nie wiadomo, czy miał to szczęście, że żarty im były w głowie... bo niczym innym by się nie nasycił... czy dlatego, że pijał tylko taką krew - innej nie był w stanie przyswoić tak jak tej parzystokopytnych zwierząt.
Przemienili go w wampira wbrew woli jego i jego matki... A on wraz ze śmiercią dostrzegł cel w swoim życiu... miał po co żyć... by się stamtąd wydostać. Przez te lata nauczył się jak sprawiać wrażenie obłąkanego... i że to popłaca. Odkrył, że potrafi zmieniać postać. Początkowo była to salamandra... trenował dalej... nieustannie... zawsze, gdy był sam... a nie eksperymentowano na nim przez cały czas... miał dużo czasu na snucie planów... na rozmyślania... na planowanie ucieczki... To też w tym czasie nauczył się tajników kontrolowania umysłów... i wszystkich innych sztuczek, którymi potrafi się posłużyć. W zamknięciu spędził przeszło 40 lat... a może 80? Czas w pewnym momencie dla niego się zatrzymał, a potem nagle się w nim przeniósł... aż w końcu ponownie zobaczył wizję własnego pogrzebu... i stwierdził, że jest gotów... następnego wieczora, gdy dziewka służebna przyniosła mu posiłek... użył wszystkich dostępnych mocy by się wydostać... i tyle go widziano. Cokolwiek na nim testowano (przeważnie regenerację i sposoby zadawania ran wampirom) - nie zdradził się z posiadanymi mocami. Wiedział, że utrzymanie ich w tajemnicy podczas drobnych bitew gwarantuje zwycięską wojnę... o odzyskanie wolności. Wygrał.

1627-1847
Dopiero zaczął żyć... Na nowo budować swoje życie... Opuścił Włochy... jeździł po świecie... dorabiał się. Zainteresował się sztuką... przez przypadek... Przed wyjazdem z Włoch odwiedził grób Rafaela Santi i zainspirowany inskrypcją:
„Tu spoczywa Rafael.
Bałem się tego, co niezgłębione,
pokonałem zwyczajne,
wielkim równy,
tylko śmiertelne zmarło ze mną”.


nazwał siebie Rafaelem. Przez wieki zmieniał nazwiska. Jednak ich brzmienie nawiązywało do czarnej barwy przybieranych form zwierzęcych lub kamiennej celi, która go ukształtowała. W świecie wampirów znany jako Raphael Samhein - z racji swoich zainteresowań kulturą, sztuką i językami półwyspu skandynawskiego.

W roku 1847 osiadł w Niemczech i w 10 lat później natknął się na Sojusz. Do przyłączenia się skłoniło go względne bezbieczeństwo egzystencji jakie oferował.

Z tym ostatnim miałem najgorzej. W Alianzie tkwię od 1857... i cały czas usiłuję ich przekonać, że pożytek ze mnie marny. Szczycę się głupimi pomysłami i osobowością idiotyczną... Doprawdy nie wiem czemu oni mnie tam jeszcze trzymają. Albo nikt się bardziej na nadwornego błazna nie nadaje (w to akurat wątpię... są lepsi ode mnie. Nawet palców przy wszystkich kończynach by mi zbrakło, by ich zliczyć)... A może po prosu lubią od czasu do czasu usłyszeć prawdę.... od kogoś, kogo nikt nie weźmie nigdy na poważnie. Grzeję d&*$ko w instytucie... jako wieczny uczeń. Mam durne pomysły... biegam na golasa uciekając przed gryzoniami... i staję na głowie, by wymyśliać coraz to bardziej absurdalne ekstrawagancje, żeby się ode mnie odchrzandolili... Niestety z idioty mam tylko zestaw idiotycznych min... i kolekcję złotych myśli, które zbieram z nieautoryzowanych wycieczek po całym świecie. Ludzie to nieskończone źródło inspiracji... Niektóre niedorzeczności wymagają oczywiście dostosowania, by pasowały na nasze nieśmiertelne podwórko.... ale póki co - daję sobie z tym radę.... Możesz mi śmiało mówić doktorze.
Mogę tak nawijać w nieskończoność... Nawijkę mam niezłą. Chciałoby się powiedzieć - po matce.... ale żadna z nich taka nie była... No dobra... Sadaf poznałem zbyt późno, by to stwierdzić, ale... znam ją z opowieści innych... W głównej mierze z tych podsłuchanych opowieści... Zabawne jak wiele jesteście w stanie mówić za moimi plecami... wy małe, niegrzeczne ludziki...

Jestem pacyfistą i weganinem. Przynajmniej na pierwszy rzut oka... na drugi już tylko wegetarianinem... Upodobałem sobie parzystokopytne... Przynajmniej mogę zrozumieć czemu Eusebio nie toleruje Arabów. Ja mam zawsze swoje stadko w pobliżu. Nie wadzi mi ono.... może nie bardzo pasuje do całokształtu i capię na odległość kozłem ofiarnym.... ale nic nie bierze się bez powodu... Znaczy mógłbym jeść tego syntetyka i być veganinem pełną gębą... tylko po co? ja się pytam... To jest za mało ekscentryczne...i zupełnie do mnie nie pasuje... Jestem wampirem, a nie szczurem laboratoryjnym.... chociaż może i takim byłem w początkach swojego życia... przecież nie od razu wam wszystko wyśpiewam... i nie każdemu. Właściwie o najwcześniejszym okresie mojego wampiryzmu nikt nie wie... może się jedynie domyślać, bo ja o tym nie mówię... i nie mówiłem... i nie mam zamiaru. Niby "ogry są jak celuba", ale w przeciwieństwie do innych ogrów nie potrzebuję zrozumienia, współczucia ani innych pierdół... To ten z tematów, na który gdy chcesz ze mną pogadać napotykasz na ścianę oporu i nieustanną zmianę tematu i rozległe dygresje... Sory... autocenzura itp.,

Nie w głowie mi romanse. Nie znam się na tym. Nie interesuje mnie to. Nie próbój, bo nie warto. Czasem się tam z kimś przespaceruję rąsia w rąsi przy świetle księżyca na odczepnego... poślipiam w te ślipia i powiem coś na tyle głupiego, że dostanę w twarz... i zostanę sam pod niebem tkanym z gwiazd. Siądę na murku i pobujam nogami... Kto w życiu miał idealną relację wie, że żadne inne podróby, choćby najbardziej błyszczące jej nie zastąpią... nie obniżą poprzeczki, a wręcz ją podniosą... No mój ideał już nie żyje...więc... ale przeszłość namaściła moje oczy i... widzę swoją wczorajszą tęsknotę... i pogłębia się ona bardziej... idealizuje ten obraz wczoraj... z imaginacją nie wygrasz... nie ta liga.

No dobra... mam kilku swoich ulubieńców... do nich czasem przemawiam w głowie... czasem we własnym imieniu, co robię niezmiernie rzadko... a czasem udaję ich głos wewnętrzny... sumienie. Zabawa fajna... zwłaszcza, gdy się nie skapną, że to ja. Trochę mi zajęło, by nauczyć się to robić gładko, ale było warto.

Jestem idealnym towarzyszem na imprezę. Mam zawsze idealnie dobrany strój do twojego... dodajmy do tego, że nie wstydzę się obciachowych kubraczków - jelonki na rykowisku czy Teletubisie... marka sama w sobie. Ponoć w kolorach mi do twarzy... ja tam wierzę na słowo. No i chyba to działa na plamy po żarciu? Także ten... funkiel - nówka, nie śmigana.

O sobie mogę jeszcze dorzucić (poza tym, że mogę tak do rana się chwalić), że lubię trochę wpływać na innych. To w sumie też jest sekret. Nikt nie powienien o tym wiedzieć. To wygodna i przydatna umiejętność... Kto wie... może jak wystarczająco dużo poświęcę jej czasu - rozkwitnie w moich dłoniach?

Ogólnie, to dobrze mi z łatką wiecznego uczniaka... obijam się po budnynku... tu coś usłyszę, tam coś usłyszę... coś sam podszepnę. Plotka rodzi plotkę... zabawa trwa w najlepsze.

Znam wiele wampirów i chyba nie ma takiej osoby w Alianzie, która by chociaż nie kojarzyła mnie. Ludzi i ghule też zanm. Nie każdy wampir zwraca na nich uwagę... Ja zwracam. Dzięki nim świat mnie nie zostawia w tyle... i kto wie - może kiedyś zostaniemy kolegami z jednej, uczniowskiej ławy... gdy już ktoś się zdecyduje ich włączyć do naszej krwawej rodzinki. Lubię się bawić w eksperymentowanie, mieszanie różnych substancji w fiolkach... i czasem coś wybucha. Spokojnie - ubezpieczenie to pokrywa... z tej strony też może mnie kojarzyć większość. Poza tym z nieukrywaną przyjemnością i całkowicie nieodpłatnie tłumaczę z każdego znanego mi języka, jeśli mnie o to ktoś poprosi oraz udzielam rozległych odpowiedzi na temat historii krajów i ludów mieszkających w Skandynawii. Daję się też łatwo namówić na wspólne muzykowanie i zajęcia kreatywne. Mogę ci podarować na urodziny skrapka (autor nie wie co to, ale Rafael sobie poradzi).

Z zamiłowania jestem kolekcjonerem. Przede wszystkim są to srebra. Zastawy i klejnoty. Te postarzane przez wampiry też kolekcjonuję. Chociaż oko mam w tym wprawne. Te mniej autentyczne rzeczy po okresie karencji odsprzedaję... autentyki trzymam w swoim prywatnym lofcie. Sam też produkuję podróby... no to dlatego czasem coś mi wybucha... lubię przedobrzyć...
A że w czasie II wojny udało mi się zgromadzić ciekawą kolekcję dzieł uznanych obecnie za zaginione... o tym nie wspominamy.


1857-obecnie
Mieszka w Berlinie. Rezyduje w siedzibie Sojuszu, ale w mieście... na jego obrzeżach ma swój prywatny kąt - loft, w którym przyjmuje swoich osobistych gości. W wiosce pod Berlinem ma gospodarstwo rolne, w którym zatrudnia ludzi. Hoduje kozy. Wiadomo - ma z tego jakiś dochód, ale przecież nie po to je trzyma...

Angażuje się w zwalczanie łowców... chociaż nikt nie zna prawdziwych i osobistych powodów, dla których jest tak bardzo w te działania zaangażowany... bo jak nie wymówisz magicznego słowa "łowca wampirów" to on jest łagodny jak baranek... można się co najwyżej domyślać... znaczy - wszyscy wiedzą, że ich ofiarą padła Sadaf... ale też nikt nie jest głupi - wampiry potrafią liczyć... no i ta jego znikoma wiedza o matce... mogą się jedynie domyślać jego trudnego dzieciństwa... to chyba tłumaczy jego ułomność...

Biegam z aparatem i cykam fotki... lubię dokumentować życie w biurowcu. Jestem autorem surrealistycznej kroniki dziejów... znaczy wpadek, hał i skandali... ale pokazuję ją tylko tym, którzy mają zbliżone do mnie poczucie humoru... i trzymam w sejfie... w swoim biurze... za oryginałem Madonna Della Sedia - no dobra... ten sam namalowałem... ale starałem się oddać autentyczność kolorów dobierając podobne barwniki... to było najtrudniejsze.



ZALETY

○ Ludzki (-4)
○ Wizjoner (-5)

WADY

○ Smakosz (+1) (parzystokopytne i syntetyk)
○ Kulturalny (+2)

UMIEJĘTNOŚCI

○ Władca zwierząt - POZIOM 3 (-6)
○ Zmiennokształtność POZIOM 3 (-6)
(salamandra czarna, lis srebrny, Kondor kalifornijski)
○ Oczy przeszłości POZIOM 3 (-6)
○ Kontrola umysłów POZIOM 2 (-3)
○ Telepatia POZIOM 1 (-1)
○ Metamorfoza POZIOM 1 (-1)
○ Rekonstrukcja POZIOM 1 (-1)
○ Nekromancja POZIOM 1 (-1)

JĘZYKI

○ niemiecki
○ włoski
○ języki północnogermańskie





Ostatnio zmieniony przez Rafael dnia Czw Paź 12, 2017 7:38 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

avatar

Rola / pozycja :
Główny Administrator

Wiek :
Nie dotyczy

Multikonto :
Nie dotyczy





PisanieTemat: Re: Raphael Samhain von Schwarzenstein   Czw Paź 12, 2017 7:49 pm

Akceptacja Karty Postaci
Twoja karta została zaakceptowana. Możesz już rozpocząć grę fabularną! Pamiętaj jednak o stworzeniu Informatora i Korespondencji. W razie pytań, napisz do kogoś z ekipy. Życzymy miłej gry na Into Darkness!
ILOŚĆ POZOSTAŁYCH PUNKTÓW: 0
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: ☦ Rozkoszuj się ciszą ☦ :: Dział postaci :: Zaakceptowane :: Mężczyźni :: Rafael-
Skocz do: