NPC Marcel Loup
Regulamin
Przewodnik
Wizerunki
Rasy
Grupy
Kostka
Sklep
Nieobecności
Kto zagra?
Wezwij MG
Pytania
Forumowa Wiki
Zamówienia

Share | 
 

 

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 

avatar

Rola / pozycja :
Główny Administrator

Wiek :
Nie dotyczy

Multikonto :
Nie dotyczy





PisanieTemat: NPC Marcel Loup   Sro Sie 23, 2017 2:55 pm

Marcel Loup


WIEK POSTACI (data urodzenia): 06.07.1491 (399 lat)
PATRONAT: Sierp
RASA: Wilkołak
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Blizna po szponach na obojczyku


Nigdy nie lubiłem bajek, nie są one życiowe. Zawsze, kiedy matka próbowała opowiedzieć nam jakąś na dobranoc, uciekałem od niej i patrzyłem na kamienne mury naszego więzienia, myśląc jak jest po drugiej stronie. W tamtych czasach większość dzieciąt Kainowych żyła na hodowlach, w izolacji od reszty ras, za wyjątkiem łowców. Oj tak, łowcy, przebiegłe sukinsyny chciały nas wszystkich wytępić swymi srebrnymi obrożami, ogniem, oraz mieczem. Pamiętam doskonale ich okrutne miny, kiedy patrzyli się na mnie i na stado. Nienawidziłem ich. Nienawidziłem od samego urodzenia, przez moją pierwszą przemianę w wieku ośmiu lat i dłużej. Ona nigdy nie wygasła, nigdy się nie przedawniła, jedynie wzrosła kiedy pierwszy raz założono mi obrożę. Rosłem i rosłem  siłę, napędzany tym przeklętym uczuciem aż okazałem się silniejszym od zwykłego wilkołaka. Zmysły również mi się wyostrzały, a zwłaszcza słuch który okazał się moją największą siłą. Nie tylko ja potężniałem ale całe moje pokolenie. Kiedy miałem 20 lat, w 1511 roku, postanowiliśmy rzucić wyzwanie naszym oprawcom.
Pewnej nocy grupa moich braci i sióstr zebrała się pod murami naszego więzienia i jednocześnie przemieniła. Nie przewidywano takiego oporu, myśleli że jesteśmy zastraszeni i nawet nie pomyślimy o buncie. Mylili się, ich strata. Nigdy nie lekceważ wilkołaków. Walka szybko objęła całą hodowlę, pochłaniając masę ofiar. Po kilku godzinach stało się jasnym, że albo uciekniemy, albo znów damy się zniewolić. Pięciu towarzyszy wyruszyło ze mną z twierdzy w kierunku lasu, udało się dobiec tam jedynie mi i Lucianowi. Przed powstaniem rywalizowaliśmy ze sobą, teraz jednak byliśmy skazani na wzajemną pomoc. Biegliśmy dalej w głąb lasu, przyjmując wilczą formę. Biegliśmy tak i biegliśmy, aż opadliśmy z sił. Kiedy się obudziłem, Lucian nie żył już z powodu odniesionych ran. Nie mogłem mu pomóc, za to byłem głodny...
Jego pozbawione kończyn ciało pochowałem pod stosem kamieni, które zapewne niestety nie uratowały go od rozszarpania przez padlinożerców.
Po dziesięciu dniach wędrówki na południe odnalazłem miasto. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, jako że wszystko było mi jedno, po prostu udałem się do środka, styrany wędrówką. Wnet okazało się że niewiele umiem. Nie miałem pojęcia, jak działa pieniądz i jak go zdobyć. Moja grzeczność też leżała na niskim poziomie, z czego wyszła niezła burda. Udało mi się pokonać rzezimieszków, oraz kolegów którzy przyszli po nich, głównie dzięki moim zmysłom i ponadludzkiej sile.
Zainteresowali się tym wpływowi ludzie i pokazali mi ring. Kazali mi walczyć. Walczyłem i wygrywałem. Dzięki "pracy" udało mi się wytrzymać w mieście pół roku, co pełnie uciekając na noc poza mury i w głębokich puszczach chowając się przed swą naturą. Niestety, nie zawsze się to udawało. Tak jak tej jednej pamiętnej nocy... Obudziłem się potem nie na środku jakieś polany, jak zwykle, lecz pozszywany na sienniku w nieznanej mi chacie. Kiedy w końcu wstałem z leża z bólem, okazao się że drzwi są zamknięte. Wyważyłbym je, ale stan mi na to nie pozwalał. Po wielu godzinach czekania, drzwi skrzypnęły i ukazała się w nich nieznana mi czarnowłosa kobieta. Wyjaśniła mi mój stan i prosiła, bym opowiedział jej kim jestem. Nie mając nic do stracenia powiedziałem prawdę, której ona wysłuchała. Następnego dnia drzwi pozostały otwarte, lecz ja nie uciekłem.
Po kilku nocach rozmów poznałem jej imię, Aurora, a potem dowiedziałem się o jej prawdziwej, wampirzej naturze. Pozostałem z nią, zdobywając dla siebie mięso, oraz wyszukując dla niej ofiary w pobliskich wioskach. I tak minął jeden księżyc, drugi... i nawet nie pamiętam kiedy zacząłem żyć bardziej w nocy, niż za dnia i sypiać razem z nią na jednym posłaniu.
Ta sielanka nie mogła trwać jednak długo. Po dziesięciu latach spokojnego życia ludzie w końcu zorientowali się, że coś tu jest nie tak i przybyli z pochodniami. Udało nam się uciec pod osłoną nocy na wschód, do krain jej pochodzenia. Wędrowaliśmy tak razem po świecie, rozdzielając się czasem i szybko wracając przez kolejne dziesięć lat, aż w końcu osiedliliśmy się w okolicach Budy. Tam wiedliśmy znowu dość spokojne życie, lecz ona wiedziała doskonale o moim pragnieniu uwolnienia wszystkich wilkołaków.
Dlatego w 1535 wyruszyłem rozpalać pragnienie wolności w różnych hodowlach całej Europy. Wiele więzień czekało już tylko na sygnał, kilka nawet wyzwoliło się samoistnie. Kiedy dzieło wreszcie było gotowe i czekało tylko na zapłon, udałem się w umówione miejsce. Nie zastałem tam mojej wybawczyni, lecz tylko zwykłą informację
Włochy

Fragment z dziennika Marcela Loup'a

Marcel umiera w roku 1890. Na rok przed śmiercią przekazuje pieczę nad "rodziną" swojemu najbliższemu i najwierniejszemu przyjacielowi.

TALENTY
NIEDOSTĘPNE

WADY

○ Wilk Faraona (+1)
○ Lęk (Ailurofobia) (+1)
○ Alergia (Pokarmowa na grzyby) (+1)

JĘZYKI

○ Francuski
○ Węgierski
○ Włoski
○ Hiszpański
○ Łacina
○ Niemiecki
○ Angielski
○ Chiński

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: ☦ Rozkoszuj się ciszą ☦ :: Dział postaci :: NPC :: Protoplaści :: Wilkołaki-
Skocz do: