Sala konferencyjna - Page 2
Regulamin
Przewodnik
Wizerunki
Rasy
Grupy
Kostka
Sklep
Nieobecności
Kto zagra?
Wezwij MG
Pytania
Forumowa Wiki
Zamówienia

Share | 
 

 

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

avatar

Rola / pozycja :
Główny Administrator

Wiek :
Nie dotyczy

Multikonto :
Nie dotyczy





PisanieTemat: Sala konferencyjna    Pią Sie 25, 2017 4:27 pm

First topic message reminder :


Sala konferencyjna



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Paź 05, 2017 7:27 pm

Było sztywno i drętwo jak to często na takich spotkaniach bywało. A to dopiero początek! Eusebio na pewno nie wezwał całej tej śmietanki towarzyskiej aby wręczyć im podwyżki. Zapewne chodziło o jakąś grubą sprawę... i pewnie dość nieprzyjemną.
Przesiadując w pobliżu co ważniejszych urzędasów, Yin miał doskonały widok na to, co się działo w sali. A działo się sporo. Ktoś się obściskiwał, ktoś coś malował, inni się bawili telefonami... czyli myszy harcują, póki kota nie ma.
A skoro o kocie mowa. Stuknięcie w kieliszek wyrwało pana Shena z zamyślenia i skłoniło go do zwrócenia uwagi na Sonię. No tak, Szef Wszystkich Szefów miał się zaraz zjawić. A to oznaczało, że należało zająć miejsce i zachowywać się poważnie. Akurat z tym Yin nie miał żadnych problemów.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Paź 05, 2017 9:32 pm

Ghul panny Adrienne lubił być w ten sposób kuszony. Wszystko co było dobre dla ciała musiało być i dobre dla ducha... Ta gra mu się podobała... to tyle w temacie urzędniczych gier... a on chciał komukolwiek wmówić, że to nie było dla niego? Że to nie jego bajka? Obłudnik w ząbek czesany...
- Przecież nudzą cię grzeczni chłopcy... - w jego głosie dało się słyszeć lekki pomruk zadowolenia ze spotkania niegrzecznej urzędniczki. Duszne mury musiały być przytłaczające... musiało jej brakować przygód. ... powietrza? No oddychać to ona miała czym. W razie czego mógłby jej zafundować usta-usta. On taki bardzo pomocny był...
Dotyk jej delikatnej, zadbanej skóry wywoływał miłe doznania. Zaznaczyć w tym miejscu należy, że Dragomir niewielu kobietom pozwalał na takie subtelności.
- Urzędnicy zawsze są przygotowani na wiele ewentualności. - może w innym kontekście by to mogło źle zabrzmieć, ale w tym... gdy jego głos obniżył się jeszcze troszkę nabierając głębi, której zadanie było proste - sprawić, by jej zgrabne nogi przyprawić o drżenie... W sumie - jemu miejsce nie robiło różnicy. Mogła być i krypta.
Gdyby mógł czytać w jej myślach... Właściwie to nie musiał tego potrafić, by zgadywać o czym myślała... Takie myśli czuło się przez porządliwą drapieżność spojrzeń. Dobrze, że tu obecni zajęci byli swoimi sprawami. Oblizał się tylko lubieżnie po skraju warg reklamując przed Sonią swoje zdolności lingwistyczne, które skory był jej zademonstrować gdzieś pomiędzy jedną, a drugą...
To jeszcze było poważne spotkanie czy początek jakiejś większej orgi? Ekhem - Effie, Silla - jak wy się zachowujecie - tu są dzieci!
Podpowiedź Sonii przyjął z wdzięcznością, chociaż... na razie musiał się obejść smakiem jej uroczo zapowiadającego się towarzystwa. Wolałby je niż przynudzanie starych, zakurzonych pijawek, które z niewiadomych względów pozwalały im uczestniczyć w tych sympozjach. Odprowadził ją wzrokiem. Krew szybciej pulsowała w jego żyłach. Delikatnie poluzował kołnierzyk, przełknął ślinę i... starał się wrócić do tego bardziej przyziemnego tu i teraz. Z całą pewnością ciężko mu będzie pozwolić oczom, by nie widziały co skrywa się pod jej wyzywającym strojem...
"Dziękuję." - w te słowa ułożył się niemy wygłos jego niewypowiedzianych słów, gdy ponownie ich spojrzenia się skrzyżowały. Martwił się natomiast o Adrienne. Nie widział też Iriny. Czyżby coś się stało?
Pokerowa mina do niezbyt dobrego rozdania.
Powrót do góry Go down

avatar

Rola / pozycja :
Ulubienica tłumów

Wiek :
11 lat

Multikonto :
Żona Putina




http://intodarkness.forumpolish.com/t63-momoko#200
http://intodarkness.forumpolish.com/t93-informator#416
http://intodarkness.forumpolish.com/t95-dziennik#418

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Pią Paź 06, 2017 4:33 pm

Himeka uśmiechnęła się krótko, słysząc po angielsku, że jednak niemiecki, który powinien być ich głównym językiem, jest im nieznany. Niemalże od razu przeszła na angielski.
- Jestem Himeka - powiedziała niemal od razu, jednocześnie wyciągając do dziewczynki rękę. Szczerze mówiąc, mogłaby ją nawet przytulić, gdyby nie fakt, że obok nadal znajdował się Yeongho. Nie mogła także ominąć faktu, że jej dziecięca (?) towarzyszka okazała ból w tak oczywisty sposób. Gdyby Oda pozwoliła sobie na taką chwilę słabości, Zeami prawdopodobnie nie pozostawiłby na jej ciele nawet kawałka, który by nie bolał. Oj, znała jego sztuczki, wiedziała także, jak się zachowywać, więc w tamtym momencie przez jej mózg przeszedł kolejny, wyuczony impuls. Że tak być nie powinno.
Niedługo potem zjawił się kolejny ludzki sługa jej pana. Słysząc jego pytanie, Himeka od razu niemal przytuliła się do jego przedramienia, pokazując mu jednocześnie w uśmiechu rząd białych ząbków. Policzek przylgnął do rękawa mężczyzny, a ona sama pokiwała dwa razy głową.
- Tak, wszystko jest w porządku. To idziemy? - spytała, domyślając się, jakie plany miała jej (obecnie) ciocia. Ba, nawet nie czekała za bardzo na rozwój sytuacji, musiała działać, chociaż oznaczało to również odcięcie jej samej od tematu rozmowy. A Eusebio się zbliżał...
Pociągnęła delikatnie za rękaw sługi, po czym złapała, zupełnie bezpardonowo, za nadgarstek Chary. Nie puści, nawet, jeżeli znów okaże ból. Teraz liczyło się wypełnienie jej własnych obowiązków, zadowolenie Zeami. I nawet najgorsze bóle innej osoby nie sprawią, że Himeka zawiedzie, oj nie!
Jeżeli wszystko się udało, przy wyjściu dziewczynka obróciła się jeszcze tanecznie na pięcie, kłaniając się w pas Azjatce. Tylko na moment, tylko na chwilę, bo później znów cała jej uwaga skupiła się na postaci innego dziecka. Będzie musiała ją bardzo dokładnie wypytać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Pią Paź 06, 2017 5:34 pm

Chwila słabości? Ha! Gdyby to było takie proste... Najwidoczniej Himeka jeszcze nigdy nie poczuła, jak to jest być na głodzie krwi. Jej pan nigdy nie zwlekał z podaniem jej swojej. Ale to mogło się zmienić. Każdy kolejny dzień mógł być ostatnim dniem Zaemi. I co wtedy zrobi biedna, mała Azjatka? Jak sobie poradzi bez swojej ukochanej cioci, od której jest uzależniona nie tylko fizycznie, ale i psychicznie? Oj, to byłby dla niej straszny koniec. Jeszcze gorszy niż to, co przeżywała Chara. Dziewczyna jednak nie zamierzała jej tego uświadamiać. Nie wiedziała, co by wtedy Azjatka pomyślała o swoim losie.
- Tak, wszystko gra. To tylko przejściowe chwilowe- uśmiechnęła się do ludzkiego sługi. Również potrafiła być profesjonalistką jak Himeka. Tylko po co? Został jej niecały tydzień życia. W takiej sytuacji miała zasady w czterech literach. Wszystkie zasady!
- Nie jest moją panią. Nie jest nawet wampirzycą. Jak śmie mi rozkazywać?!- oburzyła się w myślach, gdy Himeka zaczęła ją ciągnąć w kierunku drzwi. Nic z tego kochana! Może i Chara była słabsza, ale nadal posiadała wystarczająco dużo siły na kolejną przemianę. W pewnej chwili jej towarzyszka mogła więc poczuć, że coś się zmieniło. Nie ciągnęła już innej dziewczynki, lecz stała obok małej, rudej wiewiórki. I jeśli Himeka nie zdążyła w porę złapać zwierzątka, to Chara szybko pobiegła w kierunku stołu i ukryła się pod nim, by tam w spokoju oczekiwać przybycia Eusebio. Do tego czasu nie pozwoli się wyrzucić z sali. Za bardzo jej zależało na rozmowie z zarządcą.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Pią Paź 06, 2017 6:21 pm

Himeka/Chara
Himeka miała spore trudności  z wyprowadzeniem osłabionej Chary, a to dlatego, że w pewnym momencie dziewczynka poddała się transformacji w rudą wiewiórkę. Aha, czyli już było wiadomo, jaką mocą dysponował Marcus – przemianą w zwierzęta na poziomie 4. Dlaczego Himeka miała prawo to wiedzieć? Chociażby na wzgląd specyfikacji nadludzi i ich dziedziczenia połowy wartości mocy od wampirzego Pana.
Rude zwierzątko czmychnęło, gdzieś pod stół. Wypłoszenie jej wymagało schylenia się pod stół, gdzie obecnie urzędowali łowcy.
Reasumując Himeka została w towarzystwie ghula swojej cioci. Mogła wrócić na miejsce lub próbować złapać wiewiórkę.
Chara pod postacią wiewiórki skutecznie umknęła uroczej Azjatce. Schowana pod stołem łowców miała idealny widok na stoły urzędników. Pytanie czy postanowi pozostać w ukryciu czy ruszy dalej.

Dragomir
Na szybko i na przyjemnie. Sonia puściła mężczyźnie oczko, po czym dała do zrozumienia, aby w trakcie spotkania pozwolić sobie na dyskretne wymknięcie się. Tajemne przejście znał. Niech wiedzą, że nie tylko Effie z Sillą potrafili się dobrze bawić…

WSZYSCY
Grupa nieśmiertelnych, mniej nieśmiertelnych i śmiertelnych całkowicie w końcu się doczekała. Echo otwieranych drzwi rozeszło się po wielkiej Sali. Oczy wszystkich ludzkich sług zwróciły się w stronę dumnego zarządcy, Eusebio. Aura elegancji oraz nieposkromionej siły i dumy nieustannie emanowała od persony wampira – spojrzenie królewskiej twarzy otaksowało sobą wszystkich zebranych, a potem spoczęło na najbliższych jego sercu urzędnikach.  Zeami oraz Yin powinni czuć się zaszczyceni bo to właśnie najbliżej nich zacny zarządca postanowił spocząć. Przedtem jednak powitał wszystkich lekkim skinieniem oraz uściskiem dłoni dla swoich najwierniejszych ludzkich pomiotków. Niech widzą i robią zdjęcia, najlepiej mnóstwo zdjęć. Wampir uwielbiał odgrywać rolę prezesa roku.
- Cieszy mnie tak liczne zgromadzenie. Spocznijcie proszę wszyscy. – oznajmił, gdyby ktoś jeszcze nie zajął swojego miejsca.
- Jak co roku, tak i dziś zbieramy się w tym jakże sporym gronie, aby omówić bieżące sprawy naszej skromnej rodziny, a także, aby podsumować wszystkie dotychczasowe działania. – dodał. To był dobry moment, aby Chara podjęła się próby przekazania wiadomości zarządcy. Potem może być o to ciężko.
Inni zaś mogli przedstawić swoje wizje na dalszy rozwój Sojuszu, omówić trapiące ich sprawy, bądź zacząć zadawać pytania.

-> WSZYSCY mają obowiązek znać Eusebio.
Klik - wiedza powszechna na temat wampira, spisana w księdze w kilku językach. Obecnie księga spoczywa w archiwach sojuszu.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sob Paź 07, 2017 2:17 am

Auć. Zeami nie lubił rozwoju sytuacji, która wymknęła mu się spod kontroli. Wystarczyło mu wiedzieć, że Chara gdzieś zniknęła. Siłą rzeczy niepokoił go brak Marcusa i być może dlatego jeszcze nie zerwał się z fotela, by ganiać za domniemaną terrorystką. Potencjalne pięć kilo trotylu trochę działało mu na nerwy, a także fakt, że ktoś się przemknął do serca Allianzu bez większych problemów. Nawalił jako urzędnik.
Tylko on? Gdyby wiedział, że jeszcze nie założono dodatkowej siatki i alarmu w oknach, artysta zaliczyłby scenicznego zgona, po czym wywróciłby cały ten budynek do góry nogami... W skrócie, szykuje się dla kogoś opieprz.
Mimo to, szedł z flowem. Ściskając dłoń Eusebio, kobieta wykorzystała bliskość szefa wszystkich szefów do przekazania informacji:
- Marcusa nie ma. Jego ghulka, Chara, jest sama na sali i wymknęła się ochronie. Bądź czujny, nie wiem co planuje - wyszeptała szybkim tonem, licząc, iż jego przełożony wykaże się profesjonalizmem, by podjąć odpowiednią decyzję. To była scena dla Eusebio, a Zeami to cenił, zatem nie zamierzał tego rujnować w imię jednego szczyla... dopóki nie otrzyma autoryzacji z "góry".
Ostatecznie, pan Motokiyo podjął jakiekolwiek kroki, kiedy tylko dostrzegł potencjalne zagrożenie. Reszta - nie zrobiła praktycznie niczego. Powtórzmy raz jeszcze: będzie opieprz.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sob Paź 07, 2017 12:10 pm

Z całą pewnością, gdy tylko Sonia da mu znak - wymknie się za nią. W końcu jako organizatorka całego spotkania doskonale wiedziała, który jego fragment był tym mniej ważnym, i który można było ominąć...nie tracąc nic.
Wejście samego Euzebio było dość teatralne. Ciekawe jak długo to reżyserowali.- pomyślał ghul ukrywając uśmiech. Wampiry. Gry pozorów mieli w jednym paluszku... zupełnie jakby on preferował inne rozgrywki. Obłudnik. Przesiąkł tym od urodzenia, ale łatwiej zobaczyć drzazgę z oku bliźniego... Hmm... religijność Euzebio chyba nastraja narratora Dragomira do takich skojarzeń...
Wejście Euzebio zagęściło nieco atmosferę. Dostojność wampira zakradała się w każdy zakamarek sali. Szepty milkły... Zasługa autorytetu jakim się cieszył. Dragomir przyjął odpowiednio reprezentacyjną pozę. Odkłonił się zarządcy, jak należało. Słuchał przemowy wprowadzającej. Trochę jak na rozdaniach oskarów. Brakowało tylko paparazzi. Show Euzebio był przemyślany, trzeba było to przyznać. Co jakiś czas ghul zerkał na drzwi. Nie, nie spodziewał się wylatujących smoków (chociaż może miał nadzieję, zobaczyć Irinę), błaznujących reprezentantów z krajów, o których istnieniu nie miał pojęcia, bo zajmowały zbyt małe terytoria, by móc je odnaleźć na mapie... i nie myślę o google mapsach, tylko o takiej zwyczajnej, oldschoolowej mapie, którą kierowcy z prawdziwego zdarzenia wożą w schowku. On po prostu się zastanawiał dlaczego nie ma z nimi jeszcze wampirzyc. Telefon nie poczęstował go ani pojedynczą wibracyjką. Dyskretnie wysłał ich jeszcze parę. W razie czego - zawołany do odpowiedzi dzięki Sonii wiedział jak sprawić, by jego pani wyszła z twarzą.
Jeśli został zapytany przez przewodniczącego o Adrienne - wówczas  odpowiedział, że niestety zatrzymały ją sprawy ważne dla dobra ogółu i dziś, to on będzie reprezentował wampirzycę.
Powrót do góry Go down

avatar

Rola / pozycja :
Ulubienica tłumów

Wiek :
11 lat

Multikonto :
Żona Putina




http://intodarkness.forumpolish.com/t63-momoko#200
http://intodarkness.forumpolish.com/t93-informator#416
http://intodarkness.forumpolish.com/t95-dziennik#418

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sob Paź 07, 2017 3:17 pm

To, co się zdarzyło przy próbie wyprowadzenia ghula, sprawiło, że kucyki Himeki zadrżały w nagłym zrywie. Ba, mogłaby się ruszyć za nią w pogoń, ale czy to była robota dla niej? Nie była przecież byle bydłem, zwykłym człowiekiem na usługach wampirów. I nie podobało jej się takie skakanie pod stołami, takie zachowanie z pewnością nie przystało ulubienicy tłumów - zakrawało o dobrą, dziecięcą zabawę. Łapanie wiewiórki. Którą później będzie trzeba bardzo sprawnie pozbawić futerka. Z ogonka dałoby się zrobić ozdobę do czapki, takiej ciepłej, zimowej.
Ale nie o tym teraz.
Dziewczynka od razu ścisnęła rękę ludzkiego sługi Zeami, jeszcze bardziej niż wcześniej. Pociągnęła go jeszcze do siebie, w dół, by wyszeptać mu na ucho
- Złap ją jak najszybciej, proszę~ - przy pierwszej części zdania jej głos brzmiał niezwykle poważnie, jednak przy prośbie ton zmienił się na zupełnie słodki. Dodajmy do tego jeszcze pozę, dokładniej na yurushite-nyan. Jak ten człowiek mógłby jej odmówić?
Puściła go jednak dość szybko - nie wiedziała, co Chara może zrobić, a jej obowiązkiem było nie tylko ślicznie wyglądać i równie pięknie się zachowywać. Złożyła rysunek od swej cioci na pół i wsunęła do kieszeni. W ostatnich sekundach przed wejściem Eusebio znalazła się na powrót przy Zeami. Jeżeli ta mała pokraka chciałaby mu cokolwiek zrobić, najpierw musiałaby na powrót stanąć z nią twarzą w twarz. A Himeka na starcie była przygotowana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sob Paź 07, 2017 4:16 pm

Gdyby Chara mogła czytać w umysłach żywych istot, miałaby niezły ubaw. Kochała teorie spiskowe, zwłaszcza te kompletnie niedorzeczne. A Zaemi i jego ghul nieźle poszaleli. Czyżby mieli jakąś wspólną fobie?
- Przyszedł. Mam nadzieję, że mnie nie zignoruje- pomyślała, podchodząc do miejsca Eusebio, nadal jednak kryjąc się pod stołem. Chciała poczekać, aż wampir zajmie spokojnie miejsce, by jej przypadkiem nie zdeptał. Pieć kilo trotylu było bardzo ostrożną istotką. I w pewnej chwili Chara usłyszała również jak Zaemi ostrzega Euzebia przed możliwym zagrożeniem ze strony dziewczynki. Nieźle... Ojciec byłby z niej dumny, że w tak młodym wieku budzi lęk w sercach starych wampirów. I to w postaci wiewiórki.
- Nie wiem, czy się śmiać z tego, że według tej wampirzycy mogłabym coś zrobić Eusebio w sali pełnej wampirów, czy płakać, że nie ma tu taty, by mógł zobaczyć ten cyrk...- roześmiała się w myślach i gdy zarządca usiadł już przy stole, wyszła spod mebla, by stanąć po jego prawej stronie i zaczęła gaworzyć po wiewiórczemu. Na razie nie chciała zmieniać się w człowieka, bo jeszcze przyprawiła by Zaemi o zawał. Lepiej było najpierw zainteresować sobą Eusebio. Jeśli dopisze jej szczęście, może Eusebio sam ją poprosi o wyjaśnienie całej sytuacji. Albo... Nie, raczej nie weźmie jej na ręce. Co prawda przysyłał jej prezenty na święta, ale robił to tylko ze względu na swojego syna. Tak naprawdę Chara nie wierzyła w to, by zarządca darzył ja jakimkolwiek głębszym uczuciem, oprócz politowania. Była tylko zwykłym ghulem, którego Marcus uznał za swoją córkę i chciał kiedyś przemienić.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Nie Paź 08, 2017 10:54 am

WSZYSCY
Tak, tak, niech ściskają dłoń zarządcy. Cyk! I jedna fotka, cyk i druga – nikt zdjęć nie robił, ale co tam. Oczy wielu tutejszych ludzi z zachwytem chłonęły wspaniały obrazek czułego gestu na pokaz pomiędzy Eusebio, a poszczególnymi przedstawicielami korporacji, w tym Panny Zeami, która warto zaznaczyć, iż była ulubienicą (ulubieńcem) szefa ze względu na swoją skrupulatność oraz pracowitość.
- Wysłać mi po niego łowców. Mają go znaleźć. Nieważne w jaki sposób. – krótko, chłodno i na temat do Zeami'ego w obecności młodziutkiej Himeki. Eusebio zdawał się dobrze wiedzieć o zniknięciu Marcusa. Powiem więcej, on zdołał go już nawet wyśledzić, a przynajmniej ostatnie miejsce jego pobytu! Nieważne. Liczyło się jedynie wydanie stosownego polecenia do przewodniczącego urzędników, który posiadał na tyle mocy, aby skonsultować się z przewodniczącym grupy łowców lub bezpośrednio, z którymś z nich. Tym czasem stary wampir spojrzał w kierunku Dragomira lub raczej miejsca, które zajmował.
Nieobecność Adrienne nie ucieszyła szefa szefów – zmrużył on swoje ślepia i wysłał do ghula swoją zaufaną asystentkę Sonię. Kobieta skinęła głową, w duchu się nawet uśmiechnęła, po czym ruszyła w stronę Dragomira po uprzednim rozesłaniu swoich ludzi po Sali – zbędne jednostki w postaci ludzkich sługusów miały zostać wyproszone, przynajmniej na czas trwania konferencji. Podopieczni ruszyli za rozkazem przełożonej.
Wszystkie wampiry nadal posiadały po jednym służącym. Reszta ludzi została odesłana za drzwi. Na Sali pozostali jedynie uczestnicy oraz ochrona – po dwóch ludzi w każdym rogu Sali oraz dwójka pilnująca doń wejścia, zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz. Warto wspomnieć również o wiszących kamerach. Raczej mało co miało szansę przemknąć się niezauważone.
- Eusebio nie jest zadowolony, ale się nie przejmuj. Przejdzie mu. Dobrze, że chociaż wysłała Ciebie. Mam mieć Cię na oku. – odezwała się zalotnie i szeptem, aby nikt niczego nie usłyszał, po czym puściła Dragomirowi oczko.
Widok wiewiórki wprawił zarządzę w osłupienie. Naturalnie nie rozpoznał w zwierzaku Chary, a to dlatego, że… no powiedzmy sobie wprost – ktoś tak ważny i wiecznie zapracowany nie miał czasu na spamiętywanie wszystkich ghuli, nawet tych należących do syna. Ups.
- Co to… Zabrać mi tego zwierzaka. – fuknął szczerze zdziwiony obecnością futrzaka. Będzie opierdol, jak nic będzie opierdol dla właściciela, ale.
Himeka wcześniej poprosiła ghula o zajęcie się wiewiórką. Dokładnie ten sam ghul zamierzał zabrać malucha ze stołu, przy którym siedział Eusebio… Takie ośmieszenie wampira. Tak się nie godzi!
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Nie Paź 08, 2017 1:45 pm

Siedział sobie grzecznie (jak zawsze!) i paczył na to, co się dzieje. Nawet uśmiechnął się (niemal miło) do swojego młodszego braciszka, ale na tym się właściwie skończyło. Leniwy staruszek po prostu sobie siedział (zajmuali mu balkonik to nie było jak zwiedzać, jebane polaczki) i właściwie wszystko co się działo w tym miejscu przykuwało jego zainteresowanie tylko na ulotny moment. Ogólny szum, rozmowy - na służącego, który się przy nim pojawił, nawet nie spojrzał. Niektórzy familianci nie wiedzieli, gdzie ich miejsce i kozaczyli, ale większość, która uprzywilejowana nie była, niestety musieli tylko grzecznie stać i mieć nadzieję, że nie będą potrzebni.
Japończyk podniósł się, kiedy staruszek Eusebio wszedł na salę, ot z czystej kurtuazji - i kiedy usiadł to znów mógł udawać, że go nie ma. Nie miał tu nic do powiedzenia i nie zamierzał mieć, niech polityką zajmują się ci, którzy politykować chcieli i za głowami gonili ci, którzy lubili być gończymi psami. Shirai baardzo lubił chodzić własnymi ścieżkami i bardzo nie lubił kiedy coś mu w tym przeszkadzało - ot - wolny duch! Wolny, znudzony życiem duch. Ach, Eusebio za to wydawał sobie świetnie radzić! I chyba temu staruszkowi żyło się całkiem nieźle... w porównaniu do tego, co było podczas pogromu w tysiąc pięćsetnym roku to na pewno dobrze. Współczesność zarówno sprzyjała jak i niesprzyjała wampirom. Zdecydowanie teraz ciężko było wyjść sobie na wieczorny spacerek żeby zarżnąć całą grupkę ludzi ot tak, dla sportu, zresztą czasy sprzyjały też powstawaniu coraz to nowych broni, które przerażająco dobrze na wampiry działały. Znaczy... dobrze od strony Łowców. Bo od strony wampirów to raczej źle. Chyba że ktoś lubił tracić wzrok od granatów UV, ja tam nie wnikam, są różne zboczenia.
Och, czarnowłosy ugryzł się w język, żeby nie skomentować akcji z wiewióreczką. Stary wampir, a z wiewiórką sobie poradzić nie może, ha! Oczywiście, w końcu to bodło jego honor. Jego dumę! On taki wielki przywódca, za rudymi szczurami się uganiał nie będzie.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Nie Paź 08, 2017 2:24 pm

Eusebio jej nie rozpoznał... Smuteczek.
- Po co wysyłać łowców? Tata nie żyje. Będą go szukać do końca swoich dni- pomyślała wiewiórka, słysząc rozkaz wampira wydany Zaemi. Nawet jeśli zarządca wyczuwał, gdzie ostatnio był Marcus, zastanie tam tylko zgliszcza ich domu wraz ze spalonymi ciałami domowników. Chyba, że wszystkim zajęła się już policja. Wtedy zobaczy tylko zgliszcza. W każdym razie, po chwili zastanowienia Chara zdecydowała się w końcu ujawnić przed Eusebio. Przybrała ludzką postać i nisko ukłoniła się zarządcy.
- Wybacz mi panie za ten nietakt. Chciałam grzecznie poczekać na Twoje przybycie, lecz niektóre osoby starały mi się w tym przeszkodzić. Mam ci do przekazania ważną informację- powiedziała do niego w wyuczony sposób, jak przystało na małą damę, stojącą przez swoim krwiożerczym dziadkiem.
- Razem z moim panem, przylecieliśmy do Berlina miesiąc temu. Marcus chciał załatwić swoje interesy i przygotować naszą rodzinę na spotkanie z tobą. Lecz pewnego dnia... Gdy wróciłam popołudniu do domu, budynek stał w płomieniach. Starałam się dodzwonić do Marcusa, mamy... Któregokolwiek ze służących. Nikt nie odbierał. Nadal nie ma z nimi kontaktu. Obawiam się, że wszyscy, którzy tam byli, nie żyją- wyjaśniła z nie krytym smutkiem w głosie. Zawsze, gdy wspominała tamten dzień, czuła się strasznie. Gdyby tylko wiedziała, co się stanie, oddałaby życie za swoich rodziców. Ale co ona mogła?! Była tylko głupią małolatą, bawiącą się że szczurami.
- Nie będę ci dłużej przeszkadzać. Jeszcze raz proszę o wybaczenie- zakończyła, ponownie kłaniając się przed Eusebio i odeszła powoli w kierunku drzwi. Zrobiła, co chciała. Nic tu po niej...
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Nie Paź 08, 2017 7:41 pm

Silla wiedział coś o żywocie Eusebio. Wystarczająco wiele, by zdawać sobie sprawę, że główny krwiopijca sam za życia był wojownikiem. Wiele starych wampirów miało okazje zakosztować wojny jeszcze za swojego żywota. Demona dziwiło więc to, że dla Hiszpana tak bardzo liczyli się urzędnicy, a nie łowcy. Ostatecznie, przecież on sam mógł wydawać wyroki, nie powierzając tego w ręce potencjalnie niekompetentnych nieśmiertelnych. Ewentualnie wyroki mogli wydawać sami łowcy, a uczeni dbać o logistykę. Tak, w oczach Kruka urzędnicy byli zbędni w całej tej drabinie, ale nie jemu było decydować o stanie rzeczy. Był tu od brudnej roboty, nie zmiany Maskarady.
Dla zarządcy liczyli się głównie urzędnicy, jego prawe i lewe ręce, które sterowany pozostałymi grupkami jak pionkami. Mieli największe uprawnienia, stali na szczycie drabiny. Dlatego Silla musiał przełknąć to, że nie tylko on mógł wydawać rozkazy swoim podopiecznym. Cóż, można jedynie liczyć, że Zeami postanowi skonsultować nieznane Krukowi polecenie z nim samym.
Wtedy pojawił się problem z wiewiórka. Gryzoń nie był czymś, czego ktokolwiek mógłby życzyć sobie na stole. Zdając sobie sprawę z tego, że jego zadaniem było pozbycie się problemu, już przygotowywał się na użycie telekinezy i opanowanie stworzonka, kiedy to stało się znacznie większe.
Och no tak, dziewczynka była ghulem, mogła zamieniać się w takie stworzonka. No ale to juz nie długo, bo niezbyt miał ją kto karmić. A to nie była dobra informacja, podobnie jak cała reszta przekazanych przez nią. Silla westchnął. Zapowiadał się kolejny problem na jego głowie. Po wypowiedzi mała zechciała opuścić wiekowe towarzystwo. Błękitne oczy spojrzały na założyciela z wyraźnym pytaniem Zatrzymać ją?
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Pon Paź 09, 2017 10:48 am

Jakoś wybitnie go nie zdziwiło niezadowolenie wampira. Przywykł do tego i nie bardzo się wczuwał. Wszędzie był obcym. Nawet wśród swoich... Dragomirska rzeczywistość. Miało to oczywiście i swoje dobre strony... jak chociażby towarzystwo Sonii. Nagle przebieg spotkania mógł się odbyć bez jej nieodzownego udziału... bo dostała ważniejsze zajęcie. Cóż... musiał przyznać sam przed sobą, że mile połechtało to jego ego... i albo przewodniczący choć odrobinkę go lubił... albo nie zdawał sobie zupełnie sprawy, że wymuszone towarzystwo tej kobiety było wręcz porządane. Akurat w to drugie, znając Eusebio aż ciężko było uwierzyć, więc... nie poprawiaj mnie, nawet jak się mylę... przewodniczący choć odrobinkę musiał go lubić.
- Jeśli o mnie chodzi... możesz mnie mieć nie tylko na oku... - wyszeptał uśmiechnając się i z całą pewnością mogła stwierdzić, że od pierwszego słowa w tym temacie do momentu wygięcia ust w bezwstydny uśmiech zdążył stworzyć całą, długą listę miejsc, gdzie mogła go mieć... kolejność i możliwe konfiguracje były jeszcze bardziej zajmujące... aż kącik lewej brwi Dragomira zawędrował ku górze...
Jak widać to nie był tylko wieczór Eusebio. Chyba Dragomir w końcu przekona się do tych sprawozdawczych spędów...
Kątem oka omótł sytuację na sali... bo wiadomo - u swego boku miał znacznie ciekawsze widoki. A gdy zwrócił uwagę na powstałe w związku z zachowaniem małej wiewiórki zamieszanie... powstrzymał się przed działaniem. To spotkanie organizowali urzędnicy, więc zachowanie porządku należało do ich obowiązków. Zacznie działać dopiero na wyraźne polecenie. Na razie wydawało się, że mają wszystko pod kontrolą... no i nie oszukujmy się - nie było Adrienne, więc nie był czujny na maxa... Sama von Casenberg dała mu błogosławieństwo na dobrą zabawę... a on wolał zajmować się asystentką niż gonitwą za gryzoniami.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Pon Paź 09, 2017 3:16 pm

Gryzoń gryzoniowi nierówny. Gdyby nie był starym zgredem, Zeami na pewno miałby spore szanse z niepozorną terrorystką. Niestety słodka Koreanka zdążyła tylko wstać i pech chciał - że ku pechowi gawiedzi wcale nie piszczała jak urocza idolka. Zamiast tego szykowała się do chwycenia potencjalnej nosicielki trotylu za ogon, ale puf i ogona nie ma. Odsunęła rękę.
Ochrona rodu to nie działka urzędasów. Łowcy z oczywistych względów najlepiej się nadawali do roboty tego pokroju. O ile Eusebio nie ryknął, ani nie próbował uciekać od zamachu, kobieta powoli usiądzie i wysłucha, co Chara miała do powiedzenia. Oczywiście, coś tam buzowało w kochanej Zeami, ale nowe informacje, prawdziwe, czy nie, zaciekawiły ją i od razu podsunęły pomysł o nieco lepszym systemie inwigi... researchu. Przydałoby się na takie wypadki.
Nie miał pojęcia, co chodziło po łbie Eusebio, skoro od razu nakazał wysłać łowców za Marcusem. Nie miał pojęcia, ile jego szef w ogóle wiedział. Ktoś może to wszystko wyjaśnić?
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Pon Paź 09, 2017 6:19 pm

Wiewióra miała spore szczęście. Jeszcze trochę, a ktoś poczęstowałby ją kopem a tak? Mocne wejście, niezadowolenie wampira, ale niech ma. W akcie łaski, szanowny Eusebio wysłuchał wszystkiego co miała do powiedzenia, choć i tak skarcił dziewczę spojrzeniem za jej absurdalne zachowanie. Gdyby nie fakt, że syn od dawna miał dość… specyficzne poczucie humoru, malutka Chara już dawno pożegnałaby się z życiem.
Słowa młódki nie zrobiły na starym wampirze zbytniego wrażenia. Na nic nadzieja i zgubne poszukiwanie współczucia. Eusebio go nie posiadał. Bardziej natomiast zainteresowało go zniknięcie syna, a także czas i okoliczności, w jakich do tego doszło. Chyba tylko dzięki nim, młoda ghulica nie została jeszcze wyproszona, a wręcz zatrzymana przez Sillę, któremu założyciel nakazał zawrócić Charę.
- Weź ją ze sobą i przesłuchaj. Chcę poznać wszystko co związane ze zniknięciem Marcusa. Chcę wiedzieć, gdzie dokładnie pomieszkiwał mój syn, z kim się zadawał i jak często. Ktoś kto poluje na nieśmiertelnych na naszych ziemiach nie czyni tego z przypadku. – telepatyczny przekaz powędrował centralnie do głowy Silli. Potem kolejny.
- Z banku krwi powinna być ostatnia fiolka krwi Marcusa. Podaj ją jej. Jest w drugim stadium głodu. – następnie oczy skierowały się na Zeamiego oraz Himekę i znów na wszystkich. Faktycznie należało zacząć od rzeczy najważniejszej, a wbrew pozorom zaginięcie Marcusa nie było jedynym problemem, z którym wampiry zaczęły się ostatnio borykać.
- Moi drodzy. – zaczął. – zebrałem was tutaj, aby omówić pewną dość istotną kwestią. – i tutaj szanowna autorka przejdzie na tryb narracyjny do wszystkich.

Otóż Eusebio wygłosił przemówienie na temat zaginięcia swojego syna – miało ono miejsce dokładnie miesiąc temu, a więc zgodnie ze słowami małej, i doszło do niego w Berlinie. Marcus poza przybyciem na spotkanie miał rozwiązać sprawę innych zaginięć, mianowicie kilku pracowników Sojuszu. Pierwsze z nich odnotowano około dwóch miesięcy temu na terenie placówki szpitala podczas sporządzania raportu dotyczącego stanu krwi. Ktoś nieustannie pozbawiał sojusz cennej posoki, a mówiąc ktoś, wampir podejrzewał jednego z pracowników. Bingo! – zdobyte materiały wideo – tutaj warto dodać, że zostały one przedstawione i wyświetlone na ekranie – pokazały osobnika, który ewidentnie wkradał się do banku i wynosił krew. Problem w tym, że jego twarz nie została rozpoznana, a to dlatego, że miał na sobie kominiarkę. Do tego wszystkiego towarzyszyło mu dwóch innych osobników, ludzi, ghule lub nieśmiertelni, nie wiadomo. Faktem jest, że to oni odpowiadali za: zniszczenie monitoringu, a także porwania pracowników, których ślad się urywał. Marcus miał tę sprawę zbadać, co jak widać poskutkowało jego zaginięciem.
Eusebio był bardzo podejrzliwy i trzeba przyznać, że zamierzał przesłuchać swoich, w końcu kto jak nie oni mieli dostęp do banku krwi? Ponadto kto jak nie oni posiadali swoich ludzi i ghule w danej grupie? Podejrzanym mógł być w zasadzie każdy. Dosłownie każdy.

W tym samym czasie.
Sonia obchodziła się z Dragomirem w bardzo ostentacyjny sposób. Tutaj oczko, tam przygryzienie wargi, a potem subtelne dotknięcie ręką uda mężczyzny. Bez wątpienia miała na niego sporą ochotę, podobnie zresztą jak na wiele innych rzeczy, w różnych kombinacjach i ilościach, jeśli wiecie o co mi chodzi. Jej myśli nie do końca skupiały się na osobie małej Chary oraz krótkiego przemówienia Eusebio.
- Na pewno będę miała… - odpowiedziała cichym, zmysłowym głosem na chwilę przed spięciem wszystkich mięśni ciała. Wieść o dziwnych zniknięciach oraz kradzieży krwi mocno zdenerwowały kobietę. Spięte ciało otarło się o Dragomira, a przynajmniej dłoń – kobieta postanowiła ją szybko wycofać. Ewidentnie nie chciała pokazywać się Dragomirowi ze słabej strony, choć jakby nie patrzeć wciąż była… tylko kobietą, a podryw na „opiekuńczego typa” był zawsze w modzie.
- Porwania? Kradzieże? Dziwne, że Eusebio wcześniej mi o tym nie powiedział. – fuknęła cicho wyraźnie zniesmaczona.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Wto Paź 10, 2017 12:54 am

Dragomir prowadził z Sonią rozmowę w sposób dyskretny, by nie przeszkadzać innym obecnym na spotkaniu. Oczy mu płonęły niespotykanym na co dzień żarem. Kobieta ewidentnie nie była mu obojętna. W jego guście - w każdym detalu.
- Widocznie miał swój powód. - to nie było miłe dowiadywać się pewnych rewelacji wraz z innymi... z założenia mniej wtajemniczonymi. Dlatego powiedział to dość pocieszającym tonem. Ale nie protekcjonalnym. Chciał ją trochę podnieść na duchu, a nie zabierać resztkę poczucia kompetencji. Przedstawiony film wyjaśniał spięcie co niektórych wampirów i ich przewrażliwienie na "nieproszonych gości". - podejrzewa dokładnie każdego. - powiedział pozwalając sobie na wodzenie palcami po jej zgrabnym udzie. Nie był w swoich działaniach jakiś wybitnie zwracający uwagę innych... chociaż uważny obserwator mógł odnieść nieodparte wrażenie, że mężczyzna pożerał wzrokiem asystentkę szefa... i niewiele tylko go powstrzymywało przed tym, by skonsumować tą znajomość...- To mu się chwali... w końcu szef wszystkich szefów powinien mieć oczy dookoła głowy. - zdanie łowcy. Dragomir nie był tak fanatycznie podejrzliwy. Życie na krawędzi między wpadką a przeżyciem nie nastrajało do zbytniej podejrzliwości. Umiar we wszytkim był wskazany, bo w ciągłym napięciu nie dało się normalnie funkcjonować.
- Ja bym tak nie ryzykował. - podzielił się z Sonią swoimi przemyśleniami. - Będąc członkiem Sojuszu - istniejesz w tych wszystkich bazach. Mamy nagranie - można dopasować do niego sylwetkę. Tym bardziej, że wiadomym było, że nagranie ujrzy światło dzienne. - dedukowanie nie przeszkadzało mu pieścić jej uda.
- Mnie się na pierwszego podejrzanego nasuwa ktoś, kto jest w Sojuszu od niedawna... taki podrzutek z półświatka... albo... - dość mocnych słów wolał nie używać... niemniej... - Jak wielu członków Sojuszu potrafi się zmieniać? Może któremuś... - posądzać od razu o zdradę... to nie było w jego naturze... plus... co oni tak właściwie wiedzeli o Marcusie?... a o ambicjach co niektórych wampirów? Motywy nie musiały być aż tak bardzo oczywiste... - Sojusz liczy sobie kilka wieków. Kto spamięta komu i jaką krzywdę wyrządził... mściciele dojrzewają długo. No i zawsze jeszcze są tak prozaiczne powody jak władza i pieniądze. - no bo przecież ideowców jak Dragomir trzeba było odpowiednio hodować i hartować... a i tak odsiew był spory. - i jeszcze uśpieni agenci... ale po tej akcji i tak już ich nie ma wśród nas. - wciągnęło go to, trzeba przyznać. - To już pewnie sprawdził Eusebio. Tym bardziej, że zdarzenie miało miejsce jakiś czas temu... - zastanawiało go, dlaczego jeszcze nie zlecono im sprawdzić pewnych tropów...
Rozpamiętując w myślach ostatnie dwa miesiące starał się sobie przypomnieć z kim się widział... kto wydawał mu się zachowywać w sposób nie zgodny z dotychczasowym schematem zachowań... i próbował dopasować oglądane na ekranie sylwetki... ich sposób poruszania się - w końcu, gdy spędzamy czas z kimś to nim dostrzeżemy twarz po jego ruchach jesteśmy w stanie go rozpoznać... więc Dragomir starał się sobie przypomnieć czy znał kogoś z tej trójki... albo chociaż czy często się z nimi mijał i przy jakiej okazji...czy udało mu się znaleźć jakiś punkt zaczepienia?
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Wto Paź 10, 2017 2:39 am

Wiecie, czego z pewnością nikt nie spodziewał się na tym zebraniu? Kolejnego futrzaka, do tego obdarzonego zdecydowanie nadnaturalnymi zdolnościami. Bo chociaż jeden konkretny szczur oraz jedna konkretna mysz nie robiły na służbie posiadłości wrażenia, tak nikt nie mógł przewidzieć, że  tej nocy po korytarzach budynku postanowi się przejść także kot. I nie był to zdecydowanie zapchlony dachowiec. Stąpał, powoli stawiając kroki - gładkie posadzki nie były podłożem, do którego przywykł przez długie lata spędzone w górskich ostępach. Już dotarcie do budynku stanowiło problem, był on w końcu umiejscowiony w środku miasta, odległość od dziczy była więc znaczna. Ten wampir nie urodził się jednak wczoraj, doskonale zatem wiedział, jak poradzić sobie nawet w tymi nielicznymi duszami, które wciąż tkwiły na ulicach, mimo bardzo późnej pory.
O dziwo, dużo prościej było dostać się do samego budynku. Sam fakt bycia wampirem zagwarantował mu wstęp. Dostanie się do sali konferencyjnej już jednak takie łatwe nie było. W końcu Eusebio wkroczył już na salę i spotkanie oficjalnie się rozpoczęło, a nazwiska nowego przybysza brakowało na liście! Ba, nawet gdyby chciał je przekazać telepatycznie jakiemuś ludzkiemu słudze, ten w popłochu uciekał... Co takiego było w tych śmiertelnikach, że pomimo obcowania z nieumarłymi, posiadającymi przeróżne, czasem niezwykle dziwne moce, nadal odczuwali lęk przed niezwykle cywilizowanie zachowującą się białą panterą?
Wampir nie miał jednak zamiaru czekać, aż obradujący się rozejdą. Oznaczało to w sumie tyle, że musiał niemal siłą zaciągnąć jakiegoś bogu ducha winnego człowieka pod drzwi sali - by ten mu je otworzył. Niestety, duże łapy nie były najlepsze do naciskania klamek. A że mógł się przyjąć swoją ludzką formę i zrobić to samemu? Oczywiście, że mógł. Nie miał jednak zamiaru. Dlatego też, kiedy drzwi uchyliły się wystarczająco,  Sang przecisnął się przez szparę, wchodząc do środka. Zatrzymał się na chwilę, zerkając na zebranych - całe pomieszczenie zapełnione było wampirami, ghulami i ludźmi. Część z nich znał, część nie. Z organizatorem był zaznajomiony - naturalnie; poświęcił mu jednak tylko spojrzenie trwające kilka sekund dłużej, oraz lekkie skinienie głową. Potem zaś skierował swoje kroki ku innej postaci, odzianej jak zwykle w nieskazitelną biel. Już po chwili pantera śnieżna siedziała obok krzesła Shena, wtulając pysk w jego dłonie i mrucząc głośno.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sro Paź 11, 2017 5:59 pm

Sonii ewidentnie nie podobało się zachowanie przełożonego. Do tej pory mówił jej o wszystkim. Czy specjalnie? Nie. Chodziło raczej o zwalenie papierkowej roboty na ludzką głowę, aby ta nieśmiertelna miała „święty” spokój. Panna ghul nie zdawała się przed tym protestować, wręcz przeciwnie. Natłok pracy pozwalał jej spożytkować nagromadzoną energię w jak najbardziej produktywny sposób.
- Nie dziwię się, mimo to nie rozumiem. – odparła skonfundowana. – Wszystkie rejestry sprawdzałam po dwa, a nawet trzy razy. Wszystko się zgadzało, tak więc w jaki sposób? – rzuciła chłodnym pytaniem w eter, gdy tylko ślepia z ekranu zeszły na twarz wampira, a potem na własne dłonie.
Pieszczota uda skutecznie wytrąciła kobietę z namysłu. Z mocno przygryzioną dolną wargą postanowiła odwdzięczyć się Dragomirowi w dość niegrzeczny sposób. Pod pretekstem wymiany informacji, Sonia zbliżyła się do mężczyzny na tyle mocno, aby musnąć miękkimi ustami płatek jego ucha, potem zejść niżej i skubnąć kawałeczek szyjki i znów wrócić do ucha. Gorący oddech oraz słowa dość mocno drażniły wewnętrzną membranę. Czujesz?
- Ktoś, kto jest z Sojuszu… Podejrzewa mnie Pan, Panie Dragonov? – wyszeptała łapiąc jego rękę w swoją własną.
- Ja pamiętam ich wszystkich i wszystko. Niemniej możemy… powinniśmy się tym chyba zająć. – kobiece nerwy troszeczkę spasowały. Na ich miejsce wkroczyła ciekawość oraz dziwna drapieżność wobec niegrzecznego ghula.

Próba dopasowania sylwetek skończyła się niepowodzeniem. Pomimo dobrej jakości nagrania, nie szło ich przypasować do żadnych znanych. Może to kwestia niemożności skupienia lub ubrań jakie na sobie mieli? Zachowanie nagranych także nie pasowało do nikogo znajomego. Niewątpliwie jednak Dragomir daje radę przypomnieć sobie jednego z prywatnych – nie pierwszego zresztą – ghuli Eusebio. Ostatnio chodził wielce niezadowolony i obrażony na cały świat, a miano jego brzmiało Kurt. O co mogło chodzić?

W tym samym czasie.
Debata na temat tajemniczych podejrzeń skutecznie zmniejszyła czujność, a w afekcie zwrócenie uwagi na wkraczającego kocura. O cholera! Biedny człowiek i strażnicy obok niego. Gdyby nie wyjaśnienia porwanego, Biała Pantera z pewnością nie miałaby prawa wstępu na salę. A tak? Wszystko poszło jak z płatka! A przynajmniej na pierwszy rzut oka – brak sensacji na widok kota nie oznaczał ślepotę Eusebio. Staruszek na sto procent dostrzegł kolejnego futrzaka i… Jego nienawistne spojrzenie od razu spoczęło na Yinie, gdy okazało się, że dziwny kot powędrował właśnie do niego.
Najpierw wiewiórka, a teraz kot. I co jeszcze? Może zaraz przyprowadzą na salę Cerbera?

Z innego końca Sali
Kochany braciak, o kuźwa! Tego to się Kim nie spodziewał. Do tej pory siedział cicho, a teraz? Z przechylonym łbem na prawo spoglądał na uroczego braciola, który jak zwykle postanowił wtargnąć na spotkanie pod postacią kota. Serio, co takiego ujrzał w nim Yin? Albo inaczej! Pewnie znowu zagapił się na tyłek zamiast na twarz. Typowe. – Kim parsknął pod nosem, po czym przemknął pośród zgromadzonych, aby jak ten kot podejść, skinąć grzecznie główką – siema staruszki – a następnie zająć należne mu miejsce przy stoliczku łowców. Dobrze, że byli umiejscowieni w miarę blisko urzędasów. Dzięki temu Koreaniec oszczędził sobie kłopotu przechodzenia przez całą salę i robienia z siebie pośmiewiska dla zwykłego przywitania się z rodzinką oraz drugim… trzecim już staruszkiem, któremu nic się nigdy nie chciało, a który nie wiedzieć czemu do tej pory piastował stanowisko ucznia. Biedak. To pewnie przez ten brak balkonika. A gdyby mu tak zafundować nowy?
- Udało Ci się wejść. Jestem pod wrażeniem. – krótki przekaz telepatyczny zawędrował wprost do kociego łepka. Forma oraz ton wypowiedzi wskazywało na jedno – SIEMASZ BRACHU.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sro Paź 11, 2017 10:58 pm

Dziewczynka jak dziewczynka, sama w sobie nie interesowała zbytnio Silli. Każdy dobierał sobie ghuli według własnego uznania, a mówiąc szczerze dla niego karmienie małych dzieciaków krwią było nieco okrutne. Wydłużyć okres bycia nastolatkiem, zdecydowanie tak, to łowca popierał, ale zamykanie umysłu w dziecięcym ciele? To już było dla niego nieco okrutne.
Pod sufitem przefrunął czarny cień, lekko mącąc powietrze w sali. Skierował się w kierunku dziewczynki. Przypikował lekko i zwiewnie, po czym zastąpiony został przez tego wielkiego wojownika. Błękit oczu spojrzał w dół, na dziecięce ciało ghuliczki. W spojrzeniu nie było gniewu, nie było wściekłości. Może coś na kształt sympatii, nawet wydającej się autentyczną.
- Nie tak prędko - Powiedział wyraźnie do niej, zatrzymując dłonią - Pozwolisz że porozmawiamy? - Tak, to było pytanie retoryczne czego Chara powinna się domyślić
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Paź 12, 2017 1:15 am

- Widocznie sabotażysta starał się w odpowiedni sposób zacierać za sobą ślady. - chociaż teraz skupiony był na czymś zupełnie innym, jego umysł jeszcze analizował objawione rewelacje. - Albo skutecznie potrafił odwrócić twoją uwagę i zakryć przed tobą to, co komu innemu mogłoby się rzucić od razu w oczy. - spojrzał na nią z nieukrywanym błyskiem w oku, jakby chciał ją lekko rozbawić... sprowokować, albo nakłonić do jakichś wyznań... Każdy miał jakieś swoje metody dywersji. Jako ex-sowiecki szpieg zdawał się wiedzieć doskonale co mówi. Być może to tłumaczyło lekkość prowadzenia tej konwersacji, chociaż wzrok Dragomira powędrował gdzieś na wysokość jej dekoltu... Widok znacznie bardziej atrakcyjny niż banda trzech... tym bardziej, że rozważania w ich temacie niewiele przyniosły pożytku, bo nic konktetnego nie przychodziło mu do głowy.
- W końcu nie bez powodu mawiają, że za upadkiem nie jednego imperium stała piękna kobieta. - odwzajemnił się ciepłym szeptem, którego każde słowo zaakcentowało się dotykiem w obrębie ucha kobiety...
- Lepiej to sprawdzić, niż patrzeć na każdego jak na skazanego bez wyroku. - nie dość, że sam jej sposób bycia był cholernie seksowny... to zaangażowanie w ściganie sprawców dodawało jej jeszcze więcej do atrakcyjności.
- Niestety nie jestem w stanie sobie postaci z nagrania skojarzyć z nikim znajomym. - zasępił się na krótką chwilę poddając analizie inne zapamiętane, a nietypowe sytuacje... z całą pewnością będzie myślami wracał do tego nagrania... i układał te puzzle nawet bez udziału świadomości... (więc drogi Mistrzu Gry, w razie czego... jakbyś chciał komuś podrzucić w przyszłości jakiś trop... pamiętaj o swoim nieskromnym Dragomirze).
- Ale pamiętam, że jeden z waszych ostatnio był jakiś taki... - szukał odpowiedniego określenia - niezadowolony? obrażony? No taki nie swój. - spojrzał na nią wymownie. - Czyżby Pani dała kosza poczciwemu Kurtowi? - nie potrafił być do końca poważny. Gdyby byli teraz sami pewnie by się zaśmiał... omawiane sprawy były najwyżej wagi bezpieczeństwa, ale jakoś poczuł delikatne ukłucie zazdrości... bardziej zazdrość, niż inną formę niepokoju... na przykład o własne życie... Sonia, z tym starym Niemcem? Nie...
I tym sposobem nie oskarżając zbyt pochopnie nikogo zaakcentował, że zwraca uwagę na to, co się dzieje wokół niego...
- Tłoczno, tu nieco... i roi się od zwierząt. - spojrzał na Sonię dość sugestywnie...
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Paź 12, 2017 6:38 pm

Nie chcieli się jej pozbyć? To dziwne... Myślała, że bezpański Ghul to tylko niepotrzebne kłopoty. Może... Może mają co do niej jakieś podejrzenia lub chcą znać więcej szczegółów? Tylko, że ona powiedziała już wszystko, co wie, a oskarżanie 12-latki o zabicie starego wampira, było trochę dziwne.
- Tak jest, mistrzu Harviala- dziewczynka ukłoniła się Silli i posłusznie stanęła z nim kawałek od stołów, by móc w spokoju odpowiedzieć na jego pytania. W głębi duszy wiedziała, że będą one dotyczyć całej prawdy o zdarzeniu w domu Marcusa. Pewnie Eusebio nie wierzył do końca dziewczynce w to, co powiedziała.
- Mam nadzieję, że mistrz Eusebio wybaczy mi tą wpadkę z wiewiórką- stwierdziła, spoglądając zza Silli na przemawiającego zarządcę. Biła od niego duma i pewność siebie. Czyli nici z przyjacielskich pogaduszek.
- Może to i lepiej? Skoro chcą dać mi krew taty, będę miała więcej czasu na rozróbę działanie- pomyślała. Już wcześniej miała ochotę pomścić tate, a teraz będzie miała na to czas. I gdy się to uda, będzie mogła spocząć w spokoju. Nie chciała bowiem innego taty. Marcus był jedyny.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Paź 12, 2017 7:19 pm

Wspaniały Eusebio, olśniewający i majestatyczny jak zawsze. Bardzo skutecznie zwrócił na siebie uwagę obecnych... a przynajmniej co poniektórych. Yin należał do osób, które szanowały władzę, więc tylko od czasu do czasu pozwalał sobie na kontakt wzrokowy z tym jakże ważnym wampirem. Zbyt bezczelne wgapianie się byłoby niegrzeczne.
Sprawa zaginięcia syna Eusebio była dość poważna. To oczywiste, że Yin o niej słyszał. Sądził jednak, że Łowcy już dawno się tym zajęli. Najwyraźniej mieli problemy, skoro trwało to tak długo. Jeszcze trochę, a się okaże że to urzędnicy mają iść w teren i łapać podejrzanych. Pan Shen pewnie by to jakoś skomentował, gdyby nie pojawienie się kolejnego zwierzaka na sali.
Tej białej pantery nie dało się pomylić z nikim innym. Yin bez problemu rozpoznał swojego Potomka, ale nie zaszczycił go ani dłuższym spojrzeniem, ani uśmiechem. Głównie dlatego, że nie pochwalał takiego paradowania w zwierzęcej formie na oficjalnych zebraniach. To kompletnie nieprofesjonalne!
Zapewne pan Shen kompletnie by olał zwierzaka, udając że go nie zna, gdyby nie fakt, że pantera usiadła tuż przy jego krześle i zaczęła się łasić. Chińczyk zerknął na kota kątem oka, marszcząc brwi. Od niechcenia pogłaskał stwora za uchem.
-Witaj Synu. Mogłeś się postarać o bardziej wyjściową kreację. Przynosisz mi teraz wstyd - mało zachęcające powitanie, ale Kyung powinien się cieszyć, że Yin nie wypowiedział tych słów na głos, a jedynie skarcił go przekazem myślowym.
Pan Shen przeniósł spojrzenie na swojego drugiego Syna, którego najwyraźniej zżerała zazdrość. Ech, jeszcze trochę, a dojdzie do zapasów w kisielu.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Paź 12, 2017 10:17 pm

Na okoliczność spotkania miał naszykowany elegancki garnitur i wyprasowaną koszulę, ale... nie można było przecież przesadzać. Nie można było być zbyt pedantycznym jak panicz Kim... O tak, Rafael miał dla każdego wampira jakiś tytuł. To mu pozwalało lepiej klasyfikować wampiry... i łatwiej kojarzyć pewne fakty. Lubił czasem włazić w d... tym nieco starszym. Z potrzeby serca albo dla sportu, żeby nie wyjść z wprawy. Ciężko orzec na ile był to tylko jeden z pozorów, którymi maskował swoją prawdziwą naturę nawet wśród swoich, a na ile to wynikało faktycznie z potrzeby niezbędnej mu do funkcjonowania.
Obejrzał się w lustrze i... stwierdził, że dziś to już przesadził. Usiadł na łóżku. Zdjął marynarkę. Lekko rozczochrał włosy, odpiął ze dwa guziki, poluzował krawat i podciągnął rękawy. Teraz wyglądał na lekko zakręconego. Czyli jak należało wyglądać. Zbyt duża elegancja mogła świadczyć, że z nim całkiem w porządku...  Odczekał odpowiednią ilość czasu... bo na zbyt punktualnego nie mógł wyjść... i biegnąc na spotkanie, bo ten czas nagle tak się zagalopował, że wyprzedził jego plany, zauważył pana Kyung w postaci pantery... więc sam przybrał postać srebrnego lisa... i wślizgnął się za nim na spotkanie członków Sojuszu. Rozglądał się przez chwilę niepewnie po sali. Widząc, że Mistrz Shen mizia swojego syna na uszkiem podszedł się podpiąć pod pieszczotę... Trącił Yina noskiem w drugą rękę podsunął mu łepek na kolano i spojrzał czarnymi ślepiami domagając się poczochrania po srebrzystej sierstce. Nie zamierzał zagrzać tu zbyt dużo miejsca. Konkurencja do Mistrza Shena była liczna... jego dzieci przybyły na spotkanie. Przeszedł po sali obwąchując co niektóre osoby... jak chociażby Charę. Przed samym Eusebio wykonał dość niezgrabny piruet, który miał być pokłonem. Patrząc na niego przekazał mu w myślach.
- Przepraszam za spóźnienie.Zegary w sekcji uczelnianej chodzą w nieco innym czasie... - wytłumaczył się przed przewodniczącym, a potem lisek truchtem przyczłapał do Mistrza Shirai i Rafael się odczarował.
- Mistrzu Shirai. - skłonił się wampirowi w geście przywitania. Zajął miejsce niedaleko tego najstarszego chyba ucznia tutaj. I siedzieli tak sobie obaj w oślej ławce.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Pią Paź 13, 2017 5:48 pm

Panna Sonia pomimo całej sympatii i chrapki na Dragomira – no już nie będę tego ukrywać- nie zamierzała tak łatwo mu się poddać. Naturalnie skrywała w sobie wiele tajemnic, tym niemniej chcąc je poznać, Dragonov będzie się musiał nieco bardziej postarać. Samo podpuszczanie przy pomocy słów było za słabe, aby złamać kobiecy opór.
- Kurt, mówisz o Kurcie. Faktycznie ostatnio był dość… niezadowolony. Podobno Eusebio odmówił mu zaszczytu przemiany. Najwyraźniej ugodziło to jego mierny honor byłego mundurowego. Nie podejrzewałabym go jednak o zdradę. Eusebio by wiedział. – odpowiedziała ze znacznym ściągnięciem brwi oraz oczętami, które nie ukrywając, szybciutko dostrzegły błądzący wzrok po pewnym dekolcie. Nie żeby miała coś przeciwko.
- Kosza? – a potem spytała zaskoczona i roześmiana w duchu. – Nie mój typ cukiereczku. Zbyt… sztywny. – dodała w bardzo… ostentacyjny sposób. Po wszystkim Sonia pociągnęła za sobą mężczyznę – tak, zamierzała go wyprowadzić z Sali.

Chara oraz Silla mają prawo opuścić salę.

Wejście Rafaela wzbudziło niemałe… zamieszanie. Trudno powiedzieć czy Eusebio miał już dość czy po prostu się przyzwyczaił. Stawiam na to drugie rozwiązanie. Skończyło się na tym, że staruszek pomasował nasadę nosa, przeleciał – heh – wzrokiem po wszystkich zebranych, a następnie zabrał ze sobą grupę urzędasów, którzy wykazywali więcej zainteresowania sprawą.

Powiem więcej, w pewnym momencie wysłał jednego z ludzkich sług po Dragomira!
Ojć. Ktoś tutaj wybitnie nie chciał, aby Dragonov poszedł się zabawić. Pytanie co on na to?

Każdy kto będzie chciał zaczepić zarządzę proszony jest o wykonanie odpowiedniej akcji w poście.
Powrót do góry Go down




Sponsored content

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    

Powrót do góry Go down
 
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: ☦ I ostatnim żywym ☦ :: Der Vampir-Allianz :: Główna siedziba :: III piętro-
Skocz do: