Sala konferencyjna
Regulamin
Przewodnik
Wizerunki
Rasy
Grupy
Kostka
Sklep
Nieobecności
Kto zagra?
Wezwij MG
Pytania
Forumowa Wiki
Zamówienia

Share | 
 

 

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

avatar

Rola / pozycja :
Główny Administrator

Wiek :
Nie dotyczy

Multikonto :
Nie dotyczy





PisanieTemat: Sala konferencyjna    Pią Sie 25, 2017 4:27 pm


Sala konferencyjna



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Pon Paź 02, 2017 8:36 pm

Środek tygodnia, godzina równo 20:00, miasto Berlin, główna siedziba Sojuszu.

Dzisiejszego wieczoru miało się odbyć posiedzenie wszystkich ważniejszych przedstawicieli poszczególnych grup Sojuszu. Mnogość osobistości zmusiła ludzkich organizatorów samego założyciela, do przydzielenia specjalnej Sali. Do wyboru było kilka z nich, tym niemniej ostateczna decyzja padła na ogromną salę konferencyjną ulokowaną na III poziomie rezydencji. Oczywiście nie chodziło jedynie o dostępność miejsc. Stary wampir, a więc zarządca i jego podwład, przede wszystkim oni,i mieli za zadanie zadbać o komfort zebranych, a że poziom urzędniczy od zawsze słynął z przepychu…
Do rozpoczęcia konferencji pozostało grubo ponad półtorej godziny. Do tego czasu cała ludzka delegacja miała zebrać wszystkich najważniejszych przedstawicieli, z kolei Ci już przybyli mieli chwilę na to, aby zapoznać się z otoczeniem, a nawet ze sobą, jeśli ktoś cierpiał na poważne zaburzenia pamięci spowodowane przepracowaniem lub sporym bagażem wiekowym.
Pomieszczenie konferencyjne było ogromne. Na spokojnie mogło pomieścić ponad setkę uczestników. Stoły oraz krzesła zostały wyliczone co do joty. Dodatkowo przy każdym z siedzeń umieszczono specjalną tabliczkę z imieniem oraz nazwiskiem konkretnego jegomościa – najbliżej zarządcy, a więc Eusebio, siedzieli naturalnie urzędnicy zaczynając kolejno od najstarszych wampirów po te młodsze, a na ghulach i zwykłych ludziach kończąc. W wyjątkowych przypadkach nacja ghuli miała prawo znaleźć się bliżej zarządcy o ile posiadały stosowne przyzwolenie swojego wampirzego Pana.
Następni w kolejce byli łowcy, uczeni oraz najmniej – czysto teoretycznie – ważni uczniowie, wszystko w tradycyjnej kolejności tj. wampiry w odpowiednim przedziale wiekowym, ghule i ludzie. Na ścianie Sali, zaraz za siedzeniem Eusebio wisiał ogromny ekran, na stołach ulokowano mikrofony, po jednym na każdego przedstawiciela, dodatkowo na tych samych stołach ułożono niewielki poczęstunek w postaci eleganckich pucharów oraz dzbanów z szkarłatną zawartością wewnątrz. Dla śmiertelnych przygotowano kielichy oraz wino, a także zakąski.
W Sali panowała cisza przerywana czasowym krzątaniem się ludzi lub zebranych.

/Póki MG nie wydał stosownego polecenia, kolejka nie obowiązuje.

Proszę o pisanie minimum 1 posta na 24h lub 48h ze świadomością pominięcia.
W przypadku braku możliwości prosi się o wysłanie stosownego PW do MG.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Pon Paź 02, 2017 9:01 pm

Zapowiadało się na kolejny zjazd nudny niczym sympozjum patologów. Pewnie znowu będzie o czym rozmawiać, bo co niektórzy mieli niezwykłą tendencję do rzucania epikami... Dragomir wszedł do sali uśmiechając się pod nosem. Lubił te sztywne posiedzenia. Patrzył i słuchał, obserwował. Zwykle niewiele mówił w takich sytuacjach. Od tego miał wampira. Ostatecznie niezależnie od tego jakiego był zdania... to i tak Adrienne dowodziła, a jemu zdawało się to nie przeszkadzać. Nawet jeśli się z nią nie zgadzał, to nigdy mu się to nie zdarzało publicznie... może czasem obrażał się, pakował swoje fiolki i znikał na tydzień, dwa lub trzy... ale nie zdarzało mu się to zbyt często. W końcu cenny ładunek, który przetaczały jej żyły był mu potrzebny czasem bardziej niż powietrze. Zasiadł na wyznaczonym miejscu, chyba, że zobaczył jakąś znajomą postać, z którą mógłby sobie uciąć krótką i nie koniecznie zobowiązującą pogawędkę.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Pon Paź 02, 2017 9:41 pm

Biedny posłaniec ładnie musiał się nalatać za staruszkiem (ale jak już złapał to poszło gładko - co to za wyzwanie złapać takiego podpierającego się o balkoniku i tuptającego z prędkością pół metra na godzinę? Jak zjadł śniadanie to rozpędzał się do jednego metra) - przez lata nic nie ulegało zmianie w wędrującym trybie życia Shiraia, chociaż niby wypadałoby mu się już usadzić, spłodzić drzewo, zasadzić syna... Dom jakiś postawić? Dom już był. Drzewo też... to teraz syn? Chyba wolał jednak kobiety. Ech, może gdyby nie ten balkonik i ta starość, łupanie w krzyżu i Doppelherz łykany raniutko przed snem pomyślałby coś o tym, a tak pozostawało mu tylko dręczenie wszelakich wampirów i innych istot mniej czy bardziej ludzkich w swoim zasięgu. Rzecz jasna - wszystko z miłości! Rzecz jasna to nic osobistego. Nie to, żeby Shirai miał trudny charakter... ale miał trudny charakter. Na szczęście dla posłańca, którego za nim wysłano, powagę zebrań tego charakteru szanował (akurat) i nie zamierzał strugać wała już na dzień dobry (hej, dzień dobry to było te 400 lat temu, kiedy obserwowałeś powstawanie tej śmiesznej organizacji!). Takim więc sposobem dwójka szczęśliwych (?) istotek potuptała sobie (po dnie oceanu) prosto do głównej siedziby wampirzego zgromadzenia. Mówię - prosto, bo jakby na to nie patrzeć nie było po drodze zwiedzana Disneylandu. Szkoda. Ze staruszka był bardzo miły wampir i z pewnością chętnie by się pobawił z jakimiś małymi dziatkami. Na szczęście miał swoją koalę i ta mu w zupełności wystarczała, jeśli o piechotę chodzi.
Co, nie widzieliście nigdy wampira z koalą?
No to zobaczycie.
Nie no dobra, żartowałem.
Koala została w jego domu w Japonii.
Siedziba robiła wrażenie. Ulepszana wraz z biegiem lat, wyposażona we wszelakie wygody, by z godnością przyjmować gości - nic tylko wdychać wspaniałość (chyba swoją) wśród tego... przepychu? Przynajmniej nie kuł w oczy i nie przeszkadzał. Japończyk (wspaniałomyślnie) dał się poprowadzić korytarzami w kierunku sali konferencyjnej, gdzie czekało już na niego zarezerwowane miejsce (cieszyłby się z miejsca dla VIPa gdyby nie to, że w sumie żadnym VIPem nie był) z plakietką na stole opatrzoną jego imieniem. Nic tylko zasiadać i... i co właściwie? Bo powód tego zebrania nie został mu podany. Nie żeby mu się to podobało, że ciągną jego, obolałego starca, na jakieś zebranie, chuje-muje i inne węże, odciągają od tulenia koali i jeszcze nie mówią po co. No ale cóż. On to nie John Cena, żeby pyszczyć całemu zgromadzeniu, ot taki tam... skromny, drobny, nic nie znaczący wampirek... I takoż też skromnie i grzecznie usiadł sobie na krzesełeczku.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Wto Paź 03, 2017 3:37 pm

Szef(owa) urzędników. Pozycja Zeami była równie wysoka, co wiążąca się z ogromną odpowiedzialnością. Byłaby pełna powaga, gdyby tym razem na miejscu z jego (jej) imieniem nie znalazła się młoda Azjatka, której oczywiście nikt nie znał... a jednak kobieta w casualowej bluzie i jeansach pomachała do wszystkich pieszczotliwym ruchem dłoni, jakby była na spotkaniu ze swoimi fanami. Oczy zdawały się błyszczeć tysiącem ogników i tylko najstarsi obserwatorzy mieli szansę dostrzec grę aktorską... ale czy naprawdę mieli szansę z twórcą teatru masek? Uśmiech perlisty skropił zebranych błyskiem bieli i czystości, jak w reklamie pasty do zębów, a niektórzy nieśmiertelni mogliby przyznać, że było w tym coś z iluzji. W imię jasności: było bardzo dużo.
Któż miałby czelność zrobić coś takiego, jeśli nie Zeami? Kto odważyłby się usiąść na tym miejscu, jeśli nie Zeami? A jednak, gdyby jakiś urzędas postanowił coś natychmiast sprawdzić, okazałoby się, że w bazie danych zdjęcie Zeamiego przedstawia dokładnie tą kobietę! Wszystko jest tutaj pod kontrolą, prawda? Ktoś ma jakieś wątpliwości? Nie? To jedziem z tym koksem.
Prankster(ka) ułożył na stoliczku papiery, które zostały losowo wybrane ze stosiku na jego własnym biurku - niektóre były nawet puste! Wcale a wcale nie miały najmniejszego znaczenia w kontekście dzisiejszego spotkania, przynajmniej ponad misję podtrzymania formy. Forma z kolei była jedynym sensem, który zdawał się trzymać wiekowego wampira z daleka od chociażby śladów szaleństwa. Robił to, co kochał. Mógł być kim tylko zechciał. I jeśli oddawał czemukolwiek cześć - była to Nergui.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Wto Paź 03, 2017 7:04 pm

Dragomir
Wejście Dragomira wzbudziło mieszane uczucia pośród pracowników. Nie każdy z nich był tak uprzejmy jak powinien, w szczególności Ci przynależący do działu urzędników. Stare wygi dobrze wiedziały, gdzie ich miejsce i chociaż nie mogli się równać z wampirami, tak grupę śmiertelnych traktowali z ogromnym dystansem.
Inaczej na to wszystko spoglądali ludzie z poziomu łowców oraz uczonych. Ci pierwsi byli w zasadzie najluźniejszym gronem, z kolei Ci drudzy charakteryzowali się nienasyconym głodem wiedzy – ciekawość oraz dociekliwość był im imieniem oraz nazwiskiem.
Ostatecznie Pan Dragomir zebrał mnóstwo not choć bez wątpienia wszystkie jednostki – te niesympatyczne również – przywitały się z mężczyzną. Przewodnicząca lub raczej organizatorka spotkania, Sonia, wskazała ghulowi należne mu miejsce niedaleko wampirzej Pani, która najwyraźniej zażyczyła sobie posiadać go bardzo blisko siebie. W innym wypadku Dragomir mógł zająć miejsce wraz z innymi ghulami, które znajdowało się dość daleko od siedzisk wampirów.
Ze znajomych postaci Dragomir wychwycił wspomnianą Sonię, prywatną „sekretarkę” Eusebio. Kobieta bardzo chętnie zacznie rozmowę.
Z innych osobistości na razie brak znajomych twarzy, co najwyżej facjata starego dzia… znaczy się, jakże młodego i pięknego Japończyka – pss, to ten mruk. Źle mu z oczu patrzy. Eusebio go nie lubi.
Psst. Potem zjawiła się dziwna kobieta. Ta to ponoć szefowa urzędasów.
Ogólnie rzecz biorąc Dragomir może: porozmawiać z Sonią lub kimkolwiek innym. Ponadto widzi Shirai’a oraz Zeami.

Shirai
Mruk nad mrukami. Swoim przybyciem wzbudził spory niepokój. Każdy, kto choć minął wampira poczuł dziwny dreszcz biegnący wzdłuż ciała, sama prowadząca kobieta ledwo nie zeszła na zawał.
Łowcy go ignorowali, uczeni spoglądali ze strachem i fascynacją, a urzędnicy? Ci bali się najbardziej, ale też najdokładniej starali się to ukryć. Dwulicowcy jedni, widać, że często srali wyżej niż mogli, ale co zrobić? W końcu nie bez powodu zdobyli sobie przychylność Eusebio.
Shirai siedząc zauważył: Dragomira (oraz to co postanowi zrobić w następnej akcji), kilku krzątających się ludzi i ghuli, w tym Sonię, urzędniczkę i prywatną sekretarkę (kaszle) Eusebio oraz Zeami, dziwną Pannicę ze sztucznymi cyckami (każdy to wie), która robiła za przewodniczącą urzędasów.
Japończyk miał do wyboru: podokuczać usługującym mu ludziom, posiedzieć i popatrzeć, ewentualnie wdać się z kimś w dyskusję.

Zeami
Urzędnicza w masce. Gdyby nie fakt, że w siedzibie wszystko było skrupulatnie monitorowane – prócz kibli – wampirzyca miałaby spory problem z dostaniem się do Sali. Jakby nie patrzeć prawo wstępu mieli nieliczni, specjalnie wytypowani i wyselekcjonowani, a nie jakieś randomowe panienki, które swoim wyglądem… przykuwały spojrzenie nie tam, gdzie potrzeba!
Reakcja na nieśmiertelną była bardzo podobna, co w przypadku Dragomira. Część ludzi przywitała ją z „otwartymi” ramionami, druga część, ta bardziej zadufana i ciskana przez kije w dupach, skinęła jedynie łbami w akompaniamencie chłodnego spojrzenia.
Zeami usiadła i podobnie jak reszta dostrzegła następujące osoby: Dragomira, Shirai’a oraz Sonię. Mogła sobie z nimi porozmawiać, pobawić się stosem papierów lub po prostu posiedzieć.

Wszyscy: Eusebio jeszcze nie przybył. Na ten moment pieczę nad spotkaniem sprawuję Sonia, prywatna sekretarka wampira i urzędniczka. To do niej należy kierować wszystkie pytania.
Zachęcam do integracji.
Powrót do góry Go down

avatar

Grupa :
Wampiry

Rola / pozycja :
Nikt

Wiek :
125 lat

Multikonto :
Admin




http://intodarkness.forumpolish.com/t40-mei-xiu-li
http://intodarkness.forumpolish.com/t67-informator-mei-xiu
http://intodarkness.forumpolish.com/t272-relacje#1095
http://intodarkness.forumpolish.com/t271-dziennik#1093

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Wto Paź 03, 2017 7:34 pm

Rodzinne zebrania to zło. Brak im radości, kolorów i swobody wypowiedzi. Wszyscy tylko liżą dupę przywódce, albo poją słuchaczy zdobnymi kłamstewkami o ideach, sławie i chwale. Guzik prawda. Kim nigdy tego nie lubił, ani spotkań, ani przesiadywania w siedzibie Sojuszu. Właśnie dlatego kupił sobie swój prywatny apartament jak najdalej stąd, aby nie musieć, patrzeć i słuchać, a w szczególności, aby nie przebywać wśród zakłamanego towarzystwa. Czemu zatem postanowił się pojawić? Ponieważ skurczybyk mimo wszystko szanował tutejszą hierarchię, choć ponad nią szanował swojego stwórcę. Kij, że typ był homosiem, do tego starym i psychicznym homosiem. Ojciec to ojciec, ma się tylko jednego co nie? Ponadto Koreańczyk nie mógł sobie darować widoku włazidupstwa wobec osóbki Eusebio, która najwidoczniej jeszcze nie przybyła. Peszek.
Wejście młodego łowcy niespecjalnie zainteresowało tutejszą ludność. Może to kwestia bycia szczylem, a może… No nieważne. Koreaniec po prostu wszedł, grzecznie się uśmiechnął, ukłonił komu trzeba i zajął należne miejsce pod ścianą, co by nikomu nie przeszkadzać, ale za to, aby móc mieć wszystko i wszystkich na oku, a oczy to miał ładne, oj miał. Skurczybyk jak raz na Ciebie spojrzał to był koniec. To chyba wina Yinowych genów.
Młody wampir w przeciwieństwie do innych z wykluczeniem sztucznej baby, nie był specjalnie odpicowany. Strój miał elegancki, ale przede wszystkim wygodny w razie, gdyby doszło do nieoczekiwanego bum – w skrócie, czarne spodnie, wyprasowana (sory jestem pedantem) czarna koszula i wygodne buty, elo. Do tego oczywiście czarne włosy no i ślepia. Po prostu ostoja czerni! Dont judge, głebia oceanu też jest w sumie czarna…
Reasumując, młodziak wita się ze wszystkimi, starszym to się nawet ukłoni, potem zrobi ładne oczka i uśmiech, a jeszcze potem stanie pod ścianą, aby nikomu nie przeszkadzać. Mnie tu nie ma, proszę nie zwracać na mnie uwagi! Jestem kotem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar

Rola / pozycja :
Ulubienica tłumów

Wiek :
11 lat

Multikonto :
Żona Putina




http://intodarkness.forumpolish.com/t63-momoko#200
http://intodarkness.forumpolish.com/t93-informator#416
http://intodarkness.forumpolish.com/t95-dziennik#418

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Wto Paź 03, 2017 8:12 pm

Któż to radosnym krokiem przemyka korytarzami berlińskiej siedziby? Czyżby spostrzegawcze spojrzenie tego, czy tamtego wykryło jakiś ruch w miejscu, gdzie nie powinno go być? Moglibyście dać sobie rękę uciąć, że byliście sami, a w tym samym czasie, jednym prostym ruchem ujawniała się przed wami postać dziewczynki - młodej, wyglądała może na osiem lat. Kucyki po obu stronach głowy, na nosie okulary i niezmiennie uroczy, zabójczy wręcz uśmiech. Tak, Himeka przebywała w Allianzie, próbując przekuć konieczność w czystą przyjemność. Patrząc zresztą na jej zadowoloną buźkę i zupełnie czystą, różową sukienkę (z białymi falbankami na końcu), nie można było oprzeć się wrażeniu, że radość jest zupełnie autentyczna.
Albo po prostu była idealną aktorką, próbując dorównać swemu panu.
Nie zmienia to jednak faktu, że zjawiła się w sali konferencyjnej, podskakując przy każdym kroku zupełnie tak, jakby nie znajdowała się w mrocznym sercu wampirzego świata, a na pięknej, zielonej łące. Jednakże proszę nie zwracać uwagi na tego dzieciaczka - przynajmniej na razie, gdyż przesuwała się powoli, miarowo, w stronę Zeamiego w postaci pięknej, młodej kobiety. Czy mogła mu mówić już "ciociu"?
Kłaniała się ładnie, scenicznie przed każdym napotkanym wampirem oraz ghulem. Wiecznie świecąc ząbkami w pięknym uśmieszku, chociaż jej spojrzenie mówiło zupełnie co innego. Co mogło się kryć w dziecięcych oczach, patrzących po kolei na Dragomira, Shiraia, Yeongho? Pogarda. A gdy spoczęły na Azjatce? Bezgraniczna miłość.
- Ciociu! - powiedziała na tyle głośno, by zostać zauważoną, a jednocześnie nie do końca sprowadzić na siebie całą uwagę. Chociaż co prawda głównego wampira, w postaci Eusebio, nadal nie było. Mogłaby więc na przykład wpakować się idealnie na kolana swojej wampirzej pani - na razie jednak postanowiła tego nie robić, siadając sobie na ziemi, tuż obok niej. Na wszelki wypadek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Wto Paź 03, 2017 9:10 pm

Lepiej wywoływać jakieś uczucia niż zostać zlanym przez otoczenie... no chyba że aspiruje się do bycia cieniem. Dragomir choćby chciał... to i tak nie bardzo mu się to udawało. Przynajmniej nie w tej organizacji. To pewnie przez tą fantastyczną osobowość, której nie posiadał... chociaż mu się wydawało, że ma takową. A może to wina jego rasowej przynależności? Ni ten, ni tamten...
Urzędasy jakie były - każdy, który miał z nimi chociaż raz do czynienia to wiedział... Na szczęście Adrie to nie kręciło... więc nie musiał się z nimi urzerać na co dzień. Mógłby, tylko po co? Znając Dragomira upatrzył sobie jakieś słabe urzędnicze ogniwo i swoim bezczelnym, może nieco lubieżnym spojrzeniem zaczerwienił jej lub jego policzki. To by było w jego stylu. Czasem naprawdę lepiej było się nie odzywać... Nie zrobił tego po złości... on po prostu taki już był.
Mimo wszystko powitał ich wszystkich w sposób przyjazny, wyłuczony, uprzejmy... nawet jeśli z jakichś względów kogoś nie lubił. Ogładę wyniósł z ambasad, więc... i gierki nie były mu obce. Ważne, by balansując zachować równowagę.
Z niektórymi przywitał się nieco cieplej. Jak na przykład z Sonią, Yeongiem czy z innymi łowcami. W jakiś sposób czuł do nich przynależność, co w jego przypadku było elementem wręcz niezbędnym do funkcjonowania. Zawsze był członkiem jakiejś organizacji i cieplejsze stosunki utrzymywał właśnie ze współprzynależącymi.
- Ślicznie dziś wyglądasz. - skomplementował Sonię niemalże szepcząc jej do ucha.
Nie był przygotowany na to, że dane mu będzie zasiadać tak blisko swojej pani. Aha, dzisiaj nie przy stoliku dla dzieci. - przeszło mu przez myśl. Chyba to było dość ważne spotkanie. A może dowiedziała się, że molestuje pod stolikami inne ghule i wolała mieć go na oku?
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Wto Paź 03, 2017 9:58 pm

Sztukę milczenia Shirai opanował wręcz do perfekcji. Lepiej się nie odzywać, trzymać języczek za ząbkami (och tyle na nim jadu było..!), bo kiedy już te usteczka otwierał... to zazwyczaj coś wybuchało. Pan Dragomir coś chyba o tym wiedział. Zresztą kiedy się ruszał często też, więc lepiej siedzieć, nic nie mówić, nie patrzeć... na szczęście brak oddychania nie był tutaj żadnym problemem. Jeden kłopot z głowy.
Śmiechem na sali było dopiero to, że najstarszy wampir usiadł sobie jakby nigdy nic przy stoliczku dla dzieciaczków. I było mu z tym faktem bardzo dobrze.
Czarne ślepia przeniosły się na nieznajomą wampirzycę, która jakby nigdy nic zajęła miejsce Zeamiego. Och..? Co to, jak to? Czyżby staruszek kopnął w kalendarz i zastąpił go ktoś nowy? Mógł chociaż wysłać zaproszenie na stypę. Większości z tych ludzi zupełnie nie kojarzył. Ciężko powiedzieć, żeby przypatrywał się im z zainteresowaniem, trochę bardziej jakby patrzył właśnie na świeżo wysmażone steki i zastanawiał się, czy zanim je zje to nie powinien najpierw spryskać odrobiną oliwy z czosnkiem. Zaraz jednak jego spojrzenie skupiła odziana w czerń sylwetka. Kolejny człowiek? Nie. Chyba że dopiero czekał na swojego wampirzego pana. Przyciągał swoim magnetyzmem, iście kocim - nie bolały czasem poduszki łap od chodzenia po bezdrożach, Dachowcu? Zaraz potem do pomieszczenia weszła dziewczyneczka o iście nienagannych manierach... i jakże ognistym spojrzeniu. Shirai aż nie mógł się powstrzymać, by ten uśmiech odwzajemnić - z tym, że jego wcale nie był piękny, ale z pewnością rozbawiony. Pobłażliwie rozbawiony. I cholera wie, czy ta pobłażliwość wystosowana była do małej niewiasty czy może do niego samego.
Taki to już z niego był ignorant co do tej rodziny, że sporej części nawet wampirów nie znał, więc co dopiero o tych ludziach wspominać..! Nigdy się nie angażował - ani w sprawy Allianzu ani w jakiekolwiek relacje, pewnie dlatego wychodziło jak wychodziło. W dawnych czasach dawał się porywać - wojnom, przelewowi krwi, ale to było dawno temu i z biegiem czasu to zainteresowanie malało. Doprawdy - starość, nic więcej! Rzadko czuł teraz jakiekolwiek porywy potrzeb poszukiwania rozrywki, zwłaszcza, kiedy Allianz kazał za nią płacić pełnym posłuchem i zaangażowaniem. Nie. Dobrze mu było od samego początku na tym miejscu, już kiedy obserwował powstawanie tej organizacji po pozbyciu się Łowców. Wojna z Łowcami... zbyt wiele zmieniła.
Zbyt wiele odebrała.
No a poza tym ktoś musiał zajmować się koalą lol.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Wto Paź 03, 2017 10:38 pm

Wielu mówi, że gdzie Marcus, tam impreza. Ale gu! Tym razem się nie zjawi! Jego ukochana, lubująca się w kastrowanie dupków Cassidy, też nie zaszczyci uczestników narady swoją obecnością. A wszystko przez niewdzięcznych kretynów, którzy mają czelność nazywać się łowcami...  Jedynie Chara- słodka dziewczynka o twarzy anioła i dowcipach suptelnych niczym armia radziecka, trzymając się jeszcze w jednym kawałku, była w stanie przybyć na miejsce spotkania. I to pod postacią wiewiórki. Ominąwszy strażników, wdrapała się na trzecie pietro i weszła przez otwarte okno do kibla... Przepraszam, toalety. Dostała się w ten sposób do wnętrza budynku, po czym przybrała ludzką postać i udała się do sali konferencyjnej. Ubrana była skromnie, w czarną, koronkową sukienkę lolity, pożyczoną od koleżanki, białe rajstopy i czarne buciki. Tak, kąpiel też wzięła właśnie u swojej psiapsióły, w końcu jej własny dom... Wyglądał jak po odwiedzinach inkwizycji. Więc czemu nie zatrzymała się w klasztorze? Otóż prosząc wampiry o pomoc, musiałaby powiedzieć im, co dokładnie sie stało. A wolała z wyjawieniem prawdy poczekać do narady i spotkania z dziadkiem Eusebio...
- Idiotko, to nie jest twój dziadek, tylko szef bandy krwiopijców, robiący za ojca chrzestnego. Ma cię w... Czterech literach- zganiła się w myślach, powtarzając przy tym, co o Eusebio mówił jej ojciec. Wiedziała, że nie mogła prosić zarządcy o pomoc. W sumie, to choć nie chciała jeszcze umierać, nie zamierzała też błagać wampirów o litość. Nie tak została wychowana. Czy to dobrze? To się jeszcze okaże...
- Gdzie mam usiąść?- zaczęła się zastanawiać, widząc na sali wiele krzeseł. Co prawda znała hierarchie wampirów, ale ostatnio siedziała przy stole razem z rodzicami. Teraz, kiedy ich nie ma... Nie wiedziała, gdzie się podziać. Stanęła więc w kącie sali przy wejściu i splotłszy rece, zaczęła z bezradności przyglądać się wszystkim gościom.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sro Paź 04, 2017 12:27 am

Siedziba Sojuszu uchodziła za miejsce bardzo estetyczne, czyste i zadbane, mimo że większość lokatorów żyła w dawnej Europie, gdzie słowo higiena było totalną abstrakcją, której nikt nie rozumiał. W końcu był to kontynent syfiących najeźdźców z kompleksem mniejszości, których imperialne zapędy swego czasu przerosły niezbyt duży kontynent i rozpleniły się po całym świecie jak zaraza, tworząc takie molochy jak Hegemona Brytyjskiego. Czwarta część świata i trzecia część ludzkości pod panowaniem brudnej korony w rynsztokowym mieście. Mimo tego, rezydencja wiekowych wampirów spełniała większość kryteriów sanitarno-epidemiologicznych, w tym oczywiście brak gryzoni. I tu należy zwrócić uwagę na mały szczegół, wyjątek od reguły, jakim był jeden, jedyny szczur, którego służba dobrze znała i wiedziała, że nie należy się go pozbywać, nie zawsze do końca wiedząc dlaczego. Ten właśnie gryzoń niepostrzeżenie pomknął po sali, starając się nie zwracać na siebie zbyt dużej uwagi tłumu.
Z tej perspektywy nie widać było plakietek, lecz układ miejsc był mu doskonale znany. Nie zmieniał się notabene tak często. Dlatego nagle w pobliżu domniemanego miejsca przeznaczonego dla najważniejszego z łowców, mały szczur zamienił się nagle w wielkiego mężczyznę ubranego w estetyczny garnitur, na którego głowie umieszczony był cylinder. Skinął głową po kolei każdemu zebranemu, licząc od najważniejszych osobistości. Powoli ilustrując gości, nie mógł nie zauważyć małej dziewczynki w kącie, wybitnie nie wiedzącej co ze sobą zrobić. Starał się przypomnieć jej imię jednak... czy mu się to udało?
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sro Paź 04, 2017 4:14 am

Kobieta sterczała nad papierami, jakby naprawdę sprawdzała coś ważnego z zacięciem. W pewnym momencie nawet chwyciła długopis i poczęła bazgrać ze zmarszczonym czółkiem, jakby robiła za asystentkę pana prezesa, albo jakąś niewinną studentkę, która się moczyła po nocach na myśl o rozmowie kwalifikacyjnej.
Pięć nieznośnych minut później Himeka mogła zobaczyć, że ciocia narysowała jej bardzo ładnego kotka skaczącego na gałązkę z ptaszkiem. Wręczając jej rysunek łobiuziarsko przygryzła wargę, a potem dostrzegła kątem oka Charę. Znaczy, jakiegoś nieboraka. Znaczy, to ten moment, kiedy musiała wchodzić do akcji, bo coś niezbyt sobie przypominała o kolejnym bachorze pod skrzydłami Allianzu.
Zeami postanowiła od razu działać. Z miejsca pochyliła głowę nad swoim własnym okruszkiem słodkości i wskazała Himece to czarnowłose, malutkie chuchro w rogu.
- Idź się pobaw, sama siedzi, zapytaj jak się nazywa, widać, że jest sama... - wyszeptała po japońsku do Himeki, modulując swój głos w sugestywny sposób. Ot, dobrze się gówniakiem zająć, zanim ucieknie.
Nawet nie poczeka, aż idolka pójdzie wypełniać swoje zadanie. Natychmiast wyciągnie telefon, po czym zacznie przebiegać wzrokiem po bazie danych, szukając pośród zarejestrowanych członków Allianzu małych dziewczynek, żywych i martwych, porównując z tym czymś na końcu sali. Jak nic nie znajdzie, to szybko zerknie na listę wampirów zdolnych do zmiany formy, tak jak Zeami. Domyślnie, nie było ich zbyt wiele, a część z nich musiała być tutaj obecna. Mógł to być więc obcy, szpieg, wyrzutek, dzikus - coś niebezpiecznego. Jeśli jeszcze nie udało mu się wyszukać informacji, to pewnie lada chwila pogoni kogoś poważniejszego od Himeki do zajęcia się tym problemem.
Przybycie Silli dało jej poczucie wsparcia i skinęła mu głową z ciepłym uśmiechem, zdecydowanie nieprzeznaczonym dla zwyczajnej publiki. Bo na "górze" powinna panować zgoda. Proste. Zauważywszy (mniej lub bardziej), że naczelny łowca również zainteresował się Charą, Zeami zaprosiła go ruchem ręki, aby usiadł obok. Znaczy, nie na fotelu Eusebio. Po drugiej stronie, co by nie było.
Powrót do góry Go down

avatar

Grupa :
Ludzie

Rola / pozycja :
Rude, czyli zło wcielone

Wiek :
707 (25)





PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sro Paź 04, 2017 1:30 pm

Jeśli ten cholerny szczur myślał, że jest taki sprytny, to się grubo, kutwa, mylił! Za nim do sali wbiegło drugie, małe słodkie stworzonko. Biała myszka, dzielnie tuptała, by dogonić uciekiniera. Myszka tuż za siedzeniem dzielnego łowcy zmieniła się w rudowłosą kobietę. Silla nie lubił zwracać na siebie uwagi, ale to przecież trudne, gdy nie można się pozbyć swojej Rudej siostry. Bujna burza loków okalała jej bladą, piegowatą buzię. Umalowane na krwistoczerwony kolor usta rozciągały się w uśmiechu, ukazując jej ostre kiełki, których ukryciem wcale się nie kłopotała. Długie nogi skrywały w większości długie, czarne kozaki na wysokim obcasie. Dodawały jej jakieś dziesięć centymetrów, ale to przecież nie wiele, bo i tak była sporo niższa od brata, wielkoluda. Buty sięgały jej niewiele za kolano, a do mniej-więcej połowy uda sięgał jej "oversizowy" sweter w kolorze szarym. W sumie miała na sobie tylko jego. A ten jeszcze uparcie spadał z jej szczupłego ramienia, odsłaniając więcej jej bladej, piegowatej skóry.
Poważna i dość istotna w ich światku przewodnicząca uczonych wyglądała bardzo mało poważnie. Zwłaszcza, kiedy objęła swojego braciszka od tyłu, kiedy grzecznie sobie siedział i kiwał głową do zebranych. Nie rzucać się w oczy, tak? No teraz z pewnością będzie się rzucać, bo miał czerwone usta odciśnięte na policzku. Effie, jak to Effie. Musiała najpierw oznaczyć teren.
-Dobry wieczór, Braciszku. - mruknęła mu do ucha i dopiero wtedy się wyprostowała i rozejrzała po sali. Eusebio jak zwykle spóźniony, to nic nowego. Och. Jeden z podwładnych Silli - całkiem niezły słodziak. Oblizała delikatnie swoje wargi koniuszkiem języka. Jakiś Blondas, pupilek któreś z wampirzyc. Dwie małe dziewczynki - na ich widok Effie uśmiechnęła się łagodniej i jakby zamyśliła na chwilę, a później spojrzała na Zeami i skinęła jej głową. Początkowo chciała usiąść bratu na kolanach, ot tak dla draki, ale jednak zdecydowała się usadzić tyłeczek na miejscu tuż obok niego. Szefowie działów musieli siedzieć obok siebie, prawda?!
Gdy zauważyła, że Azjatka próbuje przywołać do siebie Sillę, to jakby odruchowo, ręka rudowłosej wylądowała na kolanie łowcy. Domyślała się, że nie miało to nic wspólnego z podrywaniem jej braciszka, ale nic nie mogła poradzić na własne odruchy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sro Paź 04, 2017 6:14 pm

Stare chińskie przysłowie mówi - spiesz się powoli. Albo coś w tym rodzaju.
Szanowny pan Shen w pełni się stosował do tego przysłowia, dlatego nie zjawił się na samym początku jak reszta. Wszak do przybycia Eusebio było jeszcze trochę czasu, a na spotkanie z tak ważną osobistością nie można przyjść bez przygotowania.
Zatem w pewnym momencie na salę wkroczył osobnik, od którego aura dawnych czasów biła po prostu na kilometr. Odziany w śnieżnobiałą, tradycyjną chińską szatę z obszernymi rękawami, kroczył przez salę powoli i dostojnie, jak jakiś cesarz. Długie włosy miał upięte w elegancki kok i przyozdobione platynową szpilą. Bardziej spostrzegawcze osoby mogły dostrzec, że przybyły wampir ma subtelnie podkreślone oczy. Wszak każdy szanujący się chiński arystokrata malował sobie kreskę na powiekach. No cóż, pal sęk że to było pięćset lat temu... stare wampiry miały swoje przyzwyczajenia i naprawdę ciężko im się ich pozbyć.
Yin zmierzył wszystkich obecnych wyniosłym spojrzeniem, lecz gdy tylko natknął się wzrokiem na Zeami, od razu pokłonił się elegancko. Wszak Szefowej się trzeba kłaniać, prawda? Każdy urzędas wiedział, że porcja wazeliny to podstawa. A nikt nie wiedział o tym lepiej niż szanowny pan Shen.
Wampir w bieli zajął swoje miejsce przy stoliku, przy okazji zaszczycając krótkim spojrzeniem Shirai'a i swojego syna - Yeonga. Zjazd rodzinny tak naprawdę wcale mu nie odpowiadał, ale Yin uśmiechnął się uprzejmie... jak na fałszywego Chinola przystało. W głębi ducha marzył o tym, aby ten spęd jak najszybciej się zakończył.
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sro Paź 04, 2017 6:18 pm

Himeka
Wejściu Himeki towarzyszyło wiele szerokich uśmiechów, w szczególności ze strony urzędników. Przypadek? Raczej jawna faworyzacja pannicy i to jeszcze na tle publicznym!
Himeka z racji spostrzegawczości widziała wszystkich tj. starego pryka Shirai’a, swojego… swoją ciocię, dziwną dziewczynę, która wpadła jak torpeda (prawie), rozmawiającego z Sonią, Dragomira, stojącego gdzieś w cieniu wampira i w zasadzie każdego, kto postanowił przekroczyć drzwi ogromnej Sali konferencyjnej.

Dragomir
- Chcesz mnie zawstydzić czy może zaprosić na kawę? – Sonia uśmiechnęła się zaczepnie do Dragomira. Było jej bardzo miło usłyszeć komplement, który tak swoją drogą trafił w sedno. Idealnie skrojona marynarka, biała koszula, obcisła spódnica z materiału, do tego ciemne rajstopy oraz obuwie na podwyższonym stanie. W takim stroju Panna Sonia faktycznie prezentowała się jak smakowity kąsek do schrupania. Nic dziwnego, że skupiała na sobie znaczną część męskiej i poniekąd damskiej publiki.
- Jeśli tak to może po spotkaniu.– dodała uśmiechając się do mężczyzny po uprzednim i jakże subtelnym przygryzieniu dolnej wargi ust.

Chara
Młoda swoim zachowaniem zwróciła na siebie uwagę kilku ludzi, wampirów no i chyba drugiej małej dziewczynki. Nigdzie jednak nie wypatrzyła Eusebio.

Silla
Pan łowca za wszelką cenę starał się pozostać niezauważony. Z początku szło mu to całkiem nieźle, aczkolwiek kiedy tylko powrócił do swojej „postaci”, oczy kilku z ludzi zwróciły się w jego stronę. Nikt nie lubił pranksterów, a tych starych tym bardziej.
Stary wampir miał prawo rozpoznać KAŻDEGO znajdującego się na Sali, w końcu jakby nie patrzeć pochodzili z tej samej grupy. Nawet malutka dziewczynka nie była mu obca, choć z pewnością zagubiona. Czemu?

Zeami
Zeami w istocie znalazła spis wszystkich ludzi pracujących dla Sojuszu, tych zwykłych, jak i mniej zwykłych również. Wśród drugiej grupy widniało zdjęcie oraz personalia malutkiej Chary. Jeśli wierzyć informacjom była ghulem Marcusa, przedstawiciela urzędników, a zarazem syna Eusebio. Wampir tj. Marcus ostatnio coś zamilkł. Teoretycznie nie zapowiadało się na nic szczególnego, gdyby nie drobny detal. Otóż nieśmiertelny nigdy dotąd nie ignorował „rodzinnych” spotkań, a tym bardziej nie miewał w zwyczaju znikać na dłużej niż dwa/trzy dni. Co się mogło stać?

Yin
Przybyciu Śnieżnego Pawia… przepraszam, Feniksa, towarzyszyło wiele uśmiechów i pokłonów. Podobnie jak Himekę, tak i jego urzędnicy szanowali i lubili, no i może przy okazji obgadywali, ale to przecież nic złego! Yin po zajęciu miejsca miał idealny widok na całą salę. Naturalnie więc widział, cóż czyniły poszczególne (wszystkie) jednostki.

WSZYSCY
Silla i Effie swoim zachowaniem zwracają na siebie uwagę WSZYSTKICH zebranych.
Ludzie zaczęli rozchodzić się po sali. KAŻDY WAMPIR otrzymał swojego prywatnego ludzkiego "sługę". Miał on za zadanie zapewnić mu jak najlepszy komfort podczas spotkania.
Powrót do góry Go down

avatar

Grupa :
Wampiry

Rola / pozycja :
Nikt

Wiek :
125 lat

Multikonto :
Admin




http://intodarkness.forumpolish.com/t40-mei-xiu-li
http://intodarkness.forumpolish.com/t67-informator-mei-xiu
http://intodarkness.forumpolish.com/t272-relacje#1095
http://intodarkness.forumpolish.com/t271-dziennik#1093

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sro Paź 04, 2017 7:07 pm

Pytają czy nie bolały go łapy. Otóż nie, nie bolały. Czarny kocur świetnie radził sobie z przeskakiwaniem z dachu na dach lub z subtelnym przemieszczaniem się pomiędzy zgromadzonymi jednostkami. Jedna z nich zwróciła jego szczególną uwagę – uniósł więc oczy, spojrzał i pochłonął cały dziwny mrok równie dziwnego osobnika. Potem te same oczy skierował dalej, na małą zdezorientowaną dziewczynkę. Zgubiłaś się?
Koreańczyk nie miewał w zwyczaju być wylewnym w obecności publiki. Z drugiej strony mała zdawała się kogoś szukać i trochę głupio by było pozostawić ją własnemu losowi. Westchnął więc i ruszył w ślad za koreańskim zwyczajem, który wyjątkowo zezwalał na okazywanie uczuć wobec małych pociech.
- Potrzebujesz pomocy? – swoje pytanie wampir skierował do młodej dziewczyny Chary. Co zabawniejsze do jego sformułowania użył języka angielskiego z domieszką śmiesznego azjatyckiego akcentu. Miał nadzieję, że dziewczę, a w zasadzie ghul zrozumie jego pytanie. Dont judge please! Kilka razy zdarzyło mu się gadać i gadać i gadać do ghula, a ten nic! Potem tylko się okazywało, że facet czy tam babka nie mieli bladego pojęcia o czym do nich gadał nieśmiertelny. Czemu? Ponieważ nie znali języka angielskiego, prędzej niemiecki, który z kolei był obcy nieśmiertelnemu. Trochę przyps.
Czarnowłosy chcąc okazać dobre intencje zdecydował się kucnąć przed młodą, aby ich spojrzenia mogły się ze sobą zrównać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Paź 05, 2017 1:08 am

Dla niektórych myszy były słodkie, jako malutkie puchate stworzonka, dla innych jedynie w sosie miodowym. Od wielu lat wydawało mu się ironicznie zabawne, że jego własna siostra otrzymała odzwierciedlenie swojej ciekawości właśnie w postaci białej, hodowlanej myszy, zazwyczaj przeznaczonej do testów labolatoryjnych. W normalnych warunkach, taka mała mysz zwracała mniej uwagi niż spory szczur, podobnie z resztą sytuacja miała się w przypadku nagłego pojawienia dwumetrowego draba, a normalnej wielkości kobiety. Wiedział jednak, że ta lisica zrobi wiele, by ściągnąć na siebie jego uwagę. Stąd miał dwie możliwości, albo poddać się tym próbom i tym samym wystawić na kolejne, albo spróbować je zignorować i tym samym... wystawić na kolejne. Szeroki wachlarz możliwości, trzeba przyznać.
Dlatego też z początku zignorował fakt dość niewielkich ilości ubioru, jakie założyła jego siostra, oraz ich niewielkie przystosowanie do aktualnej sytuacji.
- Dobry wieczór droga siostro - Odpowiedział jakby nie zważając na fakt, że sam miał odciśnięte jej usta na bladym policzku. Starał się wyglądać na tego niewzruszonego, panującego nad sytuacją.
Jak ta mała mogła się nazywać? Pod lokowaną czupryną kłębiła się cała masa imion, toteż chwilkę potrwało, nim przypomniał sobie w pełni Charma, albo Chara. No dobrze, dokładnie nie pamiętał. Ghul Marcusa... gdzie do cholery był Marcus? Czyżby po prostu kazał przyleźć tu swojemu malutkiemu ghulowi bez opieki? Głupiec, żeby dziewczynka była chociaż dorosła.
Ostatecznie to nie był jego problem ale Zeami. Właśnie, Zeami, ta najwyraźniej zapraszała go by usiadł nieco bliżej, gdzie oboje mogli pokonwersować we względnym spokoju. Z resztą to samo przywuważyła Effie co postanowiła jasno mu zakomunikować dłonią na kolanie.
Kruk odwrócił się do niej i ciepło uśmiechnął.
- Może jednak zmienimy miejsce? - Powiedział, po czym w miarę możliwości przesiadł się na wskazane miejsce naprzeciwko azjatki
Powrót do góry Go down

avatar

Rola / pozycja :
Ulubienica tłumów

Wiek :
11 lat

Multikonto :
Żona Putina




http://intodarkness.forumpolish.com/t63-momoko#200
http://intodarkness.forumpolish.com/t93-informator#416
http://intodarkness.forumpolish.com/t95-dziennik#418

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Paź 05, 2017 11:06 am

Himeka, jak to dziecko - grzecznie czekała przy boku swojej pani. Wydawałoby się, że powinna dać ponieść się ciekawości. Podnieść się z pięt, oprzeć cały ciężar ciała na kolankach, by zajrzeć przez ramię Zeami, próbując dostrzec, co dzieje się na kartce. Kluczem jest jednak "wydawałoby się". Ponieważ wbrew swojemu dziecięcemu usposobieniu, była przecież nauczona manier. Także tego, że cierpliwość się wynagradza.
Dlatego też kiedy tylko w jej dłonie trafił rysunek, Himeka najpierw przyjęła go w dwie dłonie, a później uśmiechnęła się jeszcze szerzej, zupełnie jakby wygrała jakąś wielką, wielką nagrodę. Nie ominęła także faktu przygryzienia wargi, co mogła tak naprawdę interpretować w każdy, dosłownie każdy możliwy sposób. Wpatrywała się jednak w Zeami z uwagą, jedna dłoń na nagim kolanku, druga ściskała rysunek. Dopiero w momencie, w którym uwaga jej cioci zajęła się inną dziewczynką znajdującą się w pomieszczeniu. Czy po jej twarzy przeszedł chociaż cień zazdrości? Na pewno nie przed samą Azjatką. Wręcz przeciwnie, na jej prośbę, wyartykułowaną po japońsku, Himeka skinęła energicznie głową dwa razy (wprawiając jednocześnie w ruch kucyki), po czym uniosła się szybko, w końcu prostując chude nóżki.
Nie była już przecież tą samą Himeką, co parę lat temu. Nie trzeba było powtarzać jej różnych poleceń, czy ich tłumaczyć. Dlatego też znalazła się przy Charze dość szybko, acz nie tak szybko, jak Yeong.
- Cześć, jak masz na imię? - spytała po niemiecku, w końcu znajdowali się w siedzibie Allianzu. Spojrzała kątem oka na Yeonga, jakby chcąc dać mu do zrozumienia, że już się sprawą zajmie. Może i była ze wszystkich zgromadzonych najmłodsza, ale... to nie oznaczało, że najmniej niebezpieczna. Podsunęła nawet rysunek uzyskany od swojej pani prosto przed nos dziewczynki - Zobacz, jaki ładny rysunek dostałam od pani. Lubisz rysować? Może zrobimy coś razem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Paź 05, 2017 1:23 pm

- To zależy co wolisz. - posłał jej zawadiackie spojrzenie.... po czym uśmiechnął się jak na niegrzecznego chłopca przystało oglądając sobie jej sylwetkę obleczoną w ubrania... niczym prezent, który wnioskując po kształcie opakowania jest dokładnie tym, którego się oczekuje.
- Myślę, że to byłby idealny powód, by się wymknąć z tego spotkania... - całym sobą zdawał się to mówić... po chwili jednak skrzywił się nieco wracając do chłodnej, biurokratycznej rzeczywistości zwanej Alianzem. Zapewne po tym, jak sobie przypomniał, że nie są sami... co by mu mogło wcale nie przeszkadzać, gdyby nie obecność dzieci.
- Obawiam się jednak, że mimo wszystko nie umknęło by to uwadze ogółu. - w końcu puste miejsce przy Adrianne zapewne zostałoby zauważone...no chyba, że nie zamierzała się pokazać... nie wspominając o braku obecności organizatorki tego spotkania.
- Wobec tego...trzymam za słowo. - na mój gust, to Sonia mogła odnieść wrażenie, że nie tylko za słowo... oczywiście wirtualnie... albo faktycznie... bo dość dyskretnie, ale jednak - jego ręka gdzieś tam zabłądziła zsuwając się od tali kobiety do wysokości uda po przylegającym materiale świetnie dobranej spódnicy. Mógłbym przysiąc, że błądząc tak po drodze uszczypnął ją z czułością po pośladku. Takiej okazji by nie zmarnował, więc było bardziej niż pewne, że tuż po spotkaniu ją dopadnie.... żeby zgłębić... temat...
Potem zauważył rudą, która swoją osobą zdawała się wypełniać całą przestrzeń sali eksponując przy tym obecność starającego się za wszelką cenę pozostać niezauważonym.... nikogo innego jak samego przewodniczącego - Sillę. Przez chwilę przypatrywał się się tej dwójce. A potem wygrzebał telefon i napisał szybkiego SMSa do Adrie, bo nie zauważył, żeby była gdzieś obecna... i już ostatecznie zajął swoje miejsce zastanawiając się co było tak ważne, żeby organizować zjazd na taką skalę. Właściwie mógłby zapytać Sonii, ale... z nią wolał nie rozmawiać na ciekawsze tematy...
Powrót do góry Go down

avatar

Grupa :
Ludzie

Rola / pozycja :
Rude, czyli zło wcielone

Wiek :
707 (25)





PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Paź 05, 2017 2:39 pm

Po prostu najzwyczajniej w świecie braciszek miał po prostu przekichane ze swoją rudowłosą siostrą. A żeby tego było mało męczy się z nią już kilka ładnych wieków. Tyle z tego dobrego dla niego wynikało, że Silla zdawał sobie sprawę z własnej bezsilności i bezcelowości jakichkolwiek prób unikania tego ognistego temperamentu.
Mała myszka, czasem lis. Każda z jej zwierzęcych form odzwierciedlała idealnie każdą z cech jej charakteru. A ten czarnowłosy wilkolud musiał sobie z nią radzić.
Effie odgarnęła swoje rude loki tak, żeby odrzuć je na swoje plecy. Wyprostowana z założoną nogą na nogę wyglądała na pewną siebie i całkiem... zaborczą z dłonią na udzie brata. Czy wyglądała na przewodniczącą uczonych? Nikt jej nawet by o to nie podejrzewał. No proszę! To rude, wredne cholerstwo? Chyba ktoś tu upadł na głowę.
Na cichą propozycję brata, bo dla niej pytaniem to nie było, westchnęła ciężko i wywróciła swoimi szaro-błękitnymi oczami. Oczywistym było, ze w ten sposób wyrażała swoją dezaprobatę, ale kiedy łowca się podniósł, ona zrobiła to samo i razem z nim zmieniła swoje miejsce. I nie, nie pozwoliła Silli usiąść obok Zeami, tylko sama usadziła tam swój chudy tyłek. Bratu zostawiła miejsce obok siebie.
-Jak tam wieczór mija? - zwróciła się do Azjatki z szerokim uśmiechem. - Wiesz może czemu zwołał nas tutaj drogi Eusebio? - chciała byś miła, uprzejma, jakoś zagadać. To, że miała taki, a nie inny ton... to... Ojć no. Effie była jaka była. Trzeba było się przyzwyczaić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Paź 05, 2017 3:47 pm

Przyjęła ukłon Feniksa niemrawym skinięciem i łagodnym spojrzeniem, w którym kobiecości było dosłownie zero. Zrobiła to oczywiście z szacunku, aby właśnie jemu oszczędzić dwuznaczności, czy zabaw w kotka i myszkę. W dziale Zeamiego wszystko musiało być na miejscu... pomijając jego samego. Poza tym, był świadomy ciężaru na barkach jego podopiecznych.
- Pomijając ghulkę bez właściciela, z miną, jakby wsadzili jej do brzuszka pięć kilo trotylu... wszystko mamy pod kontrolą - powiedziała żartobliwie, wskazując na Charę. Wbrew jej wysiłkom, by pozostać jak najbardziej na uboczu, zdawała się przykuwać zainteresowanie bardzo wielu członków Allianzu. Masakracja, co nie? Powiedziała swojemu słudze, aby natychmiast wziął i wyprowadził Charę. A zadaniem bojowym Himeki było, aby dotrzymać jej towarzystwa. O.
- Poza tym ten zarząd chyba nigdy nie próbuje być poważny. Przynajmniej jest puchaty - cmoknęła prowokacyjnie, zarzucając swoimi ciemnymi oczyskami na Effie i jej brata, których wybryki nie mogły ujść jego uwadze. Chociaż czasami go kusiło, aby zagrać rudzielcowi na nosie i wykorzystać jej zaborczość, to jednak argument dobrych stosunków na "górze" przeważał za każdym razem.
- Powiedziałabym, że ma na myśli coś grubego, skoro zwołał wszystkich... ale równie dobrze mógłby to załatwić tylko z nami - westchnęła beznadziejnie, już wyczuwając ból narastający w starczych kościach. Oj tak, pan Motokiyo właśnie zsunął na chwilę swoją maskę! Ale kto mógł wiedzieć?
Powrót do góry Go down




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Paź 05, 2017 5:06 pm

Kojarzyła niektóre wampiry. Rodzice pokazywali je córce na rodzinnych spotkaniach. Choć sami krwiopijcy zdawali się nie rozpoznawać małej Chary. Wszystko przez to, że spędzając czas z ojcem, chowała się często za jego plecami i nie uczestniczyła w rozmowach z innymi członkami organizacji.
- Nie wiem, gdzie mogę usiąść. Ostatnio siedziałam z tatą niedaleko Eusebio... Ale teraz taty nie ma- powiedziała po angielsku do wampira, który zainteresował się jej sytuacją. Mężczyzna na pewno wiedział, gdzie było właściwe miejsce dla ghuli. Sama wolała nie ryzykować, bo jeszcze popełniłaby jakąś gafę. A na to nie mogła sobie pozwolić. Jednak w pewnym momencie podeszła do niej jeszcze jedna osoba, która była dzieckiem tak samo jak Chara... No... Przynajmniej wyglądała na dziecko. I niestety mówiła po niemiecku.
- Przepraszam. Nie rozumiem, co mówisz. Ale rysunek bardzo ładny- odpowiedziała dziewczynce, nadal po angielsku. Bo na swoje nieszczęście nie znała niemieckiego. Z rodzicami rzadko latała do Berlina. Zwykle mieszkali we Francji lub Anglii. Dlatego też Marcus nie widział powodu, by uczyć swoją córkę niemieckiego. I tak prawie wszystkie wampiry z którymi się zadawali znały przynajmniej po kilka języków.
- Eusebio spóźnia się na własne zebranie?- ponownie zwróciła się do wampira, pół żartem pół serio. Lubiła czasami trochę poplotkować. Miała to chyba po matce. A może po ojcu? W końcu on też często wytykał innym różne rzeczy.
- Ała- złapała się nagle za głowę, czując pulsujący ból, który objawiał się co jakiś czas, przypominając Charze, że zostało jej niewiele czasu.
Powrót do góry Go down

avatar

Grupa :
Wampiry

Rola / pozycja :
Nikt

Wiek :
125 lat

Multikonto :
Admin




http://intodarkness.forumpolish.com/t40-mei-xiu-li
http://intodarkness.forumpolish.com/t67-informator-mei-xiu
http://intodarkness.forumpolish.com/t272-relacje#1095
http://intodarkness.forumpolish.com/t271-dziennik#1093

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Paź 05, 2017 6:04 pm

Jaki tam z Koreańczyka mężczyzna! To, że na karku liczył sobie marne sto parę lat o niczym nie świadczyło. W rzeczywistości był dziewiętnastoletnim szczylem, który z czystej dobroci serca.. przepraszam, który z czystego zaciekawienia postanowił zagadać do dziwnej dziewczyny o równie dziwacznym usposobieniu i wyglądzie zaspanego zombie. A ponoć to starzy powinni używać kremów przeciwko zmarszczkom, ale hej! Każdemu się przecież może zdarzyć prawda? Wampir zastanawiał się ile nocy mała nie przespała i dlaczego.
- Tam jest miejsce dla ghuli. W ogóle gdzie Twó… - przerwał, gdy niespodziewanie do dwuosobowej grupki przyłączyła się Himeka. Przechylony na bok wampirzy łepek jednoznacznie wskazywał na spore trudności w zrozumieniu słów Himeki. Koreańczyk niestety nie rozumieju ta język, co najwyżej kilka prostych zwrotów typu; zaraz CI wyrwę język, albo skręcę kark… Choć może to oznaczało „życzę miłego dnia”? Czort jeden wie. U tych Niemców to wszystko brzmiało jak rozkaz rozstrzelania pod ścianą. Nic dziwnego, że wampir nie poświęcił temu językowi dostatecznie dużo czasu. Na co i po co, on i tak był tutaj specem od brudnej roboty. Idąc w myśl cioci Ad; niech to elita z kijami w dupach zajmie się papierkową robotą.
Ostatecznie czarnowłosy skinął głową – chociaż tyle załapał – dla Himeki. Zamierzał pozostawić dwie niewiasty samym sobie. Z drugiej strony ból głowy jednej z nich wzbudził niewielkie podejrzenia. Czyżby chodziło o zmęczenie? – pomyślał w trakcie drogi do wyznaczonego miejsca przy stoliczku łowców. Niech mają gbury jedne, Koreańczyk będzie grzeczny i zajmie wskazane krzesełko, co by potem nikt nie gadał, że jest buntowniczym szczylem. Aż tak bardzo mu na takiej opinii nie zależało. W zasadzie na żadnej mu nie zależało.
W trakcie oczekiwania na przybycie szefa szefów, Kim wyciągnął telefon, który uparcie dawał o sobie znać. Widok mmsa rozbawił chłopaka na tyle, aby pokusić się o wysłanie wiadomości zwrotnej. Dzięki temu nie zwrócił zbytniej uwagi na obściskującą się parkę. FUJ.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Gość

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Paź 05, 2017 6:20 pm

Dragomir
Sonia świadomie kusiła ghula Panny Adrienne. Tutaj oczko, tam uśmiech i subtelne przygryzienie wargi. Do tego kilkukrotnie raczyła wygładzić materiał marynarki w dość ostentacyjny sposób, od tali po biodra i uda – ups, tam chyba już tego materiału nie było, ale przecież nikt nas za to nie wyrzuci prawda kocie?
- Teraz? Chcesz uciec stąd już teraz. To bardzo niegrzeczne z Twojej strony. – odpowiedziała z lekkim rozbawieniem oraz subtelnym przygryzieniem przedniego paluszka. Potem uniosła brew wyraźnie zdziwiona niepotrzebną ostrożnością Dragomira. W odpowiedzi sunęła palcem prawej ręki wzdłuż linii jego szczęki, aby móc nakierować jego wzrok centralnie na siebie.
- Umknie o ile wymkniemy się już teraz. Drugie wyjście z Sali jest zaraz za nami. Prowadzi do podziemnych krypt, nie pytaj czemu, urzędnicy od zawsze lubili mieć swoje prywatne krecie tunele. – jeśli o wrażeniach mowa, to błędem byłoby mi nie podkreślić, że Sonia faktycznie zinterpretowała słowa mężczyzny w sposób opisany przez zacnego autora. Była wyraźnie spragniona czyjegoś towarzystwa z dala od nudnej biurokracji – ceniła ją ponad wszystko, ale ileż można!
Niegrzeczny dotyk i uszczypnięcie poskutkowało cichym syknięciem niewiasty. Drapieżne spojrzenie momentalnie przewierciło Dragomira na wskroś. Kobieta ewidentnie rozbierała go swoim wzrokiem i to niekoniecznie grzecznie. W cudzych myślach ubrania zamiast opadać swobodnie na ziemię były zwyczajnie rozszarpywane na malutkie strzępy.
Jaka szkoda, że przemiłą randkę przerwało pojawienie się rudej i dziwne mizianie starego łowcy. Oh biedaczyska. Widać nie tylko Sonia miała ochotę na małe figle.
- Nasze spotkanie będzie musiało chwilkę poczekać. – przerwała, aby móc przybliżyć się do mężczyzny. – Zajmij miejsce Ad i powiedz, że jesteś w jej imieniu. Wtedy nie będą się Was czepiać. – i wyszeptała dalszą część wypowiedzi bezpośrednio do ghulowego uszka, którego miękki płatek zupełnie przypadkiem został potem przygryziony.
Kobieta ostatecznie odeszła od Dragomira. Nadeszła pora zapowiedzi.

Zeami
Sługa wampirzycy natychmiast ruszył w stronę Himeki oraz Chary. Zamierzał wyprowadzić obie dziewczęta z Sali. Zawahał się jednak widząc drugą z dziewczynek w fatalnym stanie.

Chara/Himeka
Przed dziewczętami zatrzymał się osobisty sługa Zeami’ego. Chciał je wyprowadzić. Chciał, ale nie wyprowadził. Stan Chary poważnie go zaniepokoił.
- Wszystko w porządku? – spytał kontrolnie obu dziewczynek.

WSZYSCY: Sonia stuknięciem o puchar poprosiła wszystkich zebranych o uwagę. Głosem donośnym, pewnym i melodyjnym zapowiedziała przybycie Eusebio dokładnie za dwie minuty (następny post MG). Do tego czasu wszyscy byli proszeni o zajęcie przydzielonych miejsc.
Chara mogła odetchnąć z ulgą, bo niebawem spotka "wujaszka", jednocześnie powinna się zacząć martwić, ponieważ ktoś chciał ją wyprosić, a nie miała zbyt wiele czasu.
Powrót do góry Go down




Sponsored content

PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    

Powrót do góry Go down
 
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: ☦ I ostatnim żywym ☦ :: Der Vampir-Allianz :: Główna siedziba :: III piętro-
Skocz do: